Bastrap* – Czwartek
wydawca: DIY
Co za weekend! Ledwo wczoraj jaraliśmy się udostępnionym za darmo efektem kolaboracji Izy Lach ze Snoop Doggiem (wciąż nie wierzę, że to piszę), a tu dostajemy kolejną free płytę i to od ekipy, która zasiliła parę dni temu szeregi Wielkie Joł. Czyli przynajmniej trzeba się zainteresować.
Ok, gdyby ktoś wierzył w teorie spiskowe, to nie uznałby za przypadek faktu, że młody Grzech odpowiedzialny w Bastrapie za podkłady to ten sam osobnik, którego ksywę widać było wcześniej w co drugiej produkcji wychodzącej od WJ. Tyle że Wielkie Joł to nie PZPN, a Jakuza to nie Grzegorz Lato (choć w sumie śmiesznie byłoby zobaczyć w kolejnej akcji promocyjnej WJ Jakuzę porównanego do Laty, a Tede do Zdzisia Kręciny; w ramach wdzięczności za tyle kozak mixtapeów odstępuję Wam ten pomysł za darmo, chłopaki) i dopóki tego typu układziki będą owocować tak sympatycznymi wydawnictwami, to ja nie mam nic przeciwko.
Nie wiedzieć czemu zapoznanie się z konfiguracją personalną Bastrapu urodziło we mnie podejrzenie, że będziemy mieli do czynienia z jakąś powtórką z Sistars (lepiej) czy innej Sofy (gorzej). Na szczęście odpowiedzialna za wokale Mantha woli wokalem uwodzić aniżeli prowokować co przycinania komara (co nie wyklucza ustrzelenia paru przebojowych refrenów – tu od razu uwaga, by jednak lepiej dobierać w przyszłości śpiewających gości, bo „Chłosta” i „Nie ma prostych słów” mocno tracą w najważniejszych momentach), a płyta jako całość opowiada się jednoznacznie po hiphopowej stronie mocy.
No, właściwie to nie do końca. Bo oto w takich trackach jak „N.E.R.F.”, wspomniana „Chłosta” czy „Leżę Sam” mamy do czynienia z (prawie) czystej krwi… dubstepem. Niby w czasach, kiedy nawet z numetalem łączy się tego typu dźwięki, nie powinno dziwić połączenie ich z rap/śpiewanymi wokalami. Ale w kontekście polskiej sceny tu chyba jednak wciąż novum. I pomimo tego, że ekipa odnajduje się również w klubowych bangerach („Styl”, „Balet”), a nawet w bajecznie popowych kawałkach („Koniec Świata” – uzależniające!), to moim zdaniem w przyszłości właśnie tą dubrapową niszę powinni gospodarować. Może nie zagwarantuje to sukcesu komercyjnego, ale nie pozwoli zginąć w tłumie rap-śpiewanych kolaboracji. No i pomoże przymknąć oko na to, że zarówno Mantha jak i odpowiedzialny za rapy Biara reprezentują przyzwoity, choć średnio wbijający się w pamięć poziom (w przypadku tego drugiego dotyczy to także zawartości tekstów, które momentami dość mnie hmmm skonfudowały).
Tym razem ocena wstrzemięźliwa, ale mam szczerą nadzieję, że Wielkie Joł nie da tej ekipie zginąć i pozwoli się rozwijać. Sporo tu powodów, by wierzyć, że inwestycja opłaci się w przyszłości.
najlepszy moment: KONIEC ŚWIATA
ocena: 7/10
