Chick Corea Akoustic Band – Akoustic Band
wydawca: GRP
meczymy dalej Coreę (tak sie to odmienia?).
jakby malo bylo Corei wlasnego Elektric Bandu, w ’89 postanowil wydac kolejna plyte pod szyldem Akoustic Band. choc tak na dobra sprawe to modyfikacja EB niz nowy zupelnie zespol, bo w projekcie wzieli udzial, poza Chickiem rzecz jasna, sekcja rytmiczna tamtego bandu.
i jak nazwa wskazuje – mamy do czynienia z akustyczna muzyka. czyli kontrabas i brak jakichkolwiek wtretow gitary i tym podobnych dupereli. ale i w tym wydaniu znow show kradnie sekcja rytmiczna, a Weckl w szczegolnosci. moze momentami chlopak stara sie az za bardzo, moze nie ma jego gra na perkusji nic wspolnego z „oszczednoscia” i „samym sednem”, ale i tak jego wyczyny zalapuja sie pod termin „cud miod orzeszki”.
no i niestety tylko tyle dobrego mozna powiedziec o tej plycie. bynajmniej nie aby to byla zla plyta. ale przy takim skladzie instrumentalistow i takim kapitalnym, uniwersalnym brzmieniu (brak jakiegokolwiek posmaku ejtisowego) moglo byc znacznie lepiej.
bo niestety kompozycyjnie plyta niedomaga. wiadomo, ze w jazzie nie o melodie badz czad chodzi, ale przerost formy nad trescia jest jednak ciut za duzy. co dziwi o tyle, ze przeciez az 6 utworow to przerobki i to takich nazwisk jak Coltrane chociazby. a jednak ciezko cokolwiek spamietac z tych wykonan. troche jak z reprezentacja argentyny w futbolu – wszyscy pieknie graja, ale nic z tego nie wynika.
btw czy Corea nie wyglada na tej okladce jak Jeff Goldblum w okularach?
najlepszy moment: SPAIN
ocena: 7/10

