rageman.pl
Muzyka

Dire Straits – Brothers In Arms

rok wydania: 1985

wydawca: Vertigo

 

no i mamy opus magnum tego zespolu. jeden z najlepiej sprzedajacych sie albumow w krajach anglojezycznych, kupa singli, nagrody grammy, uznanie krytykow, na dodatek przelomowy, bo to rowniez jeden z pierwszych albumow wydanych na CD. no mozna lubic bluesowe poczatki tego zespolu, ale jednak nie ma innej opcji w tym wypadku – Dire Straits to „Brothers In Arms”.

dobra, nie bede ukrywal, ze ten album to rowniez mega osobista sprawa. to sa dzwieki mojego dziecinstwa. byl Pink Floyd i byl Dire Straits. ale o ile z Pink Floydem to uwielbienie rozeszlo sie na wiekszosc ich albumow, tak w przypadku DS uczucie skupilo sie glownie na BIA. gdy odkurzylem sobie dzis ten album i zabrzmialy pierwsze nuty „So Far Away” to az sie normalnie wzruszylem. ta zwiewna gitarka i ten teskny glos knopflera w refrenie. po prostu cudo. wiem co musial czuc bohater „W poszukiwaniu straconego czasu”. przypomnialy sie czasy gdy razem z moja siostrzyczka Kasia dissowalismy kuzyna Dominika. bo on byl wiesniakiem sluchajacym Jona Bon Jovi, a my bylismy zajebisci, bo sluchalismy „Opaski” (odsylam do klipu na dole). pozdrawiam w tym miejscu ich wszystkich i reszte rodziny, elo!

no ale „Opaska” wziela sie akurat  nie z „SFA” tylko od „Money For Nothing”, czyli numeru dwa. o tym kawalku to mozna zreszta osobna ksiazke napisac. ze najwiekszy ich hit to jedno. ale to co tu sie instrumentalnie dzieje, NOSZ KURWA! to intro, rosnace napiecie, perkusyjne zagrania, coraz wieksza podnioslosc klawiszy, wchodzi gitara, gryf szalejee, dochodze, dochodze i AAAAAAAAA!!!!!! RIFF!!!!!!!!!!!!!! MATKOJEBNY RIFF!!!!!!!!! ten numer jest naprawde bliski perfekcji. bo i tekst kozacki, bedacy zjebka na zespoly mtv z punktu widzenia magazyniera w sklepie (przypuszczam ze ten sam bohater dzis nawet juz by nie wlaczyl mtv). zajebista szydere wokalna odstawia mark, zonglujac spiewem i gadanina. no i wisienka na torciku w postaci wokalnego udzialu pana Stinga. kultowe „I want my mtv”, no ale jeszcze pozniej daje przesympatyczny dwuglos. no naprawde, jeden z najlepszych singli lat 80tych.

poczatek tej plyty to geniusz normalnie. bo po „Money For Nothing” wchodzi kolejny hit dziecinstwa – „Walk Of Life”. mowilismy wczoraj o „Industrial Disease” jako pierwowzorze „WOL”.  prosciutki rock’n’roll. ale to tu jest TEN klawiszowy riff. i przekozacki refren, dzieki czemu temu numerowi blizej jakos do „Sultans Of Swing” niz „ID”.

„Your Latest Trick” to z kolei dowod na to, jak Ci kolesie (a wlasciwie to knopfler i grajacy na bassie john illslay, bo na BIA juz tylko oni sie ostali z oryginalnego skladu) posuneli sie w pomyslowosci. bo kto na wysokosci debiutanckiego albumu czy nawet Communique moglby przypuszczac, ze kiedys na plycie DS znajdzie sie numer jazzowy. no dobra, w wersji smooth i blizej temu do candy dulfer, ale jednak. przepiekniutka jest ta partia saxofonu. po prostu klasyk w dziedzinie saxofonu, tak jak „stairway to heaven” dla gitary.

„Why Worry” to ladniutka ballada na gitare i klawisze. tutaj z kolei slychac doswiadczenia „Love Over Gold” i nie tylko dlatego, ze rzecz trwa ponad 8 minut. „Ride Across The River” to z kolei rzecz poswiecona wojnie. nie ostatnia zreszta na tej plycie. natomiast w tym numerze slychac najwieksze wypasienie produkcyjne. te odglosy dzungli, rytm… tu juz nie ma nic z wesolej swingowej ekipki. to juz Firma jest. nie mylic z Popkiem i jego ziomami z krakowa, heh.

„The Man’s Too Strong” i „One World” to troszke slabsze momenty (choc w tym drugim niezle szaleje bass), ale ostatni numer, tytulowy, to juz inaczej niz klasykiem sie okreslic nie da. chyba najczesciej wykorzystywany numer do muzycznych podkladow dla obrazkow wojennych. piekna sprawa. tak sobie plyniemy powolutku w chmurkach jak ta gitarka z okladki.

dobra, nie chce twierdzic ze to historyczny album. jakos niewielu inspirowalo sie Dire Straitsami. dla niektorych to pizdowaty soft rock, dla innych synonim komercji (tego akurat zarzutu nigdy nie skumam – skoro ich jakims trafem chcialy stadiony to czemu mieli tam nie grac?. ale dla mnie ten album to zbior jednych z lepszych rockowych kompozycji, a w kategorii „lata 80te” to nawet jednych z najlepszych. no i to moje dziecinstwo, zrozumcie. zly dotyk boli cale zycie.

 

najlepszy moment: MONEY FOR NOTHING

ocena: 9/10

Leave a Reply