rageman.pl
Film

Dahomej

rok: 2024

reżyseria: Mati Diop

 

Bardzo lubię filmy dokumentalne. Dla mnie stanowią one połączenie filmowej przygody zaspokajającej potrzebę eskapizmu oraz „updejtu” wiedzy o świecie rzeczywistym. Magia kina i gazeta w jednym. Szczególnie lubię te dokumenty, których tematyka nie jest oczywista i atakująca regularnie z fejsbukowego feedu czy głównej strony Onetu.

Jasne, być może Francuzi często czytają o polityce kolonialnej, której byli jednym z głównych „prowodyrów”. Ale Polska nigdy kolonizatorem nie była, dlatego w teorii problematyka filmu Mati Diop powinna być widzom znad Wisły obca. A jednak zwłaszcza u nas powinno się ten film obejrzeć. Już tłumaczę dlaczego.

W 2021 na mocy decyzji prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, Republice Beninu (do 1975 roku funkcjonującej pod nazwą Dahomej) zwrócono 26 dzieł zgrabionych w czasach kolonialnych. Wśród tych dzieł są m.in. rzeźby przedstawiające króli Dahomeju, zatem istotność kulturowa i historyczna tego wydarzenia jest nie do przecenienia. Z drugiej strony – łączna liczba dzieł będących wciąż w posiadaniu Francji jest szacowana na ok. 7 tysięcy. Nie trzeba więc skomplikowanych obliczeń by zauważyć, że te 26 dzieł to dość skromna rekompensata.

Film, sam w sobie dość niedługi (godzina z hakiem), można podzielić na dwie części. W pierwszej obserwujemy proces „pakowania” dzieł do skrzyń i transportowania ich. Same niespieszne obrazy, słów pada tu niewiele, z jednym wyjątkiem – otóż reżyserka postanowiła wzbogacić całość o „perspektywę” wypowiadaną z offu, jak się z czasem okazuje – autorstwa jednej z rzeźb. Co więcej, są to słowa o nacechowaniu poetyckim, natchnionym. Kontrowersyjny zabieg, ale ja go kupuję.

Druga część, rozgrywająca się w Republice Beninu, wita nas obrazkami radości – powitania na lotnisku, śpiewy przechodniów, oficjele wszelkiej maści przybywający do muzeum będącego nowym „domem” dla zwróconych rzeźb. Po początkowej euforii przychodzi czas na dyskusje – ta odbywa się w jednej z uczelni, z udziałem nie tylko tych którzy są na miejscu, ale też pokazani są ludzie słuchający transmisji z dyskusji: w samochodach, szkołach, barach etc. Uczestników dyskusji jest więcej niż mikrofonów, równie dużo jest opinii – wręcz cała paleta, od radości, poprzez wątpliwości, aż do dyskredytowania całej akcji ze zwrotem dzieł. Tu, moim zdaniem, tkwi też serce i siła tego filmu. Czy cieszyć się ze zwrotu tych 26 dzieł, czy głośno pytać co z pozostałymi? Czy krytyka Francji jako takiej, kiedy samemu mówi się i myśli po francusku, jest hipokryzją? Czy należy wciąż patrzeć w przeszłość czy skupić się na przyszłości? Rozliczać i tym samym rozgrzebywać rany, czy dla dobra relacji dać sobie spokój?

Tak, jest to film który w kontekście niekończących się dyskusji o reparacje od Niemiec warto obejrzeć także w Polsce. Nie jako instruktaż – bo „Dahomej” żadnych gotowych odpowiedzi nie daje – ale jako przypomnienie, że o historii , zwłaszcza tej trudnej, należy rozmawiać, a nie ruszać na nią z szabelką w dłoni.

 

najlepszy moment: dyskusja

ocena: 8,25/10

Leave a Reply