rageman.pl
Film

Skarb Narodów: Księga Tajemnic

rok: 2007

reżyseria: Jon Turteltaub

 

Nie przypuszczałem, że zajdę na taki film. Bo raczej nigdy nie byłem fanem tego typu kina. Sensacyjnych bajek. Z multum efektów specjalnych, wybuchami i happy endem. No ale okej, zaszliśmy. And you know what? Warto było.

Oczywiście trzeba wyłączyć myślenie. Gdzieś tam sobie w środeczku powiedzieć „ej, kino ma różne oblicza, komercja może też być dobra”. I wtedy jest okej. Bo ten film to dobrze zrobiona komercja. Gdzie też był pomysł na scenariusz.

Wytłumaczmy. Trzy lata temu powstał „Skarb narodów”, teraz mamy nie tyle sequel, co kolejne przygody głównego bohatera, jakim jest Ben Gates. Pan Ben Gates jest Indianą Jonesem XXI wieku. Co zamiast pejczyka ma laptopa. Ale da się go lubić.

Wątek główny? Ben Gates ma ojca, Patricka Gatesa. Oni są zaś potomkami Thomasa Gatesa, który był przy zamachu na Abrahama Lincolna. I wsławił się w tej sytuacji bohaterstwem. Na jednym z wykładów na ten temat pojawia się niejaki Jeb Wilkinson, który ma z sobą fragment dziennika, który świadczy o tym, że Thomas Gates był tym, który przyczynił się do zamachu na Lincolna. No i jest afera. Gatesowie nie mają wyboru. Trzeba zmyć plamę na honorze rodziny. A to zmywanie doprowadzi do tego, że znajdą przy okazji mityczne miasto zbudowane ze szczerego złota. W międzyczasie zaś będą (tzn. dwóch Gatesów, fumfel Gatesa młodszego Riley oraz kochanica Bena Abigail) podróżować przez Anglię i Francję, nawiążą kontakt z samym prezydentem Stanów Zjednoczonych, a ten cały Wilkinson okaże się niezłym skurwielem.

Logiczne, nieprawdaż? Ale trzeba przyznać, że ogląda się naprawdę z przyjemnością. Przypominają się czasy „The Goonies”. Może i głupawe to to, ale ma swój urok. Poza tym – aktorsko to całkiem niezła rzecz. Nicolas Cage obija się po tych wysokobudżetowych produkcyjniakach, przez co chyba już troszkę zapomniało mu się, co to znaczy rulezować na ekranie, ale hey! To wciąż ten sam koleś, który w „Dzikości serca” śpiewał Presleya. Jako Ben Gates nie śpiewa Presleya, ale parę dobrych momentów mu się zdarza. Poza tym mamy śliczną Diane Kruger w roli Abigail. Riley (w tej roli nieopatrzony dotychczas Justin Bartha) dobrze zapodaje w aspekcie komediowym. Celne one-linery. No i na drugim planie – prawdziwi bossowie kina. Jako rodzice Bena – Jon Voight i Helen Mirren. Ej, chcę, by mnie adoptowali. Jako bad guy Wilkinson – Ed Harris. A gdzieś tam w tle przewija się Harvey Keitel. Czyli jednak poziom bossowskiego aktorstwa jest całkiem wysoki w tym filmie.

Obejrzyjcie.

 

najlepszy moment: ŁADNY POŚCIG

ocena: 6/10