rageman.pl
Muzyka

Beck – Odelay

rok wydania: 1996

wydawca: Bong Load

 

niwelujemy kolejne blogowe niedopatrzenie. czas napisac cos wreszcie o Becku.

akurat tego jegomoscia nie trzeba przedstawiac, gdyz jest to persona powszechnie znana i szanowana. inna sprawa w jakim procencie za sprawa kawalka „Loser”, no ale trudno, pewnych rzeczy ani sie nie zmieni, ani nie przeskoczy.

chociaz trzeba przynajmniej probowac. i po to bedzie tez ta notka. jesli choc jedna osoba dzieki niej zainteresuje sie „Odelay” bede mogl spokojnie umierac. ale jesli nic z tego nie wyjdzie to tez tragedii nie bedzie. o zajebistej muzyce zawsze warto gadac, nawet jesli do niczego to nie prowadzi.

a druga majorsowa plyta pana Hansena do zajebistych zdecydowanie nalezy. wiecej – to jest plyta w jakis sposob definiujaca lata 90te, a jej autor nalezy zdecydowanie do tych artystow, ktorzy w tej dekadzie pchneli Muzyke Popularna najbardziej do przodu, wespol z Nirvana chociazby. i paradoks – pomimo iz nie ma tu „Losera”, kawalka-symbolu tej dekady. troche to jak z Beastie Boys, autorami jednej z najwazniejszych plyt hiphopowych, „Paul’s Botique” zwanej, ktorzy i tak juz na zawsze pozostana najbardziej znani za sprawa singli z debiutu.

oczywiscie nazwe tria z Brooklynu przywolalismy nieprzypadkowo. za obie plyty odpowiada duet producencki Dust Brothers. i w obu przypadkach braciszkowie i ich wizje stanowia byc moze najwazniejsza przyczyne genialnosci tych wydawnictw.

wiadomo o co chodzi – postmodernistyczny kolaz stylistyk, sampling wyniesiony do rangi osobnego instrumentu, wrecz krwiobiegu piosenek. odwaze sie jednak stwierdzic, ze „Odelay” to lepsza wersja „Paul’s Boutique”. nic nie ujmujac Yauch’owi i spolce, ale mimo wszystko ich drugi album da sie sprowadzic do szufladki „hiphop”, stanowiac – jak juz wspomnielismy – jeden z najwazniejszych fragmentow jej zawartosci. „Odelay” to juz absolutnie wolna amerykanka. alternatywny rock? tylko jako jeden ze skladnikow w tej mieszaninie. ktory w proporcjach i tak przegrywa tu z hip hopem, bluesem, moze nawet jazzem. mysle ze myslenie o Becku w kategoriach rockowych wciaz jest echem przytulenia sie sierotek po Cobainie do „Losera” jako nowego hymnu pokolenia X (przypominamy, ze singiel wyplynal w ’94). niby nie zabraniam, ale… bzdura. bo Beck to kategoria sama w sobie, jak Zappa czy Captain Beefheart.

posluzenie sie przykladem moze byloby i pomocne, ale macace obraz. no bo ok, moglibysmy postarac sie wyciagnac z tych 13 utworow wspolny mianownik w postaci rapowanych… ok, melodeklamujacych wokali Becka. perkusja tez raczej czesciej automatem traci niz zywym czlekiem. a pierwszym terminem, jaki mi przychodzi na mysl do opisania calosci, to „korzenny groove” jaki znamy chocby z „Bitches Brew” (w osiagnieciu ktorego na pewno nie przeszkadzaja winylowe dzwieki powtykane tu i owdzie). no tak, tyle ze „Novocane” dysponuje riffem godnym Page’a. „Ramshackle” to kameralny smut-song z basowym udzialem samego Charliego Hadena (dla mnie symboliczna sprawa, „jestes chlopcze w naszej druzynie”). „Minus to punkrock”, a „High 5” moglby sie znalezc nawet u Run DMC… „Paul’s Boutique” nastepnej dekady? nawet „Bialy Album” nowych czasow.

tym bardziej, ze jesli sie zada oklepane, ale przydatne pytanie „czy w tym szalenstwie jest metoda?” mozna ze spokojem odpowiedziec: tak, jest. wielkosc tego albumu nie tkwi w eklektyzmie, bo nie pierwszy to tego typu album. wielkosc twkwi w eklektyzmie ORAZ tym, ze sluza one zwyczajnie swietnie napisanym piosenkom. o popowym potencjale „Where Is At”, „The New Pollution” czy „Devil’s Haircut” przekonalo sie cale pokolenie MTV. ale „Sissyneck”, „Novacane” czy moj ulubiony, narkotyzujacy „Derelict” tez latwo z glowy nie wypadaja. choc od razu do niej, co prawa to prawda, nie wchodza. ale o braku kawy na lawie w Muzyce chodzi, rajt?

i tylko jedna rzecz mnie zastanawia wciaz. jak czlowiek o takiej inteligencji i zdystansowaniu (the coolest person on earth, hell yeah) – ktore to zdecydowanie slychac na kazdym z jego albumow – moze miec cokolwiek wspolnego z bredniami scjentologicznymi?

 

najlepszy moment: DERELICT

ocena: 8,5/10

Leave a Reply