rageman.pl
Muzyka

All Tomorrow’s Parties – 3

atprok wydania: 2013

wydawca: DIY

pobierz album

 

Tego jeszcze nie grali na tym blogu: indie rock z… Uzbekistanu.

Nazwa zespołu wskazuje na bardzo szlachetne inspiracje, niestety po odpaleniu debiutanckiego albumu robi się mniej różowo. Nie wątpię w to, że muzyka The Velvet Underground czy Pavement jest Vadikowi, Władkowi, Ruslanowi, Alexeyowi i Yevgeniyowi doskonale znana. Problem w tym, że niespecjalnie to słychać. A bardziej to, że indie edukację rozpoczęli od „Is This It” i wciąż do tego albumu wracają chętniej niż do „White Light/White Heat”. Młodych nowojorczyków z The Strokes słychać już w otwierającym album „Nerdzie”, a jeszcze bardziej w następującym po nim „Mary”. Ale już w trzecim kawałku, „Motion Sensor Light” następuje zmiana frontu. Wolne tempo, bluesrockowy riff, przepuszczony przez efekt głos w niższym rejestrze (zespół ma dwóch pełnoprawnych wokalistów). Sympatycznie, tyle że znamy to doskonale z późnych płyt Arctic Monkeys. I tak sobie kolejne numery lawirują między Londynem (a raczej Sheffield) i Nowym Jorkiem. Kiedy panowie próbują ukłuć przebój to przypominają się The Kooks, a gdy wysokie zaśpiewy wchodzą w korelację z tanecznym bassem to z półki z zakurzonymi albumami nieśmiało uśmiecha się do nas „Echoes” The Rapture.

Czyli trochę przegląd indie rock revivalu, z minimalnym procentem oryginalności. Kiepsko to wygląda, a niewiele lepiej zapada w pamięć, jako że panowie niespecjalnie obdarzeni są talentem do pisania chwytliwych melodii. Jeśli już coś zwraca uwagę to raczej siłą kontrastu do magmy zlewających się w jedno 14 piosenek. Żal szczególnie „Pacific”, który po absolutnie cudownym początku, w którym rzeczywiście słychać śp. Lou Reeda, zmienia się po chwili w zwyczajne arcticmonkeysowanie. Ponad siedem minut „Oh My” zawiera fajne, dynamiczne momenty nerwowością ewokujące niemal The Mars Voltę, ale całość trudno uznać za sztandarowe dokonanie indie prog rocka. No i jeszcze mamy akustyczne, trzy bonusy. I właściwie tyle można o nich powiedzieć.

W mikroskali płyta nie prezentuje się aż tak źle, choć nie wiem, jakie perełki może kryć uzbekistańska indie scena. Ale chłopaki młodzi są, ledwie dwa lata temu zaczęli grać… Nie skreślałbym ich jeszcze.

 

najlepszy moment: AIN’T GOT NO FAITH IN YOU, GIRL

ocena: 6,5/10

Leave a Reply