rageman.pl
Film

Kabaret Potem – Trąbka Dla Gubernatora

rok wydania: 2006

wydawca: Printel

 

Dla mnie Potem najlepszym kabaretem polskim jest i tyle. Pionierzy i prekursorzy. Bez nich nie byłoby wielu obecnych kabaretów, włącznie z tymi celującymi w abstrakcję typu Mumio. Zresztą za każdym razem o tym piszę, gdy omawiam DVD potemowców, więc może w tym momencie już skończę i przejdę do meritum.

Tym razem padło na program o nazwie „Trąbka dla gubernatora”. Program o tyle nietypowy, że chyba najambitniejszy z tych stworzonych przez Potem. Bo to już nawet nie jest zbiór skeczy spiętych jednym konceptem jak „Bajki” czy „Dzikie muzy”. Tu już chodziło o rzecz z fabułą. Teatr-kabaret. Z początkiem, rozwinięciem i grande finale. Z konkretnie nakreślonymi postaciami i intrygą. Wyszło przepysznie. Choć nie było łatwo.

Bo mówimy tutaj o programie, który miał premierę w ’98 roku, tuż przed rozwiązaniem kabaretu. Ale na dobrą sprawę „Trąbka” powstała już w ’92 roku, tuż po debiutanckich „Bajkach”. Jak dowiadujemy się z książeczki dołączonej do DVD, potemowcy uznali tamtejszą wersję „Trąbki” za swoistą klęskę i po paru przedstawieniach zaprzestali pokazywać tę historię publiczności. Czy słusznie? Tak, ale o tym później.

Więc jak już wspomniane było, mamy bohaterów i intrygę. Mamy tytułowego gubernatora, który zarządza… hmmm… narodem. A w roli narodu, m.in. jego adoptowana córka Julia. Artur Andrus, policjant idiota. Rudolf, przestępca-złodziej. Oraz Ludwik – pianista. Gubernator ma w posiadaniu klucz do sejfu, który Rudolf postanawia ukraść. W tym celu wykorzystuje policjanta-idiotę, a oskarżenia chce zrzucić na Nowego, który przypadkowo pojawia się w krainie…

Jak już mówiłem – majstersztyk. Każdy potemowiec gra to, w jakiej roli wypada najlepiej. Władysław Sikora gra bossa-gubernatora. Przygłupawego, choć sprawiającego wrażenie ważnego. Kołaczkowska jak zawsze – mieszanka twardej babki z trzpiotką z maślanymi oczami. Rozważna i romantyczna w jednej osobie. Mirek Gancarz jako Rudolf tradycyjnie – czarny charakter, choć nie sposób go nie polubić. Dariusz Kamys tradycyjnie kradnie show w roli idioty. No i Leszek Jenek ze swoją aparycją jako amant z głową w chmurach. No i Adam Pernal w zaskakującej roli pianisty, który nic nie mówi, ale jak już przemówi, to nie ma przebacz.

To, co jednak wyróżnia ten program i co zadecydowało o tym, że druga wersja tego programu jest zdecydowanie lepsza – jest wreszcie ta fabuła. Idealne wyważenie między gagami a rozwijaniem intrygi. Jest fabuła. Nie zawsze czytelna. Bo przerywniki z Czarnym i Białym Mistrzem, choć śmieszne, nie do końca służą intrydze. Już lepiej wypadają piosenki, obowiązkowe w Potem, choć tym razem krótkie i już totalnie abstrakcyjne.

Można nie lubić tego typu humoru. Choć bez przesady, nie jest on tak trudno przyswajalny jak w przypadku Mumio. Ale nie sposób nie zauważyć, że ten program to była jedna z najambitniejszych rzeczy, jakie pojawiły się w polskim kabarecie. Dla mnie – kolejny dowód wielkości potemowców. Wzmagający żal, że już ich nie ma.

Oczywiście skoro DVD, to są i dodatki. Tutaj mamy ich mnóstwo. Od zdjęć (zarówno z programu ostatecznego, jak i tego pierwotnego), przez scenariusz (wersji ostatecznej), aż do tego, co interesuje najbardziej – dodatki audiowizualne. Przede wszystkim – pierwsza, pierwotna wersja „Trąbki”. Wszystkie dodatki to jakość amatorskiej kamery video, ale da się oglądać. I da się przede wszystkim na podstawie tej pierwszej wersji „Trąbki” zauważyć, skąd drugie podejście do tematu. Nie było przesady w tej autokrytyce. Owszem, jest śmiesznie, ale przede wszystkim jest strasznie długo (blisko dwie godziny!) i rzeczywiście po fabule ani widu, ani słychu. Co za dużo, to niezdrowo, i już po pewnym czasie przestaje się zauważać, że jest śmiesznie. Cieszy, że zabrali się za temat jeszcze raz. Bo pierwsza wersja to poziom, dajmy na to, najlepszych skeczy Ani Mru-Mru czy Kabaretu Moralnego Niepokoju. Ostateczna wersja to już kabaret Potem, którego poziom jest już nieosiągalny.

Jest też fragment premiery pierwotnej wersji „Trąbki”. Z kolejnymi różnicami. I znów cieszy, że nawet po premierze poprawiali ten program.

Jest ciekawy filmik z prób. Widzimy, że jest grubo po północy, czerwiec ’92 rok. Sikora dyryguje Kamysem, Gancarzem i Leszkiem. Co chwila poprawki. Co chwila dążenie do perfekcji, nawet jeśli chodzi o jeden głupi gest typu podniesienie ręki. A także, w późniejszej części, ciekawe ćwiczenia. Każdy z aktorów musi tylko za pomocą wyrazu twarzy przedstawiać emocje, z płynnymi przejściami. Od przerażenia prosto do pogardy, a następnie euforii. Jenek i Kamys spalają się co chwila, ale Gancarz i Kołaczkowska robią to perfekcyjnie. Jestem ciekaw, czy każdy kabaret, który tak jak wtedy Potem zaczyna swoją karierę, robi takie ćwiczenia.

No i ostatni dodatek, coś co już wcześniej mieliśmy na potemowych DVD – spektakl właściwy z dodatkowym włączonym komentarzem. Tyle że wcześniej mieliśmy komentarze Kołaczkowskiej i Kamysa, a teraz Gancarza i Sikory. I z całym szacunkiem dla panów, ale troszkę przynudzają w tych komentarzach. Sikory w ogóle niemal nie słychać, a poza tym jakoś tak te anegdoty wyprane z humoru… Słychać, że to jakoś późną nocą nagrywają.

 

najlepszy moment: ZWŁASZCZA OD 3:40, KAMYS MISZCZ

ocena: 8/10