Alanis Morissette – Hands Clean
wydawca: Maverick
nie bylo notki przed 2 dni, wiec nadrobimy zaleglosci omawiajac dwa wydawnictwa. chociaz tak naprawde to jedno, tylko ze w dwoch roznych formatach. sprytne, co?
okej, szybko omowmy meritum i wracam do powazniejszych zajec. jak juz mowilismy, Alanis po genialnym debiucie z ’95 roku wydala jeszcze skrajnie roznie oceniany (my na blogu propsowalismy) „Supposed former infatuation junkie”, a potem to juz niekwestionowalna rownia pochyla. co nie znaczy, ze nie wydarzyly sie w ostatniej dekadzie dzialalnosci Kanadyjki wyjatki. do takich nalezy „Hands Clean”, promujacy „Under Rugt Swept”.
w sumie dziwna sprawa z tym trackiem. niby doskonale reprezentuje Alanis XXI wieku, uparcie uprawiajaca ogrodek z muzycznym pitu-pitu. pop rock, ktory z rownym powodzeniem mogloby odegrac De Mono badz Feel i nikt by nie zauwazyl roznicy. jakiekolwiek grandzowe konotacje, obecne u Alanis wczesniej, wyparowaly w stu procentach.
tyle ze co po mialkosci wartwy instrumentalnej, skoro jest TA Melodia. samoprzylepna jak diabli, a przy tym, nazwijmy to, emocjonalnie inspirujaca. mnostwo obrazkow, niekoniecznie zwiazanych z tekstem piosenki. pamietacie taki ultraprzyjemny numerek sprzed paru lat, „Someone New” niejakiego Eskobara? „Hands Clean” wywoluje identyczne skojarzenia. „Sluchaj, nic z tego nie bedzie, nie ma szans bysmy razem dozyli poznej starosci. a jednak bylo pieknie i zawsze bede na swoj sposob Cie kochal i myslal o Tobie tylko dobrze”. jesli nigdy nie przerabialiscie takiego wariantu to albo Wam sie przyfarcilo w zyciu osobistym albo jestescie cynikami bez serca.
no ale wracajac do omawianych wydawnictw… jak juz wspominalismy, rozpatrujemy tu dwa single. o zawartosci pierwszego z nich, otagowanego jako „UK CD2”, za bardzo nie ma co mowic. za kazdym razem gdy puszczam sobie „Unprodigal Daughter” badz „Symptoms”, zapominam o tym co przed chwila uslyszalem po wybrzmieniu ostatniego dzwieku. natomiast jesli chodzi o dwa utworu z „UK CD1”, „Fear Of Bliss”i „Sister Blister”… o paaaaaanie…. cudawianki! poziom najsolidniej wwiercajacych sie w banie fragmentow „SFIJ”. to nawet nie postgrandz, ale gleboka alternatywa, uzasadniajaca stawianie Morisetki blizej PJ Harvey niz Sheryl Crow. kapitalne, rockowe pierdolniecie, ktore zmniejsza tesknote za ojcem sukcesu Alanis, producentem Glenem Ballardem. w sumie to nawet nie dziwie sie, ze koniec koncow te tracki nie trafily na dlugograja. chociaz nie, dziwie sie jednak. bo gdyby Alanis poszla w takim kierunku, to moze by i mniej plyt sprzetala przez te ostatnie 10 lat, ale przynajmniej by ktos o niej w 2010 roku pamietal (poza mna, rzecz jasna). tak to jest, jak w wytworni nie mysli sie dlugodystansowo, tylko „kasa misiu, kasa”.
najlepszy moment: HANDS CLEAN
ocena: 7,5/10

