Banach – Wu-Wei
wydawca: My Music
po co liderzy zespolow, w ktorym sa glowna sila kreatywna, wydaja plyty solowe? po co, jesli muzyka zawarta na tych solowych wydawnictwach nie rozni sie za bardzo od tego, co gra macierzysty band? kwestie ta wciaz rozkminia szerek muzykologow. a my, skoro juz jestesmy znow przy polskiej znow muzyce, omowmy taki przypadek.
byc moze ktos liczyl, ze Piotr Banach na swym solowym albumie wroci do Hey’owych klimatow – czyli, innymi slowo, znow pieprznie po rockowemu. a moze cos a’la podklady na „Puk.puk” Nosowskiej? nope, to wciaz reggae. choc ok, szukajac roznic na sile, blizej temu bardziej syntetycznemu debiutowi Indios Bravos niz zywszemu graniu zapoczatkowanemu na „Mental Revolution”. chociaz odzywaja sie tu tez te Banachowe doswiadczenia z lat 90tych – momentami klimat robi sie triphopowo („Mow do mnie, mow”), a taki „Musimy sie nauczyc siebie” to juz czysty bluesior, ktorym przeciez przesiakniete byly niektore przeboje Hey’a, jak „Aniol” chociazby. generalnie wiec – pod wzgledem muzycznym moze nie ma szalu, ale nudno tez nie jest. co poczytuje za sukces, zwazywszy na to, ze jestem w stanie autentycznie zasnac sluchajac reggae. zwlaszcza w polskim wydaniu.
o to, by nie bylo nudno, dbaja tez liczni goscie. dobor dosyc roznorodny, choc o jakichs zaskakujacych ficzuringach mowy nie ma – wszyscy juz wczesniej obecni w Banachowym swiecie. pomijajac instrumentalna pomoc Krzyska Saka (gitara, Indios Bravos) i Smolika („Karma”, anyone?), zwraca uwage solidna ilosc gosci, i to o znaczacych nazwiskach/ksywkach. dominuje jednak glos partnerki zyciowejj Banacha – Dziuni, slyszalnej w az 7 numerach (na 13). i mozna mowic o pewnym odkryciu (nie wspominam nawet, ze na zdjeciu we wkladce wyglada jak Keira Knightley. czyli WOW). choc z zastrzezeniem. nie wiem, moze to kwestia melodii serwowanych przez Pana Piotra, ale czesto baaaaardzo to traci sposobem interpretacji Nosowskiej. mozna nawet odniesc wrazenie, jakby byly to piosenki tworzone pod nia. okej, wyjdzmy z zalozenia, ze efekt uswieca srodki. a piosenki typu „Jej piosenka o milosci” czy „Luzik” to naprawde ladne rzeczy.
moze sie wydawac, ze zaproszenie Gutka jest szczytem bezsensu w sytuacji, gdy chce stworzyc sie cos wiecej niz „Indios Bravos bis”. na szczescie to tylko 4 numery. inna sprawa, ze ja wokal tego typa autentycznie ubostwiam. za lekkosc, za skrajna pozytywnosc w nim wyczuwalna, za Melodie. nie inaczej jest i na „Wu-wei”. zwlaszcza gdy tworzy duet z Dziunia (Dziunem?). realny – wyspiewana wspolnie „Sciana”. i wirtualny – „Jego piosenka o milosci”, czyli melodia i historia z „Jej piosenki o milosci”, tyle ze zaspiewane z meskiej perspektywy. fajny zabieg, swoja droga.
no i pojedyncze piosenki zaspiewane przez pozostalych gosci. i tu bywa roznie, niestety. Abra Dab zaskakuje darowaniem sobie rap-nawijania w „Kurlach”. fajny regalowy zarcik. no wlasnie – zarcik, tylko. dla odmiany mina rzednie przy „Ze z wiatrem raz”. oparty na archaicznie brzmiacym riffie, pomyslany chyba jako protest song jakis, dramat doslownie i w przenosni. i nawet nie chodzi o to, ze spiewa tu zwyciezczyni „Idola”, czyli Ala Janosz aka Alex. wrecz przeciwnie – to prawdziwa tragedia, ze dziewczynie z TAKIM wokalem (czy zabrzmi pedofilsko, jak dodam ze tez z TAKA uroda?) nikt nie potrafi dostarczyc dobrej piosenki, nawet Banach. koniec koncow zamiast uratowac ja od tytulu „tej od Jajecznicy” tylko bardziej pograzyl jej kariere. a, no i jeszcze jest numer z Tomkiem Lipinskim. tez rozczarowanie. choc akurat nie ma w tym winy ani lidera Tiltu, ani samej muzyki. tylko tego, co pan Tomek wyspiewuje. no wlasnie – Banach popelnil tym razem wszystkie teksty. nie wiem, moze kogos rusza tak lopatologicznie serwowane, niby-buddyjskie zlote mysli. gdyby taki bylby jeden-dwa numery, to moze nawet bylaby sympatyczna beka. ale kurde, nie w przeciagu 45 minut. „Odsprzedalem diablu dusze, to nie dobra byla dusza”, „Po co mam tracic czas na mowienie do sciany, sciana i tak zawsze swoje wie”, „Jestem spokojna, rozluzniam cialo, co by nie bylo, to nic sie nie stalo” i tak dalej. panie Drozda, idz pan w chuj z takim zartem.
nie no, ale cel plyta realizuje w stu procentach. mialo byc okej i jest okej. jesli chodzilo o cos wiecej to przepraszam, nie dostrzegam.
najlepszy moment: JEGO PIOSENKA O MIŁOŚCI (feat. Gutek)
ocena: 6,5/10

