Brainstorm
gdzie: Molo, Sopot
kto: Brainstorm
ehehehehe, upadlania sie ciag dalszy 😉
dzien po scooterze wybralem sie wiec rodzinnie do sopotu na Koncert Na Molo. jest to cykl odbywajacy sie w ramach zblizajacego sie Sopot Festivalu. chodzi o to ze prezentuje sie wykonawcow pretendyujacych do nagrody Bursztynowego Słowika. a ze teraz zrobili w tym roku z tego nagrode miedzynarodowa, wiec sklad mielismy tego wieczoru miedzynarodowy…
zapomnialo nam sie jednakze, ze imprezy ktorych glownym przeznaczeniem jest transmisja telewizyjna nie musza miec obsow. dlatego tez zjawiwszys sie przed godzina 21.00 okazalo sie ze ominely nasz juz wystepy Dody i Virgin oraz Mezo i Tabba. abym jakos specjalnie cierpail z tego powodu, to nie powiedzialbym. niestety zalapalismy sie na kawalek wystepu wynalazku o nazwie Sumptuastic. czyli kolejne odkrycie (??) popowej sceny w polsce z pania na wokalu i panem czasem tez zawodzacym. nie nie, dziekuje. rzoejrzyjmy sie wokol. tym razem ciut inaczej umieszczona scena. a konkretniej – na przejsciu na molo. dawalo to fajny efekt, bo na scenie zespoly a dookola widoczki typu plaza, morze, niebo… uh, romantyk ze mnie. anyway, dobry pomysl. po wystepie sumptuastic nadszedl czas na przerwe reklamowa. no tak, jestesmy w tiwi. potem zas moglismy delektowac sie uroczym glosikiem tvn’owego andrzeja sołtysika. bueh. przychodzi czas w koncu po 21.00 na prezentacje pierwszego zagraniznego reprezentanta. prosze panstwa, oto zaloga z lotwy – brainstorm.
i co, beka? niekoniecznie. pamietam ze z zespolem tym zetknalem sie juz dawno temu. i bylem pod takim jakby wrecz wrazeniem. fajne, beztroskie granie, troche na modle brytyjska (coldplay sie klania), z mega potencjalem przebojowym. fajnie, ale przeciez to lotwa. zespoly z lotwy nie moga odniesc sukcesu, helou. a jednak. eurowizja. wprawdzie nie wygrana, ale jednak na tyle udany wystep, ze zaczyna sie kariera. kariera obejmujaca glownie wschod europy, w tym i nasz smutny kraj. kariera do ktorej przyczynil sie jeden numer do bolu ograny w rozglosniach radiowych. „maybe”. iektorzy rzygali, po pewnym czasie ja tez, rowniez z zalu ze tak zjechano potencjal tego zespolu. niby fajnie ze kariera. tylko ze zamiast popularnosci wsrod fanow brytyjskiego grania marketingowo pchnieto ich w ramiona (i uszy) czternastolatek z malych wsi. czy wystep na Sopot Festival oznacza kontynuacje celowania w ten target? nie wiem. nawet nie chce tego rozkminiac, dlatego wolalem sie skupic na samej muzyce. i cieszyc sie nia. bo naprawde, pomimo tego medialnego rzygu, ta muzyka dalej sie sama broni.
jak wiadomo grupe Brainstorm tworzy pieciu muzykow. jak wiadomo instrumentarium to perkusja bass gitara klawisze. no i jak wiadomo, plus niebywaly wokal. moze nie jest on jakis specjalnie wyjebany techniczny i zdarzaly sie falsze. ale ta barwa! ten styl! jest w glosie pana wokalisty cos takiego maxymalnie beztroskiego, chlopiecego, delikatnego tak ze az wrecz kruchego. a przy tym idealnie sie on sprawdza nie tylko w takich spokojniutkich numerach jak „maybe”, ale rowniez i w dynamiczniejszych numerach, ktore to panowie rowniez maja w swoim repertuarze i ktore tez zdazyli zaprezentowac podczas swojego krociutkirgo wystepu na Molo. krociutkiego, bo obejmujacego tylko 4 numery. ale zdazyli podbic w tym czasie publike nie tylko numerami (z niesmiertelnym „maybe” na czele), ale i sama prezencja. zero przylizduparstwa, po prostu szczerosc, bezposredniosc i zwykla frajda. wiec powtarzam once again – dajcie im szanse. warto. czekamy na pelnoprawny koncert.
po brainstorm nastapil czas na kolejna „gwiazdke” – reprezentacja estonii vanilla ninja. czyli trzy panie z gitarami i styl typu viva. niby aranzacje rockowe, ale co z tego, skoro smierdzialo przez te trzy numery popowym banalem ze az bolalo. kontaktu tez sie nie dalo specjalnego nawiazac z publika, przynajmniej nie tak dobrego jak ten w wykonaniu brainstorm. nie, ja dziekuje.
a po 3 numerze soltysik mowi ze czas do domu i dzieki i nara. godzina 22.00. wczesnie. moze jeszcze polazic dalej rodzinnie po sopocie. dzizys, jak ja kocham to miasto, tak cudownie tetniace zyciem, tak swiatowe a jednoczesnie jakby na uboczu od wielkiego swiata. raj na ziemi.
najlepszy moment: MAYBE
ocena: 6/10

