Big Sean – Detroit
rok wydania: 2012
wydawca: DIY
DOOBREJ Muzyki ciąg dalszy. Po Cyhi The Prynce czas, by pomówić o innym reprezentancie Westowego G.O.O.D. Music.
Pomimo zaledwie kilkuletniej obecności na rap scenie Big Sean zdążył już sporo namieszać w mainstreamie. By podkręcić zainteresowanie zbliżającym się wielkimi krokami następcy wydanego w 2011 roku debiutanckiego „Finally Famous”, miesiąc temu opublikował czwarty już w swej kolekcji mixtape.
Co tu dużo mówić – takie mikstejpy lubimy! Może i nawet siłą rzeczy ustępuje on legalowi (oczywistym jest, że lepiej dać dobry kawałek na płytę, na której się zarobi, aniżeli umieszczać go za darmo w sieci), mimo to słychać, że jest to dzieło przemyślane i dopracowane w każdym szczególe. A także spójne – jako że lejtmotywem całości są uczucia, jakimi darzy Big Sean swoje rodzinne miasto. Temu służą chociażby skity, a właściwie muzyczne miniaturki, w których na tle jazzującego pianinka opowieści o Detroit snują Common, Young Jeezy i Snoop Dogg… Snoop Lion, znaczy się.
A skoro już o gościach mowa – lista fituringów to kolejny dowód na to, że „Detroit” został pomyślany jako wydawnictwo, z którym trzeba się liczyć przy wgłębianiu się w dyskografię artysty. Zresztą tyloma osobowościami rap-sceny zebranych w jednym miejscu to i spora część oficjalnych albumów nie może się pochwalić. Najgorętsze obecnie nowe nazwiska w hiphopie – m.in. J.Cole, Kendrick Lamar, French Montana, Wale, Tyga, Royce Da 5’9. Nie muszą gwarantować one najwyższej jakości, ale dzięki zebraniu ich w takiej ilości na pewno nie jest nudno.
Najciekawiej robi się jednak wtedy, kiedy pojawiają się goście zajmujący się na co dzień nie rapem, a śpiewem. Chris Brown znów każe mi lekko zrewidować moją nienajlepszą opinię o nim poprzez całkiem nawet emocjonującej partii wokalnej w „Sellin’ Dreams”, opatrzonym orkiestralnym intrem. Cudny, odprężający i zarazem erotyczny klimat robi dawno nie słyszana Jhene Aiko. Świetnie sprawdził się zsamplowana zagrywka gitarowa z „Bannquet” Bloc Party w „All I Know”, w którym słychać także Wiz Khalifę. A reszta piosenek? Owszem, mainstreamowy do bólu sound. Ale zarazem nie tak ordynarny w konstrukcji jak na mikstejpach takiego Juicemana.
Panie prezesie, zadanie wykonane! Czekamy na premierę „Hall Of Fame”.
najlepszy moment: ALL I KNOW (FEAT. WIZ KHALIFA)
ocena: 7,5/10