De La Soul – Art Official Intelligence: Mosaic Thump
rok wydania: 2000
wydawca: Tommy Boy
okej, zajmijmy sie teraz prawdziwymi ikonami rapu. De La Soul, hip hop dla ludzi myslacych.
zespol klasyczny, choc plyta juz niekoniecznie. piaty album w ich dyskografii mial otwierac nowy rozdzial w historii grupy. w wielu aspektach. pierwszy album wielkiej De La Soul’owej trylogii (wciaz, po wydanym w ’01 „Bionixie”, czekamy na czesc trzecia). a takze odrodzenie komercyjne po artystycznie wielkim, acz sprzedazowo niekoniecznie „Stakes Is High”. i teoretycznie z „Mosaic Thump” jest zgola odwrotnie. czyli byl powrot na listy przebojow, a jednak malo kto ceni tak naprawde ten album. albo inaczej – w rankingach na ulubione albumy DLS to wydawnictwo zawsze paleta sie pod koniec stawki.
okej, tez sie nie odwazylbym postawic tej plyty obok pierwszych dwoch dokonan zespolu. co nie zmienia faktu, ze slucha sie jej przezajebiscie. 17 numerow, ponad godzina grania, a ani razu nie opada napiecie. co jest wrecz wybitnym osiagnieciem w mniemaniu osoby, ktorej coraz ciezej slucha sie plyt w calosci.
o pelnej roznorodnosci mozna mowic zarowno w kontekscie wartsy muzycznej, jak i lirycznej. zacznijmy od pierwszej, chyba bardziej oczywistej. nawet jesli kogos zupelnie nie ruszaja takie brzmienia i pozostalby obojetny wobec De La Soul w wersji raw & instant, to musi docenic to co dzieje sie na tym albumie. wiekszosc podkladow popelnil sam zespol, ale i niezrzeszeni producenci staneli na wysokosci zadania. soul („All Good?”), disco niemalze („Words from the chief rocker”), lekkie gangsta sie nawet wkrada („You don’t wanna B.D.S.”). wciaz sporo samplowanej roboty, ale ci panowie nieraz juz udowadniali, jak nalezy je wplatac, by w polaczeniu z bitem tworzyl on nowa jakosc. moimi faworytami w tym temacie sa 'Thru Ya City” i „With Me” (w tym drugim legendarny Marvin Gaye). ale i samemu potrafia panowie wymyslac takie hooki, ze serce roscie.
teraz czesc wokalno-liryczna. dla mnie zawsze DLS to byly teksty i gdzies tam znacznie dalej dopiero glosy. dlatego w ich przypadku zaproszenie tylu gosci moze miec tylko pozytywny efekt. a luda sie tu nazbieralo od groma. i jest to wyjatkowo ciekawy zestaw. „My Writes” to reprezentacja Zachodu w postaci Tha Liksow i Xzibita (szkoda, ze podklad wspolpodpisany przez Madliba az tak nie rajcuje). zaraz po nich przybywa ze Wschodu Redman, by w „Oooh.” rzadzic i dzielic. jeszcze wiekszy rozpierdol czyni Busta Rhymes w „I.C. Y’all”. refren „All Good?” nalezy do legendarnej Chaka Khan. jest tez silna odsiecz oldschoolowa – do „Squat!”u zaproszono 2/3 ekipy Beastie Boys, a w „Words from the chief rocker” slychac zapomnianeog juz Busy Bee Starski. w „You don’t wanna B.D.S.” swiatu wygraza Freddie Foxxx.
okej, spojrzmy teraz na utwory jako calosc. kapitalnie wytypowano single z plyty. „Oooh.” to taki De La Soul w swej najlepszej postaci – mega pozytywny, zakrecony, silnie przebojowy, a jednoczesnie absolutnie nie banalny. „All Good?” za sprawa Chaka Khan jest blizej klimatow r’n’b chartsow, ale wcale a wcale nie jest to wada. „Thru Ya City” to kolejny wielki podklad nieodzalowanego Jay Dee. na przeciwleglym biegunie lezy rownie syntetyczny, co kozacki podklad „Y.C. Y’all” dostarczony przez Rocwildera. szkoda, ze tez nie wyladowal na malej plycie. rownie dobrze do promocji plyty nadawalby sie mocno samplowy „The Art Of Getting Jumped”.
o tym, ze skity, choc w niewielkiej dawce, daja rade wspominac nie trzeba. wtajemniczeni wiedza o.c.b. swietna plyta swietnego zespolu. jaram sie niedorzecznie.
najlepszy moment: THRU YA CITY
ocena: 8/10