Clap Your Hands Say Yeah – Some Loud Thunder
rok wydania: 2007
wydawca: Wichita
wczoraj zaszalelismy nie tylko ze wstepem, ale i z cala notka tak wlasciwie. dlatego dzis, w ramach omowienia drugiej plyty nowojorczykow, troche wiecej o muzyce bedzie.
bo choc obiegowa opinia mowi o obnizeniu lotow, to moim zdaniem plyta jest lepsza pod niemal kazdym wzgledem. co pierwsze sie przynajmniej rzuca w uszy to kwestia wokali. niesamowite – znacznie mniej one tu irytuja, choc paradoksalnie jest ich znacznie wiecej! nie wiem, moze na wysokosci tej plyty mozna bylo sie juz przyzwyczaic, bo wciaz tu sa takie momenty, od ktorych uszy wiedna („Yankee Go Home”). na pewno tez Alec spiewac sie nie nauczyl, bo widzialem fragmenty koncertow z tego samego roku i wciaz koles jest bezlitosny. na plycie sporo jednak efektow nalozonych na wokal, wiecej prostych partii i choc normalnie na takie zabiegi krecilbym nosem, tu okazuja sie zbawienne.
mozna tez odniec wrazenie, ze zmienily sie inspiracje panow, a przynajmniej ich czesc. pierwsza plyta miala cos w sobie optymistyczny feeling i daleko jej bylo do mhrroku, ale motoryka numerow kojarzyla sie z Joy Division. zwlaszcza ze panowie postanowili na czysto rockowe aranzacje i tak na dobra sprawe jedyna ekstrawagancja byly instrumenty perkusyne typu tamburyn. na nastepcy debiutu jest juz inaczej. nie kojarzy Wam sie ta okladka z „Revolverem”? bo mi bardzo. a skojarzenie to nakrecane jest dodatkowo przez muzyke. ja wiem, kojarzenie wszelkich wieloglosow i harmonii wokalnych z Bitlami to banal. ale nie sposob potraktowac inaczej tego co dzieje sie w „Mama, Won’t You Keep Them Castles In The Air And Burning?”. zreszta, to juz na pewno beda naciagane skojarzenia, ale np taki optymistycznie brzmiacy, a przy tym w tekscie zahaczajacy o „morska tematyke” „Underwater (You And Me)” to jakby takie „Yellow Submarine”, a zamykajacy calosc „Five Easy Pieces” ma w sobie i sennosc „I’m Only Sleeping” i formalne szalenstwo „She Said She Said”. gdyby zas The Strokes grali jak The Beatles to track tytulowy moznaby potraktowac jako nastepce „Taxmana”…. nie dobra, za daleko zabrnelismy w tych porownaniach.
forma. wlasnie, forma. mowi sie o tym albumie, ze forma przyslonila tresc. teoretycznie mozna sie zgodzic – sporo sie tu dzieje, nie zawsze potrzebnie. „Emily Jean Stock” moze i dalby sobie rade bez tych perkusynych wtretow, w „Love Song no7” tez moznaby fajniej (=prosciej) poprowadzic motyw klawiszowego tla, a „Satan Said Dance” jak na indie-hit na parkiet jest zbyt zgrzytliwy. ale mi sie to podoba! bo choc moze nie ma tu tak fajnego numeru jak „The Skin On My…”, to i tak sporo tu piosenek autentycznie poruszajacych. jak wspomniane „Underwater” czy „Goodbye to mother and the cove” (gdyby do ostatniej sekudny bylo tak pieknie jak w pierwszej czesci, ehh…). poza tym akurat Clap Your Hands dla mnie nigdy nie mial na tyle wybitnej tresci, bysmy mogli rozpaczac nad zmniejszeniem jej proporcji.
muzyka na debiucie byla naprawde niezla, jednak przez odrzucajacy wokal nie bylem w stanie dac jej chocby 7,5. robie to wiec przy okazji drugiej plyty. tez jak dla mnie calkiem niezlej.
najlepszy moment: UNDERWATER (YOU AND ME)
ocena: 7,5/10