Aden Foyer
kto: Aden Foyer
Sporo się ostatnio działo, a nie było kiedy o tym pisać. Nadrabiamy zaległości od wydarzeń z pewnego lutowego wieczoru.
Wtedy to, w praskiej Hydrozagadce, wystąpił artysta każący siebie nazywać Aden Foyer. Rzut okiem na notkę biograficzną i co się okazuje – przez ostatnie 10 lat nie tylko inaczej się nazywał (Jonas Aden), ale też tworzył zupełnie inną muzykę, znacznie bliższą elektroniki. A teraz? A teraz próbuje podbić świat muzyczny od bardziej mainstreamowej, radiowej strony. I na razie idzie mu całkiem nieźle, przynajmniej w Polsce – od jakiegoś roku, za sprawą „The Ballet Girl”, objeżdża wszystkie telewizyjne i radiowe gale. I wygląda na to że feedback jaki otrzymuje od odbiorców znad Wisły na tyle go satysfakcjonuje, że postanowił pójść o krok dalej i zagrać biletowany koncert.
Nawet jeśli występ w tak niewielkim jak Hydrozagadka klubie nie jest aż tak wysoko postawioną poprzeczką, to i tak muszę przyznać że spodziewałem się znacznie gorszej frekwencji. Bo włączyć radio (lub telewizor), ewentualnie platformę streamingową, by posłuchać „tego fajnego przeboju”, dodatkowo w pakiecie z kilkoma innymi, jest dość prosto. Ale już ruszyć się z domu do klubu (na dodatek usytuowanego w średnio ciekawej dzielnicy) w czwartkowy wieczór i wydać prawie 100 złotych – to już znacznie większe poświęcenie, którego się zazwyczaj nie robi dla wykonawcy znanego z jednej piosenki. A jednak okazuje się że Polaków ciekawi co poza „The Ballet Girl” ma Aden do zaoferowania. Bo o ile ten numer spotkał się z najlepszym odbiorem, to i reszta tego bądź co bądź niedługiego setu była przyjmowana pozytywnie, nie było jakoś szczególnie widać zniecierpliwienia. Inna sprawa, że trudno nie było się oprzeć wrażeniu, że była to dość nietypowa publika, której bliższa jest kamera muzycznych eventów w telewizji niż pot ściekający z klubowych sufitów.
Muzyka? Jak się ma na koncie jedną EPkę to trudno by nie zagrać jej całej, więc poza wspomnianym „The Ballet Girl” był także inny singiel, „Galileo Galilei”. I nie powiem, słuchało się tego miło, ale też nie jestem w stanie znaleźć w tej muzyce cokolwiek co by wyróżniało Foyera z tłumu. Alternatywny pop w najbardziej popowej odmianie jaką tylko da się wyobrazić – James Arthur to przy ofercie Foyera niemal hardcore. I skoro chłopak para się muzyką już od dekady to pewnie odnalazł w tym jakieś swe powołanie. Ale też nie jest wykluczone, że za chwilę znów mu się odwidzi i zacznie np. rapować.
najlepszy moment: THE BALLET GIRL
ocena:6,5/10
