rageman.pl
Film

Słoń

rok: 2003

reżyseria: Gus Van Sant

 

Gus Van Sant to dsyc nierowny rezyser. albo potrafi nakrecic arcydziela typu „good will hunting”, „za wszelka cene” czy „moje prywatne idaho”, albo totalne kupy jak „psychol” czy „finding forrester”. jego filmy nie sa moze jakies ultracharakterystyczne, ale przewijajacym sie motywem jest mlodziez, wchodzenie w doroslosc, konfrontacja z problemami czasem zupelnie nie majacymi nic wspolnego z „tradycyjnymi problemami nastolatkow”. jesli wiec ktos mial zekranizowac tragedie, w ktorej idylliczna, niezagrozona brutalnoscia i bezsensownoscia smierci mlodosc zostala bestialsko pogwalcona, to van sant byl naprawde dobrym wyborem.

oczywiscie tragedia o ktorej mowa to masakra w columbine high school, podczas ktorej dwoch nastolatkow postanowilo zabawic sie w dooma czy inny duke nukem, wtargajac do szkoly z bronia palna i strzelajac do wszystkich ktorzy popadli. 13 osob zabitych, dwa razy tyle osob rannych, trauma calej reszty na cale zycie i niekonczaca sie dyskusja na temat brutalnych gier, muzyki inspirujacej do takich czynow i dostepu do broni.

intrygujace, jak w tym filmie malo odautorskiego komentarza. zupelne przeciwienstwo mowiacych o tej samej tragedii „Zabaw z bronia” Michaela Moore’a, ktory byl jednym wielkim manifestem pogladow, z licznym naginaniem faktow. tu nie ma prawie wcale zadnych komentarzy, bo nie ma prawie wcale dialogow. no i w sumie to nie dziwi. bo o czym maja mowic glowni bohaterowie tego filmu, ktorzy zyja nauka, kompleksami, imprezami i zakupami? o czym nadzwyczajnym maja mowic, skoro ten dzien dla nich byl totalnie zwyczajnym dniem? „zaprzyjazniamy” sie z nimi wiec nie poprzez wysluchiwanie ich pogladow, a nienaturalnie dlugie ujecia z nimi w roli glownej. na poczatku zaskakuje i irytuje, gdy kamera przez pare minut podaza za jednym z uczniow, ale potem sie przyzwyczajamy. i nie dziwimy. nic nie mowia nadzwyczajnego, nic nie robia nadzwyczajnego. inaczej sie nie da pokazac zwyczajnosci (do pewnego momentu) tego feralnego dnia.

od rezysera tej klasy co van sant nie spodziewalem sie stereotypowosci rodem z reklamowek LPR. nie mamy wiec dwoch psycholi sluchajacych marilyn mansona i z pentagrami na scianach pokojow. zamiast tego jednego z nich widzimy, gdy dreczony jest przez kolegow ze szkoly. wraca do domu, by „wyladowac sie” grajac na fortepianie „dla elizy”. na scianach widzimy obrazy. zaskoczenie? nie. gdy w tiwi leci film o hitlerze, nasi przyszli mordercy nazywaja jego wyznawcow czubkami.

ale w pewnym momencie zaczynaja grac na kompie w „stzelanke”, by po chwili wejsc na strone typu allegro i zamawiaja sobie karabiny. jedni w tym momencie moga pomyslec, ze rezyser nie wytrzymal i w koncu zaczyna oskarzac. ale… czy to nie jest paranoja, ze w tym kraju bron mozna zakupic w ten sam sposob jak chelb czy ubranie? a dostawca z typowym amerykanskim usmiechem na gebie wrecza nastolatkowi przesylke od guns.com i zegna „have a nice day!”? czy to nie jest paranoja, ze nikt nie kontroluje tego, czy to aby nie jest niebezpieczne, by nastolatek mlocil namietnie w gre, w ktorej nie chodzi o nic innego jak o zabijanie?

jesli mialbym rzucac kamieniem, to w te same strony co robi van sant. ale tytul filmu w tym momencie nie jest bez znaczenia. choc bym moze to nadinterpretacja, ale kojarzy mi sie z przypowiescia buddyjska o slepcach, co obmacywali slonia i wyciagali wnioski typu ze jest jak sciana czy cos tam. no, takie indukcyjne bzdurzenie. i wlasnie chyba rezyser tym tytulem nas tak samo ostrzegam, bysmy nie byli jak ci slepcy. ze problem jest zbyt zlozony, by wskazywac konkretnych winnych.

bardzo dobry, piekny w formie, wstrzasajacy w tresci film.

 

najlepszy moment: CAŁOŚĆ

ocena: 7,5/10 

Leave a Reply