rageman.pl
Muzyka

Meshuggah

gdzie: Progresja, Warszawa

kto: Meshuggah

 

Nom, sezon koncertowy niemal już w pełni rozkręcony. Oto relacja pierwszego z Najbardziej Oczekiwanych Gigów w tym roku.

Wprawdzie pierwotnie niespecjalnie chciałem na ten koncert iść ze względów tzw. „prywatnych”, na szczęście propozycja-nie-do-odrzucenia skłoniła mnie do zmiany decyzji, z czego mega się cieszę, bo było warto. Nawet jeśli nie był to diametralnie inny koncert od tego, który widziałem równo 10 lat temu – także zresztą w Progresji, choć wtedy w innym miejscu położonej.

Bo co właściwie można odkrywczego powiedzieć o zespole, który gra z legendarną już matematyczną precyzją, nie pozwalającą nie tyle na improwizacje, co na odstępstwa od reguły zawartej na studyjnych wydawnictwach? Ktoś powie – jaki to sens iść na koncert, które brzmią jak puszczone z płyty. No rzecz w tym, że nie brzmią tak. Ta muzyka w wersji live nabiera takiej hipnotycznej siły, że momentalnie widz zatraca się w tym transie – i nawet nie są tu potrzebne zakazy używania smartfonów na takim koncercie. Nie wiem czy kiedykolwiek byłem na koncercie metalowym z taką reakcją widzów – czymś między hippisowskim transowym kołysaniem się a atakiem epilepsji. Oczywiście w sukurs szła także strona wizualna, ze światłami i grafikami związanymi z ostatnim albumem „The Violent Sleep Of Reason”.

No właśnie. Skoro nie ma się do czego przyczepić w zakresie prezentacji scenicznej, to ponarzekam na setlistę. Oczywiście trudno się przyczepić do tego, że dominował repertuar ze wspomnianego albumu, nawet jeśli w mniemaniu niżej podpisanego jest on świadectwem lekkiej zadyszki. Ale odcinanie się od materiału sprzed „Nothing” (z pominięciem „Catch Thirtythree”, choć tu ze względu na koncept albumu można wybaczyć) boli jak cholera, zwłaszcza osobę taką jak ja, która uważa „Chaosphere” za jeden z albumów życia. Boli jeszcze bardziej kiedy sobie przypomnę, że na koncercie sprzed 10 lat też nie było nic z tego albumu. Nie wiem czy doskwiera im popularność „New Millenium Cyanide Christ” że go nie grają czy o co kaman… By nie było – uwielbiam takie wałki jak „Bleed” czy „Rational Gaze”, poza tym generalnie to Meshuggah nie nagrywa słabych piosenek, więc koniec końców ocena koncertu jest taka a nie inna. Niemniej wciąż marzy mi się koncert Szwedów z bardziej przekrojowym materiałem. Może za kolejne 10 lat?

(niestety występ Decapitated mnie ominął – tu akurat liczę, że zobaczymy się szybciej niż za dekadę)

 

najlepszy moment: BLEED

ocena: 8/10

Leave a Reply