rageman.pl
Muzyka

Brainstorm

gdzie: Molo, Sopot

kto: Brainstorm

 

Dzień po Scooterze wybrałem się do Sopotu na Koncert Na Molo. Jest to cykl odbywający się w ramach zbliżającego się Sopot Festivalu. Chodzi o to, że prezentuje się wykonawców pretendujących do nagrody Bursztynowego Słowika. A że w tym roku zrobili z tego nagrodę międzynarodową, więc skład mieliśmy tego wieczoru międzynarodowy…

Zapomniało nam się jednak, że imprezy, których głównym przeznaczeniem jest transmisja telewizyjna, nie muszą mieć obsuw. Dlatego też zjawiwszy się przed godziną 21.00, okazało się, że ominęły nas już występy Dody i Virgin oraz Mezo i Tabba. Abym jakoś specjalnie cierpiał z tego powodu, to nie powiedziałbym. Niestety załapaliśmy się na kawałek występu wynalazku o nazwie Sumptuastic. Czyli kolejne odkrycie (??) popowej sceny w Polsce z panią na wokalu i panem czasem też zawodzącym. Nie nie, dziękuję.

Rozejrzyjmy się wokół. Tym razem ciut inaczej umieszczona scena. A konkretniej — na przejściu na molo. Dawało to fajny efekt, bo na scenie zespoły, a dookoła widoczki typu plaża, morze, niebo… uh, romantyk ze mnie. Anyway, dobry pomysł. Po występie Sumptuastic nadszedł czas na przerwę reklamową. No tak, jesteśmy w tiwi. Potem zaś mogliśmy delektować się uroczym głosikiem tvn-owego Andrzeja Sołtysika. Bueh. Przychodzi czas w końcu po 21.00 na prezentację pierwszego zagranicznego reprezentanta. Proszę państwa, oto załoga z Łotwy — Brainstorm.

I co, beka? Niekoniecznie. Pamiętam, że z zespołem tym zetknąłem się już dawno temu. I byłem pod takim jakby wręcz wrażeniem. Fajne, beztroskie granie, trochę na modłę brytyjską — Coldplay się kłania — z mega potencjałem przebojowym. Fajnie, ale przecież to Łotwa. Zespoły z Łotwy nie mogą odnieść sukcesu, helou. A jednak. Eurowizja. Wprawdzie nie wygrana, ale jednak na tyle udany występ, że zaczyna się kariera. Kariera obejmująca głównie wschód Europy, w tym i nasz smutny kraj. Kariera, do której przyczynił się jeden numer, do bólu ograny w rozgłośniach radiowych. „Maybe”. Niektórzy rzygali, po pewnym czasie ja też, również z żalu, że tak zjechano potencjał tego zespołu. Niby fajnie, że kariera. Tylko że zamiast popularności wśród fanów brytyjskiego grania marketingowo pchnięto ich w ramiona — i uszy — czternastolatek z małych wsi.

Czy występ na Sopot Festival oznacza kontynuację celowania w ten target? Nie wiem. Nawet nie chcę tego rozkminiać, dlatego wolę się skupić na samej muzyce. I cieszyć się nią. Bo naprawdę, pomimo tego medialnego rzygu, ta muzyka dalej się sama broni.

Jak wiadomo, grupę Brainstorm tworzy pięciu muzyków. Jak wiadomo, instrumentarium to perkusja, bas, gitara, klawisze. No i jak wiadomo — plus niebywały wokal. Może nie jest on jakiś specjalnie wyjebany technicznie i zdarzały się fałsze. Ale ta barwa! Ten styl! Jest w głosie pana wokalisty coś takiego maksymalnie beztroskiego, chłopięcego, delikatnego, tak że aż wręcz kruchego. A przy tym idealnie się on sprawdza nie tylko w takich spokojniutkich numerach jak „Maybe”, ale również i w dynamiczniejszych, które panowie też mają w swoim repertuarze i które zdążyli zaprezentować podczas swojego króciutkiego występu na molo. Króciutkiego, bo obejmującego tylko cztery numery. Ale zdążyli w tym czasie podbić publikę nie tylko piosenkami — z nieśmiertelnym „Maybe” na czele — ale i samą prezencją. Zero przylizduparstwa, po prostu szczerość, bezpośredniość i zwykła frajda. Więc powtarzam once again — dajcie im szansę. Warto. Czekamy na pełnoprawny koncert.

Po Brainstorm nastąpił czas na kolejną „gwiazdkę” — reprezentację Estonii Vanilla Ninja. Czyli trzy panie z gitarami i styl typu Viva. Niby aranżacje rockowe, ale co z tego, skoro śmierdziało przez te trzy numery popowym banałem, że aż bolało. Kontaktu też się nie dało specjalnego nawiązać z publiką, przynajmniej nie tak dobrego jak ten w wykonaniu Brainstorm. Nie, ja dziękuję.

A po trzecim numerze Sołtysik mówi, że czas do domu i dzięki i nara. Godzina 22.00. Wcześnie. Można jeszcze połazić dalej rodzinnie po Sopocie. Dżizys, jak ja kocham to miasto, tak cudownie tętniące życiem, tak światowe, a jednocześnie jakby na uboczu od wielkiego świata. Raj na ziemi.

 

najlepszy moment: MAYBE 

ocena: 6/10