Bjork
autor: Lesław Kaliński
ha! znow ksiazke przeczytalem!
i zdecydowanie nie zaluje. przyznam ze wczesniej nie kojarzylem nazwiska pana Leslawa Kalinskiego. byc moze to pierwsza i ostatnia jego ksiazka w zyciu, dzielo zycia? nie musi to pytanie brzmiec jak wrzuta, wrecz przeciwnie. bo „Bjork” naprawde stoi na tak wysokim poziomie, ktory trudno osiagnac gdy seryjnie „wypluwa” sie z siebie tego typu opracowania.. a rzeklbym nawet, ze jest to ksiazka wzorcowa w kategorii „biografia” artysty. bo nawet najwdzieczniejszy temat (jakim jest bez watpienia postac Bjork) nie obroni sie bez wlasciwego podejscia. a co rozumiemy przez wlasciwe podejscie? to:
na poczatku – rzetelne podloze. wychodzac z zalozenia, ze nic (i nikt) nie dzieje sie bez przyczyny, rowniez zjawisko zwane Bjork nie zaistnialoby bez pewnych uwarunkowan. glownie natury geograficznej. nawet niezrzeszeni utozsamiaja Bjork z Islandia. i chociaz ideologicznie blizej mi do kosmopolitycznego podejscia, to jednak rzeczywiscie Bjork nie bylaby TA Bjork, gdyby urodzila sie gdziekolwiek indziej. dlatego wiec pierwszy rozdzial poswiecony jest wlasnie tej malej wysepce. i co mile, nie jest to rozdzial rzucony tak od czapy. autor konkretnie powiazal nature tak wyspy jak i jej mieszkancow z charakterem i tworczoscia Bjork. o ile ta „islandzkosc” charakteru Bapsi objawiala sie w jej charakterze przez cale zycie (i co za tym idzie – przez cala ksiazke ), tak pod wzgledem muzycznym najsilniej objawila sie na etapie „homogenic”-„vespertine”.
co mozemy dokladnie przesledzic. kazdy rozdzial bowiem dotyczy kolejnych etapow zycia Bapsi (wyjatkiem ostatni rozdzial, ale o tym pozniej), a przez kolejne etapy rozumiemy kolejne plyty. i kazdy taki rozdzial zawiera analize studyjnych dokonan autorki „Army Of Me”. i sa to analizy bardzo subiektywne i nierzadko krytyczne. co mi sie osobiscie podoba, choc mozna miec inna opinie. ba, mozna odniesc wrazenie, ze autor znacznie bardziej pasjonuje sie sama osoba Bjork niz jej tworczoscia. widac, ze zupelnie nie czuje „klubowego”, poczatkowego etapu solowej kariery doroslej Bjork (w ksiaze oczywiscie nie pominieto przygody zwanej Sugarcubes) i bardziej preferuje kameralne, pozniejsze dokonania Bjork. i choc nie ze wszystkimi opiniami mozna sie zgodzic, to zdecydowanie podoba mi sie, gdy wyczuwalny jest charakter autora i nie jest to suche opracowanie. o ile nie ma jednoczesnie przekroczenia granicy, za ktora bylaby juz mowa o „Bjork oczyma Leslawa Kalinskiego”.
zreszta, ta obecnosc Kalinskiego na kazdej stronie ksiazki ma tez i bez watpienia pozytywne zalety. wciaz bowiem przypomina kontekst nastepujacych wydarzen, skad wziely sie dane postacie, nawet jesli byla mowa o nich pare stron wczesniej. to tez mi sie podoba bo mam krotka pamiec, a na dodatek nie czytam ksiazek jednym ciurkiem. za to kolelny plus.
no i by dopelnic laurki – „lekkosc” calej lektury. lekkosc piora to jedno, ale fajnym zabiegiem (moim zdaniem, bo licze sie z odmienna opinia) jest upchanie ksiazki zdjeciami. jestem obrazkowcem, przyznaje sie, i dzieki takim zabiegom calosc jest bardziej zapamietywalna. tym bardziej, ze sa to pikczery bardzo rozne, nie tylko samej Bjork. wyglada to dosyc ciekawie, bo na jednej stronie mozemy miec mapke Islandii, partyture jakas, zdjecie Mike’a Pattona i kadr z „Toma & Jerry’ego”. co tylko jest dowodem, jak przerozny jest swiat Bjork.
choc przyznam szczerze, ze odnosnie Bjork jako osobowosci mialem po lekturze ksiazki Kalinskiego mieszane uczucia. nie siedze w necie poszukujac informacji o artystach, a wywiadow i artykulow o niej w prasie nie ma zbyt wielu. i o ile nic nie jest w stanie zmienic mojego wielbiacego podejscia odnosnie jej tworczosci, tak jesli chodzi o nia sama, to hmmm… dziewczyna bez watpienia ma charyzme, jest pasjonatka, jest szczera i bezkompromisowa. ale jednoczesnie jakas taka straszna pretensjonalnosc bije od tej Bjork z ksiazki Kalinskiego. i watpie, czy ten obraz Bapsi to „zasluga” samego autoa ksiazki. takie oderwanie od ziemi moze jest fascynujace dla obserwatora, ale nie na dluzsza mete. no, ale to juz jednak offtopic. bo najwazniejsza wciaz pozostaje muzyka. a dopoki pani Bjork tworzy takie plyty jak nawet „Volta”, to moze byc dla mnie nawet kanibalka.
reasumujac – jak najbardziej warto. rowniez dla tych, ktorzy nie slyszeli ani jednej piosenki. i warto zaopatrzyc sie w rozszerzona wersje z 2007 z dodatkowym, obszernym rozdzialem o tym wszystkim, co sie wydarzylo po 2003, kiedy to ukazala sie pierwsza wersja ksiazki. a ze wydarzyly sie az 3 plyty, to jest o czym czytac.
najlepszy moment: akurat nie jest on autorstwa ani Bjork, ani Kalinskiego. jeden rozdzial w ksiazce to sa wypowiedzi nt Bjork roznych osobistosci, w tym z show-biznesu. Bjork oczyma Richarda D. Jamesa, znanego takze jako Aphex Twin:
„Bjork chce pracowac z ludzmi, ktorych lubi, ale zawsze musza oni reprezentowac najbardziej nowoczesne trendy w muzyce. Z jakichs dziwnych powodow mysli, ze najnowsze znaczy najlepsze. Zreszta mowilem jej wiele razy, zeby sama zajmowala sie produkcja, zamiast angazowac w to tyle ludzi. Probuje. Sprawila sobie laptopa i inne takie. Pewnie odwazy sie dopiero na starosc – gdy juz przywiednie jej uroda. Wtedy bedzie musiala radzic sobie sama, bo kazdy techno-nowator stwierdzi, ze nie chce z ta staruszka pracowac. A teraz wystarczy, ze zadzwoni, rzuci pare slow po islandzku i wszyscy garna sie do pomocy.”
ocena: 8,5/10
