Miecz Szcześniak – Zwykły Cud
wydawca: Polskie Radio
wczoraj znow przywolalismy nazwisko slicznotki polskiego jazzu, anny marii jopek. dzis wiec pogadamy troche o jej ziomku z branzy, przystojniaku Mietku Szczesniaku. znanym takze jako MIECZ.
oj dobra, ja wiem ze to beka niesamowita z ta zmiana imienia. niestety, jest to kolejny kamyczek w lawinie tragicznych poczynan artystycznych mietka. tak, tragicznych. ale nie w sensie – maxymalnie zlych. naprawde uwazam, ze Miecz jest tragiczna postacia polskiej sceny muzycznej. koles z TAKIM glosem naprawde powinien byc w zupelnie innym punkcie kariery. naprawde malo kto w naszym kraju ma taki feeling soulowy w glosie. afromentale i sistarsy moglyby mu buty czyscic. facet naprawde powinien robic na polskiego r.kelly’ego. niestety – nie ta aparycja, nie ten przekaz, nie ta sila przebicia, no i najwazniejsze – nie te piosenki.
wszystko wskazuje na to, ze w przypadku „Zwyklego cudu” mialo byc troche inaczej. lepiej, znaczy sie. duza wytwornia, topowi wspolpracownicy, nawet ta nieszczesna zmiane imienia moznaby potraktowac jako calkiem niezly PR-owy ruch. i okej, udalo sie sklecic calkiem przyzwoity produkt. jak na polskie warunki, gdzie srednia jakosciowa ustalaja takie tuzy jak Piasek czy Justyna Steczkowska. ale jesliby porownac „Zwykly cud” z Prawdziwymi produktami Pop, to…
zacznijmy od aranzacji, popelnionych m.in przez marcina pospieszalskiego. nie ma co czynic zarzutu z tego, ze jest do brzmieniowo dopieszczone do granic przyzwoitosci. w koncu mowimy o produkcji z rejonow pop, r’n’b, nazwijcie to jak chcecie. ale nawet piosenki Lady Gaga czy Akona wydaja sie odwazniejsze, bardziej wymagajace. nawet metody aranzacyjne wydawaloby sie maksymalnie zenujace (think nowa Shakira) w ostatecznym rozrachunku nie chca z glowy wyjsc za cholere. a tu nie dosc, ze takich hookow brak, to pojawiaja sie motywy naprawde czerstwe. czerstwe raczej na pewno niezamierzenie. tu jakas naiwjka dziwna po francusku, banalne dwuglosy, wymieniac moznaby sporo. mozna docenic, ze tylko jeden numer jest z publishingu (i tak zreszta jeden ze slabszych na plycie), ale to akurat komplement mega na sile. mieczu stara sie raczej sam pisac sobie piosenki, z mala pomoca przyjaciol. spoko. niestety, pisze sobie tez sam teksty. eeeerrrr…. hmmmm…. okej, moglo byc gorzej. ale w sumie nie dziwi, ze Mieczu czesto gosci na playliscie Radia Maryja.
a, wspomnijmy jeszcze o wspolpracownikach, bo to w sumie ciekawa sprawa. byc moze najciekawsza na tej plycie. wyroznia sie na pewno duet ze wspomniana Anna Maria Jopek w „Czekaj Na Wiatr”. piosnka bardziej w wysmakowanym (w kontekscie tego utworu – to komplement) stylu, jaki znamy z plyn pani Ani. Kydrynski na gitarze, jakies orientalne wplywy, plynie sobie numer bardzo przyjemnie. inna sprawa, ze cala plyta w takim stylu zapewne by usypiala, tak jak zreszta czesto bywa z dzielami AMJ.
pozostale ficzuringu juz tak udane nie sa. Darek Kozakiewicz z Perfectu zapodaje w „Naprawde dosc” zagrywke gitarowa tak banalna, jak caly utwor. mozna bylo sobie wiele obiecac po duecie z Paulina Przybysz (ex-Sistars) w „Angel-a (bedzie dobrze)”. niestety, numer mija tak szybko, ze ciezko na cokolwiek zwrocic w nim uwage. ale uwaga uwaga – sa tez klimaty stricte hiphopowe. o ile „Ciemnosc oslepia (cel-a)”, wspolnapisany przez Liroy’a, ciezko uznac za powazna kolaboracje, tak juz w „Poplatalo sie” i „Kielbie we lbie” pojawia sie najprawdziwszy RAP. zapodany przez najprawdziwszego z raperow, czyli Mezo. nah. i tyle jesli chodzi o bycie polskim R.Kelly czy Nate Dogg’iem. szkoda. jakos Kukulska byla w stanie zainteresowac kolaboracja Tedunia. okej, trudno wyobrazic sobie by Wilku czy Donguralesco rymowali dla Miecza. zreszta, nieraz mowilem ze technicznie Mezo nie jest tak zly. szkoda ze to jednak typ mega bzdurny, slusznie olewany przez kazde powazniejsze srodowisko muzyczne, nie tylko hiphopowe.
gwoli sprawiedliwosci, jest tu pare numerow, ktore slyszac gdzies nie zatykalbym uszu. moze nawet daloby sie je okreslic mianem „guilty pleasures” („Chyba na pewno”, „Mamma”, oba zreszta tego samego autora). to nie jest az tak zla plyta. coraz bardziej podobaja mi sie takie (pseudo) r’n’b brzmienia, co jeszcze 10 lat temu byloby nie do pomyslenia. ale i tak trudno nie uznac, ze ze „Zwyklym cudem” jest jak w skeczu Mumio: „gra muzyka, nikogo nie dotyka”. plyta z cyklu „niech cos gra w tle, a ja zajme sie czyms innym”.
(watek dla gadzeciarzy: w bonusie teledysk do „O Niebo Lepiej”. muzycznie to niemal koleda, a wizualnie… kosmos. ale bardziej doslownie niz w przenosni. wyjde na hipokryte, ale Mieczu to Naprawde pulchniutki chlopiec)
najlepszy moment: CHYBA NA PEWNO
ocena: 6,5/10

