rageman.pl
Muzyka

Bob Dylan – The Times They Are a-Changin’

Bob_Dylan_-_The_Times_They_Are_a-Changin'rok wydania: 1964 (reedycja: 2005)

wydawca: Columbia

 

Dylan nie kazał czekać długo na następcę „Freewheelin…”, więc i my nie zwlekajmy z nową recenzją.

O ile przeskok jakościowy pomiędzy debiutem a wcześniej wspomnianym dziełem był znaczący, tak „The Times…” należy uznać za logiczną kontynuację poprzednika. Owszem, zapisał się on w Dylanowej historii jako ten album, który po raz pierwszy zawiera wyłącznie autorski repertuar Dylana, ale cała reszta składników pozostaje niezmienna – akustyczne granie (ani razu nie pojawiają się muzycy towarzyszący), lawirowanie między folkiem i bluesem, przejmujący głos Dylana.

A jednak jest ciut inaczej. Najlepiej to obrazuje sama okładka. Nie wiem czy to tylko ja, ale jej wymowa, zwłaszcza w kontekście fotografii ozdabiającej debiutancki album, zawsze będzie mi się kojarzyć z podobną relacją na linii „Boy”-„War” U2 (co ciekawe, w obu przypadkach mówimy o pierwszych i trzecich albumach). Ta sama twarz, ale jakże inny ich wyraz. Na debiucie pogodna, niewinna twarzyczka, na późniejszym albumie złość (to u U2) czy też zmarkotnienie i cynizm (u Dylana). W obu przypadkach idealne odzwierciedlenie zawartości muzycznej.

Tu już nie ma miejsca na humor pokroju „I Shall Be Free”, a kiedy mowa o miłości – jak np. w „Boots Of Spanish Leather” – jest to wyłącznie miłość gorzka, niespełniona. Przede wszystkim jednak Dylan ostatecznie potwierdza akces do roli Głosu Pokolenia, w szczególności tej jego części, które przegrywa walkę z rzeczywistością. Płynie z tym nurtem na tyle, by momentami zapomnieć o uniwersalności, przez co mamy tu kilka komentarzy do aktualnych wtedy wydarzeń, jak „Only A Pawn In Their Game” czy „The Lonesome Death Of Hattie Carroll”. Nie to aby te numery się zdezaktualizowały – ten drugi, dzięki swej elastycznej konstrukcji, co rusz odnajduje nowe życie za sprawą coverów, w których główna bohaterka jest wymieniana na inną ofiarę aktów nietolerancji i naginania prawa, wciąż niestety mających miejsce. O wiele bardziej – nie tylko za sprawą melodii – przekonują takie piosenki jak tytułowa czy „With God On Our Side”, którym bliżej do tomiku wierszy aniżeli gazety.

Biorąc jednak pod uwagę wyłącznie warstwę muzyczną to „Times” nie jest tak okazałym dziełem jak jego poprzednik. Po kapitalnym początku, w okolicach „North Country Blues” zaczyna się ten fragment albumu, w którym nawet liryki nie mają aż takiej siły, by obronić towarzyszącą jej muzykę. A przynajmniej w oczach tych, którzy muzyki słuchają ze względu na muzykę, a nie przekaz liryczny. W tym kontekście symboliczny jest „Boots Of Spanish Leather”, który jest niemal wierną kopią „Girl From The North Country” z poprzedniego albumu. Folkowa tradycja zapożyczania od innych to jedno, ale takie powielanie siebie artyście na miarę Dylana średnio przystoi.

Bob Dylan wydał ponad 30 albumów studyjnych, więc trudno wymagać od szanującego się fana muzyki, by dysponował nimi wszystkimi. Ale już albumy z lat 60-tych wypada mieć. Gdyby jednak, np. ze względu na ograniczony budżet, robić jeszcze ściślejszą selekcję, to „Times” można by raczej odpuścić.

 

najlepszy moment: THE TIMES THEY ARE A-CHANGIN’

ocena: 8/10

Leave a Reply