Twin Peaks: Music from the Limited Event Series
wydawca: Rhino
Czym najlepiej rozpocząć nowy rok na tym blogu? Oczywiście notką o Twin Peaks.
Zanim omówimy trzeci sezon (jak w końcu dotrze do mnie zamówiony 2 miesiące temu Blu-Ray…), najpierw o soundtracku. A właściwie kompilacji piosenek które można było w nim usłyszeć.
Jak fani serialu pamiętają, główne centrum kulturalno-rozrywkowe (jedyne?) w miasteczku stanowi Bang Bang Bar, znanym także jako Roadhouse. W oryginalnych dwóch sezonach główną rezydentką tego miejsca była Julee Cruise, której piosenki akompaniowały w ważniejszych momentach przebiegu akcji serialu. Jak się okazało w trzecim sezonie, przez te ćwierć wieku miejscówka na tyle się rozwinęła, że włodarze zaczęli spraszać gwiazdy światowego formatu, znane poza Twin Peaksową czasoprzestrzenią. W ten oto sposób niemal każdy odcinek trzeciego sezonu kończył występ jakiejś gwiazdy. Nie ukrywam, początkowo trudno mi się było to tego pomysłu przekonać i trącił on odrobinę showcase’m tudzież „Kubą Wojewódzkim Show” (gdy ten jeszcze zapraszał gwiazdy muzyki, a nie stand-upu). Zajęło mi dobre kilka odcinków, by dostrzec, że w tym szaleństwie jest metoda, a przy okazji można odkryć kapitalne piosenki.
Patrząc na „line-up” składanki, trudno nie zauważyć, że za booking w Roadhouse musiał być odpowiedzialny przede wszystkim David Lynch. Niemal wszyscy tu zgromadzeni wykonawcy już przynajmniej raz przecięli swe artystyczne drogi z twórcą Twin Peaks – czy to jako kontrybutorzy do soundtracków jego poprzednich filmów, czy jako reżyser ich teledysków, a nawet jako fundatorzy Lynchowskiej fundacji na rzecz popularyzacji Medytacji Transcedentalnej. Dlatego jeśli ktoś liczył na to, że kluczem doboru wykonawców będzie oniryczność i wpasowanie się w „klimat Twin Peaks” srodze się zawiedzie. Chyba tylko „Shadow” Chromatics (swoją drogą śliczny utwór) czy kończący całość „The World Spins” Julee Cruise – kolejny brylant który słyszeliśmy w oryginalnych sezonach, a nie załapał się na soundtracki w tamtym okresie – spełniają ten warunek. Dorzuciłbym jeszcze „Snake Eyes” Trouble, choć ten utwór bardziej przypomina „The Pink Room” niż Roadhouse.
Na szczęście David Lynch, jak już zadaje się z muzykami, to zadaje się z dobrymi muzykami. Dlatego też spora część utworów spokojnie załapuje się do mojej Top Listy na 2017 rok. Przede wszystkim „Wild West” Lissie – dowód na to, że pomimo totalnego wyczerpania formuły żeńskiego rockowego songwritingu a’la Alanis Morissette wciąż można w jej ramach pisać zwyczajnie piękne piosenki. Ale też cudownie nastrojowy „No Stars”, śpiewany przez Rebekeh Del Rio (którą pamiętamy z „Mulholland Drive”. Całkiem nieźle sprawują się też „Axolotl” The Veils i „Tarifa” Sharon Van Etten – wprawdzie nie są to nowe utwory, ale oba zostały opatrzone nowym „Roadhouse Mix”em, więc uznajmy że to nówki rzeczy.
Kiedy ogłoszono listę płac do nowego sezonu, ludzkość zelektryzowały przede wszystkim dwa nazwiska – Tren Reznor i Eddie Vedder. Czy będą to nowi agenci FBI, kontynuujący tradycję zapoczątkowaną przez „Ogniu Krocz Za Mną”, gdzie jako agentów zaangażowano Davida Bowie i Chrisa Isaaca? Skończyło się tylko na występach muzycznych. I o ile „She’s Gone Away” (wyciągniety z wydanej rok temu EPki „Not The Actual Events”) Nine Inch Nails kapitalnie wpasował się w pojebany klimat ósmego odcinka (swoją drogą kto by pomyślał, że występ NIN będzie najnormalniejszym fragmentem odcinka Twin Peaks…), tak „Out of Sand” Veddera to niestety utwór który jest łatwy do zapomnienia nawet w kontekście wciąż skromnej dyskografii solowej lidera Pearl Jam. Kiedy „Out of Sand” po raz pierwszy wyciekł do internetu to nie wierzyłem że może on mieć coś wspólnego ze światem Twin Peaks. I tak mi już chyba zostało.
Poza powyższymi mamy jeszcze piosenki, które wpleciono w fabułę serialu. Rządzą lata 60-te: The Paris Sisters, Otis Reeding, Booker T. & The MG’s, The Platters… Plus 3 skromne wyjątki – Shawn Colvin w coverze „Viva Las Vegas”, hiphopowy Blunted Beatz i „Sharp Dressed Man” ZZ Top. Gdyby ktoś mi powiedział jeszcze rok temu, że w świecie Twin Peaks pojawi się hip-hop i ZZ Top to bym odesłał do psychologa… A, jeśli komuś za mało łączników z oryginalnymi sezonami, to wreszcie (?) otrzymujemy oficjalną studyjną wersję „Just You” w wykonaniu Jamesa Marshalla/Hurley’a.
Nie znając serialowego kontekstu trudno nie uznać tego soundtracku za totalny groch z kapustą. Niemniej – wyjątkowo smaczny.
najlepszy moment: LISSIE – WILD WEST
ocena: 8/10
