Audioslave – Like A Stone
wydawca: Epic
okej, zmieniamy klimat. bedzie znow amerykasko tak, ze w morde strzelil. wlasciwie to wypadaloby napisac cos o reaktywowanym Soundgarden (teoretycznie zajebiscie, ale jednak trudno w przypadku Cornella nie uznac tego za akt desperacji), niemniej znow mnie wzielo na Audioslave.
jak wspominalismy, projekt generalnie byl conajwyzej srednio udany. niemniej pare piosenek im sie udalo, zwlaszcza na pierwszej plycie. wsrod nich jest drugi singiel „Like A Stone”. ktory to osiagnal najwiekszy sukces komercyjny z wszystkich piosenek ekipy Morello, wiec odosobniony w tym odczuciu swym nie jestem.
ale to naprawde ladny numer. niby prosciutki az do bolu, niby nieznosnie dopieszcozny brzmieniowo pod katem radiowym, ale jednak slucha mi sie tego mega dobrze. moze to sprawa tekstu, ktory jako jeden z nielicznych dokonan Cornella na tym polu w minionej dekadzie moze konkurowac z lirykami Soundgarden? fajna przewrotnosc tu tkwi – niby wszystko brzmi jak wyznanie milosne, a tak naprawde panu Krzyskowi, z tego co twierdzi, chodzilo o fakt pogodzenia sie ze smiercia. okej, Dylan to to nie jest, niemniej szacun. a melancholijne dzwieki, pojekujaca gitara pasuje jak ulal. jestem na tak.
wysoka ocena koncowa jest bardziej dla dla piosenki niz singla jako takiego. bo reszta zawartosci plytki juz tak sympatyczna nie jest. przede wszystkim kluje w uszy „Like A Stone” w wykonaniu live. co tu duzo mowic – dzien rejestracji tej wersji nie byl najlepszym dniem dla Cornella. wlasciwie to pownien sie wtedy zabarykadowac w pokoju i nie pozwolic, by ktokolwiek go zaciagnal do studia BBC, gdzie ow wersje rejestrowano. ciut lepiej, choc i tak wciaz rozczaorwujaco jest w przypadku dynamiczniejszego „Gasoline”, zarejestrowanego w tym samym miejscu i „Set It off” live u Lettermana. choc koncowka tego pierwszego, z tym okropnym skrzekiem, powinna wlasciwie dyskwalifikowac te wykonania. a, i jeszcze klip mamy, oczywiscie do „LAS”. tyle go wyroznia, ze ponoc zostal nakrecony w domu, w ktorym Hendrix napisal „Purple Haze”. i tyle o klipie sensownego da sie powiedziec.
wciaz uwazam, ze to mogl byc naprawde swietny zespol. nie tylko ze wzgledu na nazwiska, ktore go wspoltworzyly. szkoda, szkoda.
najlepszy moment: LIKE A STONE
ocena: 7/10
