rageman.pl
Muzyka

Zbigniew Preisner – The Double Life Of Veronique

folderrok wydania: 1991

wydawca: Virgin

 

dzis Dzien Dziecka. jako ze nie mam plyt Fasolek lub mlodej Kukulskiej, to podejdziemy do tematu z troche innej, moze nawet ciut naciaganej strony. bo przeciez macierzynstwo w „Podwojnym Zyciu Weroniki” Krzysztofa Kieslowskiego to tylko metafora, klucz do przekazania znacznie bardziej wazkich tresci. no, jakos tam uzasadnilismy fakt, ze dzis pomowimy o sciezce dzwiekowej do tego filmu.

mialem problem z otagowaniem tej notki. bo nie wiem czy wiecie, ale po prawej stronie bloga macie tzw tagi, dzieki ktorym mozecie w znacznie przystepniejszy sposob przegladac archiwum (nie chwalac sie – dosc obfite) rageman.blox.pl zdradze Wam sekret mego sposobu tagowania. otoz w przypadku dziel muzycznych owe tagi dotycza konkretnie: roku wydania, wytworni wydajacej, „narodowosci” dziela (polska badz zagranica), autora plyty i gatunkow muzycznych, w jakich osadzonych jest ow dzielo.

przewaznie jedyny problem mam z owymi gatunkami. pomijajac juz fakt ze jednak jako sluchacz jestem wrogiem szufladkowania, to przeciez czasem trudno okreslic co dany wykonawca gra. zeby jednak nie wpasc w kontrowersje w zwiazku z tym katalogowaniem odwluje sie do tego, co sugeruje w tym temacie internetowa encyklopedia, znana nam pod nazwa Wikipedie.

w przypadku jednak dzisiaj omawianej plyty problem byl zupelnie innej natury. bo polska to plyta czy zagraniczna. z jednej strony: Zbigniew Preisner, Krzysztof Kieslowski, orkiestra i inni instrumentalisci na plycie – wszyscy to polacy z krwi i kosci. a jednak postawilem na „zagranice”. i to nie tylko ze wzgledu na fakt, ze soundtrack wydal label zagraniczny, a samo dzielo Kieslowskiego, ktoremu ta sciezka filmowa towarzyszy, jest koprodukcja miedzynarodowa.

nie ma co ukrywac – latka „polska muzyka” niestety implikuje pewna wrecz ulomnosc w stosunku do muzyki reszty swiata. jest coraz lepiej, ale wciaz jestesmy do tylu. najbardziej widoczny przyklad – popowy mainstream. w czasie kiedy nawet britney spears wydaje plyty warte powazniejszej uwagi, nasze odpustowe gwiazdki wciaz holduja klimatom eurowizyjnym. w szeroko pojetej alternatywie jest znacznie lepiej, ale tutaj wciaz jednak genealnie borykamy sie z klimatem wozenia drewna do lasu, jesli wiecie co mam na mysli.

w tym kontekscie Zbigniew Preisner jest ewenementem. pewnie, ktos zlosliwy powie, ze w muzyce filmowej tak jak w extremalnym metalu naszym znacznie latwiej sie wybic. co jest imho przekturna bzdura. ustalal kto jakie kryteria? pod jakim wzgledem artysci z tych gatunkow maja latwiej?

jak juz pisalem kiedys przy okazji innego dziela Preisnera, jest on (no niech bedzie – moim zdaniem) jednym z najwybitniejszych kompozytorow muzyki filmowej. nie, nie „polskich kompozytorow”. kompozytorow in general. w ogole. na swiecie. tak po prostu. co jest o tyle hmmm sporym osiagnieciem, gdyz ma calkiem spora konkurencje nawet we wlasnym kraju: Lorenc, Kilar, Komeda, Kaczmarek, to tez przeciez olbrzymie nazwiska.

i tak sie sklada, ze spor Preisnera laczy z drugim mym ulubionym kompozytorem filmowym – Angelo Badalamentim. mowa tu przede wszystkim o scisle zaciesnionej wspolpracy z glownie jednym rezyserem. u Preisnera oczywiscie jest to swietej pamieci Krzysztof Kieslowski. nie czuje sie specjalnie predysponowany by analizowac sekret geniuszu tej kolaboracji. wierze ze wybaczycie to idace na latwizne podsumowanie, iz potegi chemii miedzy tymi artystami nie bylaby w stanie ogarnac nawet Curie-Sklodowska. lennon/mccartney swiata filmu.

nie czuje sie rowniez na silach pisac konkretnie o tej sciezce dzwiekowej. no ok, hm, suche fakty: flet jako wiodacy instrument, pare wyjatkow w postaci orkiestry, ale bedacej w tak silnej opozycji do hollywoodzkiego tapeciarstwa (zreszta o calym soundtracku tak mozna powiedziec) jak tylko sie da, gracja, minimalizm, dzwieki grania na najczulszych strunach w czlowieku. „L’Enfance” jako najpiekniejszy temat filmowy, w moim prywatnym rankingu chyba nawet przebijajacy motywy glowne z „Twin Peaks”. ale zapadajacyh w pamiec i serce motywyw jest tu od groma.

gdzies tam zawsze rozkminialem, ze gdyby Bog sluchal muzyki, to bylaby to glownie muzyka filmowa. jestem przekonany, ze dzielo Preisnera byloby obowiazujaca pozycja w niebianskiej kolekcji.

 

najlepszy moment: L’ENFANCE 2

ocena: 9/10

Leave a Reply