Skarb Narodów: Księga Tajemnic
reżyseria: Jon Turteltaub
nie przypuszczalem ze zajde na taki film. bo raczej nigdy nie bylem fanem tego typu kina. sensacyjnych bajek. z multum efektow specjalnych, wybuchami i happy endem. no ale okej, zaszlismy. and you know w hat? warto bylo.
oczywiscie trzeba wylaczyc myslenie. gdzies tam sobe w srodeczku powiedziec „ej, kino ma rozne oblicza, komercja moze tez byc dobra”. i wtedy jest okej. bo ten film to dobrze zrobiona komercja. gdzie tez byl pomysl na scenariusz.
wytlumaczmy. 3 lata temu powstal Skarb Narodow, teraz mamy nie tyle sequel, co kolejne przygody glownego bohatera, jakim jest Ben Gates. pan ben gates jest indiana jonesem XXI wieku. co zamiast pejczyka ma laptopa. ale da sie go lubic.
watek glowny? ben gates ma ojca, patricka gatesa. oni sa zas potomkami thomasa gatesa, ktory byl przy zmaachu na abrahama lincolna. i wslawil sie w tej sytuacji bohaterstwem. na jednym z wykladow na ten temat pojawia sie niejaki jeb wilkinson, ktory ma z soba fragment dziennika, ktory swiadczy o tym, ze thomas gates byl tym, ktory przyczynil sie do zamachu na thomasa gatesa. no i jest afera. gatesowie nie maja wyboru. trzeba zmyc plame na honorze rodziny. a to zmywanie doprowadzi do tego, ze znajda przy okazji mityczne miasto zbudowane ze szczerego zlota. w miedzyczasie zas beda (tzn dwoch gatesow, fumfel gatesa mlodszego riley oraz kochanica bena abigail) podrozowac przez anglie i francje, nawiaza kontakt z samym prezydentem stanow zjednoczonych, a ten caly wilkinsonem okaze sie niezlym skurwielem.
logiczne, nieprawdaz? ale trzeba przyznac, ze oglada sie naprawde z przyjemnoscia. przypominaja sie czasy the goonies. moze i glupawe to to, ale ma swoj urok. poza tym – aktorsko to calkiem niezla rzecz. nicolas cage obija sie po tych wysokobudzetowych produkcyjniakach, przez co chyba juz troszke zapomnialo mu sie, co to znaczy rulezowac na ekranie, ale hey! to wciaz ten sam koles, ktory w „dzikosci serca” spiewal presleya. jako ben gates nie spiewa presley’a, ale pare dobrych momentow mu sie zdarza. poza tym mamy dobra dupe w roli abigail, czyli diane kruger. riley (w tej roli nieopatrzony dotychczas justin bartha) dobrze zapodaje w aspekcie komediowym. celne one-linery. no i na drugim planie – prawdziwi bossowie kina. jako rodzice bena – jon voight i helen mirren. ej, chce by mnie adoptowali. jako bad guy wilkinson – ed harris. a gdzies tam tle sie przewija harvey keitel. czyli jednak poziom bossowskiego aktorstwa jest calkiem wysoki w tym filmie.
obejrzyjcie.
najlepszy moment: ŁADNY POŚCIG
ocena: 6/10
