rageman.pl
Muzyka

Chick Corea Elektric Band – Eye Of The Beholder

rok wydania: 1988

wydawca: GRP

 

oczywiscie i Chicka, jak przystalo na zawodowego jazzmana, nie ominal popularny w tej branzy „syndrom wlasnego bandu”. najwyrazniej nie starczyla mu pozycja niekwestionowanego lidera w Return To Ferever i w ’86 roku zalozyl Chick Corea Elektric Band (nie jedyny zreszta to band w jego karierze, ale o tym w swoim czasie). do skladu zaprosil nie tak znanych, choc wielce obiecujacych muzykow (m.in. John Patitucci na basie, saxofonista Eric Marienthal) i tak sobie graja az do dzis, choc ostatnimi czasy nie tak intensywnie. najwiecej pary w sobie panowie mieli tuz po zalozeniu zespolu – omawiany dzis „Eye” byl juz trzecim ich albumem.

trzecim i zdaniem wielu najlepszym. czy tak jest w rzeczywistosci? pewien nie jestem.

popularnosc tego krazka wynika z tego, ze na pewno jest to jedna z przystepniejszych propozycji w dyskografi Corei. tutejszy jazzfusion ma zdecydowanie wiecej z fusion niz jazzu. owszem, struktura kompozycji pozwala im sie zalapac do szufladki jazzowej, jednak brzmienie jest tak easy listeningowe, ze nawet niedzielni fani wychowani na komplikacjach typu „jazz & the city” nie beda mieli problemow z przyswojeniem.

i choc nie brzmia te slowa specjalnie pochlebnie, to wcale nie zamierzam w ten sposob dyskredytowac tej plyty. bo ona naprawde moze sie podobac i to pod wieloma wzgledami. przede wszystkim – praca sekcji rytmicznej. moze nie buja jak u Scofielda, ale zdecydowanie potrafi przyspieszyc tetno. oczywiscie o ile nie przeszkadza ejtisowy posmak. jesli chodzi o indywidualne wyroznienia to zdecydowanie tych dwoch panow zasluzylo na najbardziej kolorowe laurki.

ale to sprawa wylacznego kompozytora materialu – pana C. – jest stopien zroznicowania ptych utworow. wezmy chocby „cascade – part I”. niby to tylko miniaturka, a raczej wstep do kolejnej czesci, ale i tak warto wyszczegolnic tak ambientowa rzecz. a na przeciwleglym biegunie mamy track tytulowy, w ktorym najwyrazniej odzywaja sie hiszpanskie korzenie pianisty (oraz, wnioskujac po „zalaczonym” do albumu wierszu, jego „religijne” zapatrywania).

doznawac nie doznaje jakos zanadto, ale na pewno jest powyzej „sredniej jazzowej”.

 

najlepszy moment: PASSAGE

ocena: 7,5/10

Leave a Reply