rageman.pl
Muzyka

Demilich – Nespithe

rok wydania: 1993

wydawca: DIY

album do pobrania stad

 

grllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllrrrrrrrrrrrrrrrwrrrrrrrrr…… czyli zostajemy przy skandynawskim metalu.

wymieniajac znienawidzone przeze mnie gatunki muzyczne, przy death metalu zaznaczylem, ze dotyczy to wiekszosci kapel parajacych sie tym gatunkiem, a nie calosci. bo z ekstremalnych odmian metalu akurat death metal cieszy sie najwyzszym wspolczynnikiem mojej tolerancji. nie wiem, moze rzecz w tym, ze przynajmniej tutaj nikt nie dorabia do dzwiekow smiesznej ideologii? a moze moje hejterstwo amortyzuje fakt, ze aby grac death metal trzeba naprawde reprezentowac jakis poziom sprawnosci instrumentalnej? wystarczy zreszta popatrzec dookola, na podworka, na probownie i lokalne koncertownie – ile osob jara sie np takim black metalem, a ile smierc metalem? i niewiele zmienia fakt, ze pod wzgledem komercyjnym ten ostatni najlepsze lata ma juz zdecydowanie za soba.

finlandzki Demilich uchodzi za kultowy dla gatunku zespol, zajawka dla wybranych. znamienne, ze istniejac tylko 3 lata i wydajac tylko jeden, dzis omawiany album (plus demowki) regularnie co pare lat nazwa kapeli pojawia sie na ustach wiekszosci metalmaniakow. a to za sprawa kolejnych reedycji Nespithe, a to za sprawa reunionow (ostatnio w tym roku, 20 lat od zalozenia kapeli).

skad ten kultowy status? no wlasnie nie wiem. albo inaczej – wiem polowicznie. mowi sie, ze wokale (?) na tej plycie to ewenement. ze nikt nigdy w muzyce (ok, przynajmniej tej metalowej) nie wydal takich dzwiekow. takiego bulgotu. ok, mozna sie smiac, ze no i co z tego, skoro beka, bzdura itp itd. ok, fakt. ale kiedys czytalem specjalistyczny artykul w, o dziwo, wcale nie muzycznej gazecie („Focus” moze jakis?) na temat wokalistyki, gdzie sporo miejsca bylo poswiecone growlowi. wiecie, jak to niszczy struny glosowe? jak one lataja jak oszalale podczas ow wokalnej ekwiblirystyki? w tym kontekscie az dziw, ze po rejestracji „Nespithe” wokalista Demilich jeszcze kiedykolwiek wydobyl z siebie glos.

tylko ze pytanie brzmi – czy jest to historyczny wyczyn w kategorii muzycznej, czy juz medycznej? fajnie ze instrumentalisci napieprzaja jak szaleni, ze natezenie masakry na tej plycie jest tak wysokie, ze gdyby zmaterializowac te dzwieki wyszlaby z tego niechybnie bron zdolna doprowadzic do zaglady ludzkosci. i w takim kontekscie odsluch tej plyty to niesamowite doswiadczenie. ale jeszcze lepsze byloby, gdyby chodzilo o cos wiecej. gdyby Muzyka zabijala poprzez same dzwieki, riffy, pomysly MUZYCZNE, a nie atmosfere, w jakiej ta cala dzwiekowa zabawa jest osadzona. gadam bzdury? mozliwe. ale fakt jest taki, ze jak na moj gust nie az tak wtajemniczony w deathmetalowy kodeks, ale przynajmniej majacy nan dystans, dokonania Vadera, Six Feet Under czy Deicide sa o wiele ciekawsze. a takiemu Chuckowi Schuldinerowi panowie finowie mogliby buty czyscic lub przynajmniej regularnie podlewac kwiatki na grobie.

milej slonecznej soboty.

 

najlepszy moment: RAPED EMBALMED BEAUTY SLEEP

ocena: 6/10

Leave a Reply