Dom Latających Sztyletów
reżyseria: Zhang Yimou
„Dom Latających Sztyletów”, czyli Chinole Attacks.
A oto krótkie streszczenie. Otóż tytuł filmu to nazwa ultraniebezpiecznej organizacji, która ma wonty do ówczesnych władz (akcja filmu dzieje się ponad tysiąc lat temu). A władza ma z kolei wonty do tejże organizacji, dlatego gdy udaje się schwytać niewidomą, acz przeuroczą członkinię gangu, dwóch panów – Leo i Jin – postanawia wykorzystać ową panią do dotarcia do Latających Sztyletów.
W związku z czym pan Jin wciela się w rolę dobrego człowieczka, uwalnia pannę Mei i wkrada się w jej łaski, by ta w ramach wdzięczności doprowadziła go do siedliska sztylecików. Oczywiście, żeby nie było tak pięknie, wszystko musi się trochę pojebać, ale nie przypuszczałem, że aż tak. Bo trzeba przyznać, że finał jest mocno zaskakujący.
Warto zobaczyć. Tak jak i całą resztę filmu. A oto powody.
Przede wszystkim zawsze miło ogląda się chinoli, niezależnie gdzie. Po drugie – ten film to śliczna bajka. Pod każdym względem. Niby coś takiego napisałem też o „Constantine” i tego nie odwołuję, tyle że to bajka w zupełnie innym stylu.
DLS to bardziej taki Disney i wcale nie jest to przesadzone stwierdzenie. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy realizm, a raczej jego brak, oraz sporą dozę słodkich, patetycznych scen. No ale… tak musi być. To nie jest wymysł panów z wielkich wytwórni, którzy planują mieć jak najniższą kategorię wiekową dla filmu nastawionego na jak największy zysk za wszelką cenę. To jest po prostu część chińskiej kultury i tradycji – albo się to akceptuje i łyka, albo nie ogląda.
I choć czasem można się uśmiechnąć z powodu bajkowości scenariusza, tak poezja scen w tym filmie, zwłaszcza batalistycznych, to rzecz jak najbardziej poważna. Miód dla oczu. Wszystko płynie idealnie, niemal naturalnie. Z jednej strony ogląda się całość spokojnie, a z drugiej film ani przez chwilę nie nudzi. No chyba że kogoś nudzi spokój tych dynamicznych scen. Ale tacy ludzie nie znają się na filmach, więc niech się jebią.
Piękny film. Jeden z najlepszych w tym roku. Zdecydowanie.
najlepszy moment: FAJNA DŻAGA
ocena: 7/10
