rageman.pl
Muzyka

Czesław Niemen – Spodchmurykapelusza

rok wydania: 2001

wydawca: Pomaton EMI

 

bodajze w tym tygodniu na Sopot Hit Festival („i festiwal w sopocie, jaki ochlaj i wyzerka”, hehe) ma sie odbyc koncert upamietniajacy piata rocznice smierci jednego z najwybitniejszych (jesli nie Najwybitniejszego) artystow polskiej muzy rozrywkowej. co to oznacza? ze jakies totalne artystyczne suchary pokroju eweliny flinty czy braci cugowskich beda po raz miliardowy meczyc sie ze „Snem o Warszawie” i „Dziwny jest ten swiat”. ze wszyscy beda sypac werbalnymi laurkami, zachwalajac Niemena na podstawie paru piosenek, wyjetych z zaledwie jednego z wielu etapow na artystycznej drodze pana Czeslawa. jesli ktos wspomni o „Enigmatiku” to naprawde bede w szoku. jesli oczywiscie najdzie mnie ochota na ogladanie tego festynu.

okej, czas na wyjasnienie do czego zmierzam. na pewno to piekna sprawa, ze o Niemenie wciaz sie pamieta, nawet na podstawie tych paru najpopularniejszych piosenek. problem w tym, ze warto pamietac, ze nie kazda plyta pana Czeslawa byla wybitna. co bardziej przykre, wlasnie taka malo wybitna plyta sie z nami pozegnal. a smutek wzmaga to, ze bylo to pozegnanie de facto niezamierzone.

ciezka plyta ta „Spodchmurykapelusza”. jak juz pisalismy przy okazji skladaka „Milo Wspomniec”, o panu Niemenie jak o malo ktorym wykonawcy polskim mozna powiedziec, ze posiadal artystyczna dusze. bezkompromisowa postawa i totalnie oddanie swej tworczosci to jedno, ale tez mocno rzucalo sie w oczy/uszy z jeko wypowiedzi lekkie mentalne dryfowanie ponad ziemia. byc moze nawet wiecej niz te przyslowiowe 30 centymetrow. niestety, „Spodchmurykapelusza” poprzez teksty, swoisty komentarze odautorskim umieszczony w booklecie,a przede wszystkim muzyke sprawia wrazenie swiadectwo totalnej utraty kontaktu z rzeczywistoscia. w ow komentarzu pan NIemen pisze, ze nie ma juz unikatow, coraz mniej wyjatkowosci w muzyce, pozostaje wiec „pielegnacja wlasnego stylu”. pewnie tak jest. ale mimo wszystko warto wyjrzec czasem poza swiat wlasnego stylu i obczaic, czy przypadkiem preferowane przez nas brzmienia nie znajduje sie na liscie Najbardziej Archaicznych Dzwiekow Swiata, ktore obecnie wywoluja tylko usmiech politowania. problem w nowinkami muzycznymi jest taki, ze nie wszystkie sa w stanie przetrwac proby czasu. i dzis ciezko sie slucha perkusji simmonsa czy innych elektrowynalazkow, ktore muzykow wydawaly sie 2 dekady temu szczytem nowoczesnego soundu. no ale zeby w XXI wieku swiadomie wydawac cos, co brzmi jak soundtrack do filmow edukacyjnych prlowej produkcji, pokazywanych w szkolach? i to jeszcze podpisywac to nazwiskiem, ktore swego czasu silnie kojarzylo sie z wspoltworzeniem, nie – nasladownictwem, swiatowych trendow? chemical brothers, ktorzy swego czasu samplowali Niemena, raczej wysmialiby ten album. nie mowiac juz o innych magikach szeroko pojetej elektroniki. generalnie chwalenie tej plyty byloby czyms podobnym do gratulowania wlasnemu dziadkowi opanowania do perfekcji windowsowego Painta. no fajnie, ale… (swoja droga, jesli okladka, wraz z tym unikalnym liternictwem, tez jest autorstwa pana Czeslawa, to OJEJ). to juz nawet nie tak, ze slyszymy tutaj przerost formy nad trescia. ta forma gwalci tresc, gwalci uszy sluchacza i przy okazji dobre imie Genialnego Artysty, za jakiego i tak wciaz uwazam pana Niemena.

okej, ale nawet jesli jakims cudem oswoimy sie, moze nawet polubimy z tym brzmieniem. ale pod wzgledem piosnkoklectwa (jak to ladnie nazwal pan Czeslaw) to jest niewiele lepiej. zwlaszcza w kontekscie postaci kogos, kto stworzyl wspomniane na wstepie evergreeny polskiej muzyki. nie jest zle w przypadku bardziej nastrojowych trackow jak utwor tytulowy, „Spokojnym krokiem” czy juz swego czasu omawianej tu „Sonancji”. gorzej, kiedy chodzi o stworzenie luznego nastroju. plyte te „promowaly” „jagody szaleju” i trudno mi sobie wyobrazic wiekszy strzal w kolano, nawet nie wydawcy/menadzera (w koncu pan Czeslaw od dluzszego czasu byl sam sobie sterem, zeglarzem, okretem…) co artysty. nie wiem, zapewne chodzilo o wysmianie ludycznosci w muzyce, niewyszukanej rozrywki itp itd. wyszedl totalnie groteskowy twor na poziomie b-side’a Bayer Fulla, nieudany eksperyment Mister Dexa z muzyka progresywna. dla odmiany jednak utrzymany w podobnej, dynamicznej konwencji „Doloniedola” wypada imho calkiem strawnie, kojarzac sie ciut z gabrielowym „Sledgehammer”. co nie znaczy, ze jest to jakos specjalnie udany numer.

tekstow nie oceniam, bo ich najzwyczajniej w swiecie nie rozumiem. ale momentami maja cos z mieszanki Norwida z Roguckim. przyznacie, zabojczy mix.

i tylko jedno sie wlasciwie nie zmienilo – interpretacja wokalna. wciaz, jesli nie najwyzszy, to dla wielu nieosiagalny poziom. no tylko ze co po wielkim glosie, jesli wyspiewuje bzdury.

mr Niemen slynal z tego, ze dobieral sobie na przestrzeni lat genialnych muzykow, ktorzy tylko pomagali uwypuklic jego totalne bossostwo. nie jest nic zlego w tym, ze zamiast „zywych ludzi” wybral granie przy akompaniamencie komputera. problem w tym, ze komputer nie zwroci uwagi, nie pouczy, nie poprosi o ogarniecie sie jesli zaczniesz komponowac jakiegos muzycznego suchara. i smutnym efektem tego jest „Spodchmurykapelusza”.

sie poznecalem troche, ale pod wzgledem tresci (srednio widocznej pod fasada obrzydliwej formy, ale jednak) nie jest tu az tak zle. poza tym – o zmarlnych mowi sie dobrze albo w ogole. oceniajmy wiec ten ostatni album Czeslawa Niemena jako odwazny eksperyment artystyczny. i wracajmy znow do „Enigmatica”.

 

najlepszy moment: DOLONIEDOLA

ocena: 6/10

Leave a Reply