rageman.pl
Muzyka

Kat DeLuna – 9 Lives

rok wydania: 2007

wydawca: GMB

 

siema gejuchy. dzis najwiekszy gej na wiosce opowie Wam o swej faworytce w muzycznym baunsie.

dobra, a powaznie- przyznaje, ze ostatnimi czasy mam coraz wieksza slabosc do takich pop-dupeczek. a moze nawet bardziej r’n’b-dupeczek. musi byc czarniutka, smaczniutka, bit w tracku solidny, handclapsy,a w teledysku ma sie ruszac jak pierdolony rezus.

no i ta mloda lalunia z Dominikany, ktora spoglada na Was z lewej strony, doskonale sie w ten nurt wpisuje. choc kariera jak na razie jej sie dziwnie toczy. zaledwie jedna plyta wydana 2 lata temu. przejscie do wytworni Akona, ktory majac w planach wydanie reedycji „9 lives” kazal pousuwac ze sklepow oryginalne wydanie, po czym olal Kat na rzecz Lady Gagi i tym podobnych. przesrany zywot ma nasza Kasienka. ale okej, pomowmy o samej plycie.

o ktorej tak na dobra sprawe nie ma co wiele poopowiadac. wiadomo – produkcja pop pelna geba. czyli urozmaicenie aranzacji na poziomie zerowym (za wszystkie podklady odpowiada RedOne, ktorego kariera w branzy producenckiej zaczela sie niejako od tej plyty wlasnie), wszystko roztrzyga sie o hooki i interpretacje wokalne glownej bohaterki (a glos ma, trza przyznac, choc nic specjalnie oryginalnego). i o ile az tak mnie jeszcze nie spedalilo, by mnie ruszaly balladki pokroju „Love Me, Leave Me” czy „Feel What I Feel”, to dynamiczniejsze tracki daja rade tak ze ojacieniemoge. a w szczegolnosci „Run The Show”. tu nie mam nic do zarzucenia. potezne wejscie kotlow niemalze jakichs, przezajebiste parafleciki w tle, nie biorace jencow syntezatory, przekozacki refren i rapowane wejscia, coby szerokospodni nie czuli sie olani. piatek Parlament jak sie patrzy. jeszcze blizej ziomal-klimatu stoi „Whine Up” i to nie tylko za sprawa goscinnego udzialu Elephant Mana. daje rade takze wsparty dzwiekami gitary „In The End” i „Animal”, zapowiadajacy niejako przemiane Shakiry w kobiete-wilka.

no ale wlasnie-my tu mowimy o singlach samych. but hey, chyba o to wlasnie w popowej plycie chodzi, tak? o przekozackie single na parkiet i do radia, a reszte trackow mozna obczaic w chwilach slabosci. gdyby jeszcze nie bylo tak, ze te piosenki wszystkie juz za pierwszym odslucham odkrywaja wszystkie karty (przez co ich termin waznosci jest krotszy od takiego „1 Thing” Amerie chociazby), too juz w ogole byloby bosko. jesli dla kogos pop z zalozenia jest gatunkiem gorszym, to nie da tej plycie wiecej niz 6/10. dla myslacej i doceniajacej obecnosci melodii reszty luda – ocena jak ponizej.

 

najlepszy moment: RUN THE SHOW (feat. Shaka Dee)

ocena: 7,5/10

Leave a Reply