Lamb – What Sound
rok wydania: 2001
wydawca: Mercury
zostajemy przy spokojnych dzwiekach.
mowisz trip-hop, myslisz: Massive Attack, ewentualnie Portishead. i slusznie, bo to zalogi ktore operowaly swego czasu tymi dzwiekami w najlepszy sposob. natomiast warto miec w pamiecy takze te zespoly, ktore takze dolozyly swe trzy grosze do rozkwitu gatunku, choc nie mialy szczescia by zapisac sie na dluzej w pamieci sluchaczy. jak Morcheeba. czy omawiany dzis Lamb.
on i ona, ona i on. meska czesc duetu tworzy glownie na kompie muzycznej pejzarze (choc do tak opracowanych szkieletow kompozycji dochodzi sporo zywych instrumentow w wykonaniu m.in. Jimi Goodwina z The Doves), ona wpasowuje sie w nie swym kojacym, bardziej pop-normalnym niz udziwnionym glosem (choc pozwala sobie na eksperymetny w tym temacie, chocby „Sweet”). na koncie maja 4 albumy, z ktorych najbardziej pamietanymi dzis fragmentami sa „Gorecki” i „Gabriel”. ten drugi znajduje sie na dzis omawianej, trzeciej plycie duetu z manchesteru.
jako wyznawca zasady „dobry przeboj nie jest zly” nie bede sie spinal na elitarnego smakosza i bez skrupolow wyroznie Gabriela jako hajlajt albumu. piekna, za sprawa wokalu niemal oniryczna ballada z bombastycznym (jak na triphopowy chillout, rzecz jasna) finalem. i choc trudno nazwac „Gabriela” „typowym numerem zespolu Lamb” (inna sprawa ze w sumie nie mam pojecia, ktory track za takowy moglby robic), to zwlaszcza na tej plycie Lamb opowiada sie po jasnej stronie triphopowej mocy. moze nie jest to tak popowe jak pozniejsza Morcheeba, ale tez jakichkolwiek neurotycznych, paranoidalnych klimatow rodem z „Mezzanine” czy „Dummy” brak. nastrojowe, kameralne, wiec sluchamy na sluchawkach, ale glownie po to by sie wyciszyc, a nie utwierdzic w depresji czy paranoi. choc wyjatki oczywiscie sa – „scratch bass” to instrumental mroczny czy tez nawet agresywny, napedzany tytulowymi skreczami (think „Burnin'” Daft Punk), a „Sweet” to wspomniane troche ekspresyjniejsze wokale i solidniej zarysowany loop perkusyjny (think „Blue Skies” BT).
w sumie bardzo fajnie, ale jednak poleczka nizej od dokonan z Bristolu.
najlepszy moment: GABRIEL
ocena: 7,5/10