In Memoriam: Guru (17.07.1966-19.04.2010)

oj cos nie dane nam jest wrocic do „normalnych” notek… to juz oficjalne – wczorajszego dnia ostatecznie walke z rakiem przegral Keith Elam, znany powszechnie jako Guru. polowa legendarnego duetu Gang Starr, dzialajacy solowo pod szyldem Jazzmatazz. jeden z najinteligentniejszych raperow na scenie, jeden z glownych tworcow pomiedzy rapem i jazzem.
pewnie, nie bede sie wypieral tego co pisalem jeszcze jakis czas temu przy okazji recenzji „Full Clipa” – biorac pod uwage pozostale czynniki takie jak barwa glosu czy flow, mozliwe ze Guru nie zalapalby sie do mojego TOP5. na jednak nie znalazlby sie daleko poza nim. a oceniajac go w kontekscie wspolczesnego hiphopu… tak, to dobijajace. tym bardziej, ze nawet jesli pod wzgledem komercyjnym najlepsze czasy mial za soba, artystycznie prawdopodobnie tez, to przeciez mogl jeszcze sporo kozackiej muzyki nam ofiarowac. jeszcze niemal rowno rok temu wypuscil na rynek kolejna solowke (juz nie jako Jazzmatazz), wszyscy mieli nadzieje ze moze jednak w koncu pogodzi sie z dj premierem i doczekamy kolejnego gang starra… muzyka niestety sporo ma ze sportu i raczej malo kto po przekroczeniu 40 roku zycia jest w pelni formy zawodowej. ale jednak – moglo sie jeszcze sporo wydarzyc w artystycznym swiecie Guru. natomiast w prywatnym… 44 lata. czy trzeba wiecej dodawac? kolejny raz sie okazuje ze nie ma straszniejszej choroby niz rak. to chyba wiedza wszyscy. nie ma tez jednak bardziej przewrotnej. bo jeszcze niedawno Guru, po obudzeniu sie ze spiaczki informowal na twitterze ze czuje sie dobrze, ze ma sporo sil w zapasie by walczyc z choroba. jeszcze przy okazji wyrazal chec wspolpracy z dj’ami.
kolejny bohater mojej ulubionej dekady muzycznej odchodzi. RIP.