Blur – Blur: The Best Of
wydawca: Food
nadrabiamy kolejne niedopatrzenie. o Blur tutaj nigdy nie bylo.
pamietam, ze pierwszy kontakt z tym zespolem byl wielce rozczarowujacy. mega podjarka „Song 2”, ktory w ’97 atakowal z kazdej strony. szybko wiec trza bylo dokonac zakupu kasety „Blur”, na ktorym to znajdowal sie ow kawalek i… pamietam ze nie moglem dobrnac do konca albumu. za ambitne to bylo. wrocilem do blendersow i tym podobnych wynalazkow.
opamietanie dlugo nie przychodzilo, gdyz przez dlugi czas, siegajacy studiow nawet, bylem wrogiem brytyjskiego, wspolczesnego smecenia. niezaleznie czy przybieralo ono forme szeroko pojetego britpopu, radiohead czy skunk anansie. przez chwile urzeklo mnie manic street preachers z okolic „Everything must go”, ale poza tym chlod totalny w relacjach z uk music.
dzis jestem starszy i chyba ciut powazniejszy, a i lektury bywaja czasem madrzejsze. trza bylo w koncu dostrzec, ze Blur jest zespolem najzwyczajniej w swiecie przekozackim. takim, ktoremu oasis moze conajwyzej buty czyscic (nie mowiac juz o travisach czy innych coldplayach), a i radiohead powinien sie klaniac (wcale nie odwrotnie!). nie zaliczylbym ich ani do grona najlepszych zespolow na swiecie (choc blisko sa, oj blisko), ani tym bardziej do grona ulubionych, takiego z ktorym moglbym swe zycie zwiazac, ze tak to ujme. natomiast trzeba dostrzec, ze malo ktory zespol trzyma(ł) tak wysoki poziom jak Damon Albarn i jego kompani. niezaleznie czy chodzi o mocno zainspirowany Madchesterem debiut, plyty wydane w okresie wymyslonej przez glupawe brytyjskie media rywalizacji z Oasis o britpopowy tron (BEZSENSÓ), konczac na okresie eksperymentalnym, przez wielu uwazanym za najlepszy, reprezentowany przez trojke „Blur”/”13″/”Think Tank” (ten ostatni wydany dopiero po „Best Of’ie”). na dodatek, choc przesiaknieci brytolskim graniem i ogolnie klimatem UK (moze nawet za bardzo, przez co USA pozostalo na Blur-zjawisko praktycznie niezwruszane, a Albarna docenilo na chwile za „Song 2” i Gorillaz – kolejny mega-bezsens), to do zwyczajnych zrzynaczy chocby z The Beatles ich sprowadzic nie sposob bylo (wiadomo do kogo bije, hehe).
jednak „Best Of” obrazuje ciekawe zjawisko, moze nawet paradoks lekki. otoz pomimo iz obraza byloby uznac Blur zespolem singlowym, tak jednak mieli oni wyjatkowe szczescie do malych plyt. komercyjne ich powodzenie to jedno, ale nawet te kawalki, ktore promowaly malo przebojowe przeciez ostatnie plyty zespolu, zaliczylbym do najlepszych fragmentow tychze („Battery in Your Leg” z „Think Tanka” sie nie liczy ze wspomnianych wczesniej wzgledow, a „This Is A Low” jako jedyny nie-singiel uwzgledniono w trackliscie „The Best Of”). a co najwazniejsze – na tyle te single byly rozne, na ile Blur eklektycznym zespolem byl, ze ich zbior mozna naprawde sluchac niczym odrebnego, pelnoprawnego wydawnictwa, z wlasna dramaturgia (w czym pomaga niechronologiczne uporzadkowanie) i spojnoscia.
hajlajty? tu niemal kazdy kawalek moze za takowy robic. niemniej okej, pokusze sie o prywatny Top5:
1. „Girls & Boys” – ja wiem, ze pop, disco, moze kicz nawet, gejowsko troche tez. ale no co zrobie, ze dla mnie to jeden z najzajebistszych tanecznych kawalkow ever. a przy tym tekstowo („Du bist sehr schon, but we haven’t been introduced”, wiadomo haha), jak i instrumentalnie nie-do-wyjebania-za-przeproszeniem. linia basu, LINIA BASU!!!!!! gdyby sie bawic w glupawe tytulowania, to rzeklbym cos o „Blue Monday” nowych czasow.
2. „No Distance Left To Run” – czyli rzecz z totalnie przeciwleglego bieguna niz „G&B”. instrumentalnie dzieje sie wlasciwie niewiele, moze nawet nic specjalnie wybitnego. w czym tkwi wiec geniusz. DAMON ALBARN.
3. „This Is A Low” – taki negatyw „No distance…”, jakby. bo tamtego sila byla w pierwszej kolejnosci w przejmujacym tekscie, potem w wokalu Albarna, a potem dopiero w dzwiekach generowanych przez reszte zespolu. tu jest dokladnie na odwrot. aczkolwiek wejscie wokalne Damona w refrenie – 1000000/10.
4. „End Of A Century” – najbardziej tracacy The Beatles. zlosliwi by powiedzieli, ze Gallagherami. ale i tak jest piknie.
5. i tu czuje ze sie wkopalem. bo jak mozna wymienic jeden kawalek i tym samym pominac cala reszte? no ale trza byc twardym, nie mietkim. dlatego daje jednak ten „Song 2”. choc przejadl mi sie przeokrutnie, to jednak historyczne znaczenie, czy jakos tak.
a wspomnijmy wiec zatem, pominiecie ktorych kawalkow boli mnie najbardziej: „Coffee & TV” (acz dodam jednak, ze do absolutu znacznie ten numer zbliza towarzyszacy mu klip), „The Universal” (sorry za debilne skojarzenie, ale zawsze jak slysze ten kawalek to wizualizuje sobie Blur’a zwyciezajacego Eurowizje, heh), „Tender” (gospel, ja-jebie!), „For Tomorrow”…
kurcze, kozacki? to byl WYBITNY zespol. czy naprawde trza mowic juz w czasie przeszlym? 🙁
najlepszy moment: THIS IS A LOW
(z adnotacja, ze generalnie to wybralbym „Girls & Boys”, ale mam dzis tak parszywy nastroj, ze jednak powyzszy bardziej dzis trafia)
ocena: 9/10
