Disturbed – The Sickness
wydawca: Giant
znow bedzie bardzo sentymentalnie, hehehe.
Disturbed to chyba jeden z niewielu zespolow z tzw drugiej fali nu-metalu (tej, ktora przyplynela tak w okolicach 2000 roku), ktore dzis jeszcze cos znacza, przynajmniej w komercyjnym aspekcie. moze dlatego, ze podobnie jak w przypadku Godsmacka, taguje sie ich mianem hardrocka. i nie jest to tak zupelnie glupie. zamiast sapania i stawiania na rozedrganie emocjonalne wokalisty mamy normalny spiew i hetfieldopodobne wydarcie, agroove bardziej przypomina ten znany z pantery czy white zombie niz hiphopowy. no i krystaliczna, wrecz sterylna produkcja. z drugiej strony – brak solowek jakichkolwiek, a teksty i otoczka to jednak mocno stargetowana na rozchwianego emocjonalnie ameryanskiego nastolatka, co to maluje paznokcie, w szkole jest maskotka do bicia, a zycie mija mu od jednego ozzfestu do drugiego.
mimo wszystko – lubie kolesi. lubie te plyte. byc moze sentyment totalnie wyrazl mi mozg, ale uwazam ze to przyzwoita rzecz. przede wszystkim – dzis jeszcze bardziej doceniam to, ze kolesie naprawde maja zmysl melodyczny. dzis coraz bardziej meczy mnie sluchanie mocno gitarowych rzeczy, a w tym przypadku nie ma zadnego problemu. nie wiem, czy po przetransferowaniu na np akustyki czy popowa aranzacje te piosenki wciaz by sie bronily. wazne, ze tutaj zyja w genialnej symbiozie z tnacymi gitarami, zazwyczaj idacymi w unisono z podbita elektronicznie secja rytmiczna. najlepsze przyklady: „The Game” czy „Meaning Of Life”. przyznam szczerze, ze coraz bardziej mnie zastanawia, jak swego czasu rockoteki mogly cieszyc sie takim powodzeniem. w sensie – no jak mozna do tej muzyki tanczyc? natomiast disturbed udalo sie w tych piosenkach zawrzec tak solidny groove, ze nie tylko nozka sama tupie, ale i cialo sie giba jak pierdolony rezus.
choc to nie te wymienione akurat powyzej numery zabawowa metalowa mlodziez trojmiasta pamieta najbardzie. „Down with the sickness”. ten instrumentalny wstep z plemienna perkusja i nagle zaspiew rowniez pamietajacy czasu czleka prehistorycznego – „U A A A A”! dzis juz tak numer nie robi, ale przyznam – czekalo sie na ten numer na imprezach. slyszalem o takich, co godzinami analizowali ten numer. no ale moze Mazepka cos na ten temat wiecej sie wypowie 🙂 uwielbiam tez „Conflict” – no naprawde, gdybym mial zagrzewac swa armie do boju, tudziez sam bylbym Pudzianem jakims badz Golota, to na rozgrzewke numer jak znalazl. no i Lisek, Najbardziej Hiphopowy Czlo W 3miescie, robiacy szczery, parkietowy rozpizdziel na Orbitalowym parkiecie- bezcenne. singlowy „Stupify” robi wrazenie glownie ze wzgledu na wokal, zwlaszcza w mostku – kawal glosu ma pan spiewak, na dodatek chlopak sprytnie robi pozytek z zydowskich korzeni za sprawa mocno nietypowych (jak na metal) zaspiewow. „Shout 2000” to zas przerobka Tears For Fears, a ze po prostu przaranzowali to na rockowa modle, to robi rownie mocne wrazenie co oryginal.
a niech maja te 7,5, co mi szkodzi
najlepszy moment: MEANING OF LIFE
ocena: 7,5/10
