John Scofield – Blue Matter
rok wydania: 1987
wydawca: Gramavision
uh, mam nadzieje ze wybaczycie mi ten chwilowy powrot do tematu Scofielda?
bo ja chcialem Wam jeszcze opowiedziec o kolejnej plycie, ktora udalo mi sie zdobyc w wersji oryginalnej. a wiec takiej, ktora bez oporow moge wziac tutaj na tapete.
Scofield z „Blue Matter” to Sco w wersji na lata ’80te. i takie wydanie omawialismy na blogu w ramach „Still Warm”. „BM” to de facto plyta zaledwie rok pozniejsza. i choc sklad – poza producentem Steve Swallowem – jest diametralnie inny (m.in. Dennis Chambers – perkusista Santany, Hiram Bullock pozyczony od Stinga czy wszedobylski Don Alias na perkusjonaliach) – to poruszamy sie w bardzo podobnych rejonach dzwiekowych. czyli uberfunkowe hulanki na ejtisowa modle brzmieniowa. tyle ze o ile na „SW” nie sposob bylo nie wyroznic Darryl Jonesa za basowe wyczyny, tak w przypadku tej plyty indywidualne wyroznienia bylyby krzywdzace. caly kwintet dziala cuda, zarowno jako druzyna, jak i solisci. jako psychofan bassu nie moge odmowic sobie wyszczegolnienia „The Nag” – to co Gary Greinger tu wyczynia to taka masakra, ze jawi sie gigantycznym whatthefuckiem fakt, ze chlopak praktycznie niczym innym nie zapisal sie w historii Muzyki. a, i jeszcze taka ciekawostka – o ile w przypadku „Still Warm” psioczylem na ejtisowy posmak klawiszy (nic do takowego nie mam, ale imho z jazzem komponuje sie rownie strawnie co sledz z dzemem trudkawkowym), tak tutaj zupelnie mi on nie przeszkadza, choc zdaje sie, ze jest go tu nawet wiecej.
warta obczajenia plyta Scofielda.
najlepszy moment: THE NAG
ocena: 8/10