In Memoriam: Vinnie Paul (11.03.1964-22.06.2018)
Kolejna piekielnie dołująca wiadomość dla świata muzyki – nie tylko metalowej, choć mowa o postaci utożsamianej niemal wyłącznie z tym gatunkiem. Ale Pantera, bo o muzyku tej formacji mowa, to zespół respektowany ponadgatunkowo, jako ten zespół który dał metalowi groove. Groove, za który w głównej mierze odpowiadał Vinnie Paul, wraz ze swoim bratem Dimebag Darrellem współzałożyciel zespołu. Groove, a zarazem właściciel jednego z najpotężniejszych uderzeń w muzyce. Nie ma sensu przytaczać przykładów, odpalcie po prostu na cały regulator którykolwiek z albumów, najlepiej coś z trójcy „Vulgar Display Of Power” – „Far Beyond Driven” – „The Great Southern Trendkill” (ze wskazaniem na ten ostatni, choć to moja subiektywna opinia).
Ten text od czasu rozprzestrzenienia się informacji o śmierci Vinniego zdążył się nieźle oklepać, ale rzeczywiście na swój sposób cieszy, że po 14 latach bracia Abbott są znowu razem. I zarazem jest to kres niedorzecznych plotek o potencjalnej reaktywacji Pantery. Pomijając fakt, że Vinnie Paul raczej nigdy nie stanąłby na jednej scenie z Philem Anselmo, to reaktywacja bez Dimebaga? Serio? Już bardziej realna jest reaktywacja Po Drugiej Stronie, bo Pantera to przede wszystkim tych dwóch rednecków z Texasu. Z drugiej strony – historia tego bandu nigdy nie zaznała happy endu (nie czuję że rymuję) i wygląda na to, że już nie zazna. I tym mocniejszy dół.