Diablo Swing Orchestra – The Butcher’s Ballroom
wydawca DIY
dalej o metalu, tym razem darmowym.
mysle ze moglbym okreslic swoj gust, byc moze i nieskromnie, mianem eklektycznego. ja naprawde staram sie w kazdym gatunku, nawet w kazdej plycie dostrzec cos pozytywnego i zarowno w ocenianiu, jak i samym odbiorze skupiac sie na tych zaletach. nie chodzi o dzielenie muzyki na Dobra i Zla – to banalne pieprzenie, uzurpowanie sobie prawa do oceniania co jest wartosciowe a co nie. a coraz bardziej sie przekonuje, ze nie ma czegos takiego jak obiektywna ocena muzyki – recenzje muzyczne w prasie czytam dla samej przyjemnosci czytania niektorych dziennikarzy anizeli do tego, by sie czegos dowiedziec.
a jednak przyznaje ze sa gatunki, ktorych zdzierzyc nie moge. niestety wiekszosc z nich to podgatunki metalowe. power metal, folk metal, viking metal, black metal, wiekszosc death metalu, klasyczny heavy metal…
… takze symfoniczny metal. dlatego mialem pewne obawy przed zapoznaniem sie z propozycja szwedow z Diablo Swing Orchestra, widzac ze tagowani sa przewaznie mianem wlasnie „symfonicznego metalu”. a jak jeszcze dowiedzialem sie, ze ich obecnym perkusista jest muzyk Theriona – Theriona, na ktorego utworow (glownie „To Mega Therion” i „Rise Of Sodom And Gomorrah”) wspomnienie reaguje autentycznie wymiotnie – to moj stopien zaniepokojenia wzrosl do pelnych stu procent.
tymczasem odpalilem debiutancki album „Orkiestry”… i odpadlem. co to jest? wiecie, plyty metalowe moga sie roznie zaczynac. orkiestralnymi dzwiekami, elektronicznymi, folkowymi, ambientowymi, niech bedzie ze i nawet rapem czy jazzem. ale SWING? kontrabasowy pochod, wykwitna perka, skrzypce, DECIAKI?!?!?!?! co to ma byc? dopiero z czasem do imprezy dolaczaja gitary i mocniejsze uderzenia perkusji, ale jak jeszcze do gry wchodzi therionowy, operowy wokal to znow konsternacja dochodzi do granicy, za ktora eksploduje glowa. ale zamiast gigantycznego erroru w swiadomosci pojawia sie usmiech na gebie. ej, to jest ciekawe!
i co wiecej, to nie jest odosobniony przypadek. to znaczy – wiecej swingu nie ma. ale sa pomysly aranzacyjne, na ktore moglby wpasc albo geniusz, albo ktos bez pomyslu na swoja muzyke (lub wlasciwie z pomyslem typu groch-z-kapusta). El Mariarchi w „Poetic Pitbull Revolutions”? czemuzby nie. didgeridoo? check poczatek „Gunpowder”. jak przekonuje „Infralove”, flamenco tez tej zalodze niestraszne. i tak mozany jeszcze pare przykladow siegania po skrajne przeciwlegle gatunki wymienic. za sama otwartosc umyslow muzykow DSO moznaby dac tej plycie okoloosemkowa ocene. tym bardziej, ze instrumentalisci nie maja zadnych problemow z takim rozstrzalem gatunkowym. wiecej – nawet grajac stricte metalowo sypia calkiem niezlymi riffami, a przede wszystkim rozwiazaniami rytmicznymi („Heroines!”).
niestety kiedy wraca do metalu, na wierzch wylaza aspekty nie tylko nieprzekonujace, ale wrecz odrzucajace. absolutny top w tym kontekscie to operowy wokal. przykro mi, ale dla mnie jako sluchacza jest to dyskwalifikujacy element. no po prostu JAK TAK MOZNA? przepraszam, jak juz powiedzialem – pieprzyc obiektywizm, ja nie moge tego zdzierzyc. niewiele lepiej wypada meski glos – reinkarnacja Ville Vallo. co jest z tymi Skandywawami??
cholera, gdyby wokale wypadalyby tak jak w zwrotkach „Heroines”, gdzie blizej niz do Theriona jest do The Gathering starego… bysmy wtedy mowili o bezdyskusyjnym ewenemencie na metalowej scenie. a tak – dostrzegam, doceniam i w ocenie odnotowuje unikalny pomysl na muzyke, ale trzymajcie mnie od tej plyty jak najdalej.
najlepszy moment: HEROINES
ocena: 6,5/10
