rageman.pl
Muzyka

Mastodon

gdzie: B90, Gdańsk

kto: Mastodon

 

Koncertowy Maraton 3miasto 2017 kończymy gigiem znacznie skromniejszym niż poprzednie opisane, ale wciąż o dużej wadze i mowa nie tylko o ciężarze samej muzyki. Bo Mastodon to w tej chwili czołówka muzyki zwanej Metalem. Być może nie osiągają nakładów Iron Maiden czy Metalliki, ale to właśnie oni pchają do przodu ten wózek pod względem artystycznym, dzięki czemu pomimo przesycenia schematycznością i kiczem ten gatunek wciąż jest na poważnie rozpatrywany.

Atrakcyjność tego akurat live actu Mastodon w Polsce wynikała także z tego, że tak im się te dzieje koncertowych wizyt w naszym kraju ułożyły, że był to dopiero bodajże drugi niefestiwalowy występ. I choć nie dyskredytuję festiwali metalowych, to jednak w moim mniemaniu takie granie jakie reprezentuje Mastodon broni się najlepiej w klubach.

Takich jak np. B90. Wciąż nie dowierzam, że to była dopiero pierwsza moja wizyta w tym klubie. I mam nadzieję że nie ostatnia – renoma jaką zyskało przez te kilka lat to miejsce jest w pełni zasłużona. Klimat, obsługa, a przede wszystkim akustyka – jak dla mnie poziom globalny jeśli chodzi o miejsca tej skali. I trochę na podziwieniu tego miejsca, ale głównie na nadrabianiu zaległości towarzyskich zleciały mi występy supportów: Proghma-C i Wolves Like Us. Trochę żałuję, no ale. Dzięki temu możemy przejść od razu do konkretów.

Główną niewiadomą jaką miałem przed koncertem i o którą się obawiałem to aspekt wokalny występu. Pomimo iż 3/4 zespołu odpowiada za wokale, to według powszechnej opinii w warunkach koncertowych żaden z nich nie sprostuje zadaniu. Być może opinia była niesprawiedliwa, a być może chłopaki się wyrobili, lub po prostu mieli wyjątkowo lepszy dzień, ale jak dla mnie także w tej kwestii było potężnie. A jeśli wziąć pod uwagę fakt, że jeden z tych wokalistów musi przede wszystkim jednocześnie zajmować się nie-tak-prostymi partiami perkusji, to chapeau bas.

Bo że reszta wypadła perfekcyjnie to akurat nie dziwi. Muzyka Mastodon dość mocno skłania do ekspresji ruchami ciała i przeżywania jej fizycznie, przez co człowiek gubi z pola widzenia to, że ci kolesie są zwyczajnie wirtuozami. Biegłość z jaką oni żonglują tematami muzycznymi, każdą z nich odgrywając z mocą miliarda kilowatów nie tyle opuszcza szczękę na podłogę, co zwyczajnie ją rozsadza na kawałki. Oczywiście fanów Dream Theater w żaden sposób by to nie wzruszyło, ale przy tym wszystkim te piosenki Mastodona są diablo chwytliwe, przebojowe, w przypadku takiego „The Motherload” wręcz ocierając się o POP. I choć tego kawałka zabrakło (nad czym szczerze ubolewam), to i tak myślę że koncert mógł przypaść do gustu także ciut bardziej ogarniętym słuchaczom Eski Rock. I to pomimo iż wizualnie był to czysty minimalizm, nie licząc rockerskich gestów z tryumfalnym podnoszeniem gitar.

Jakbym miał się czepiać to poza wspomnianym „The Motherload” brakowało mi większej ilości reprezentantów mojego uwielbionego „Crack The Skye”, ale raczej nie można źle mówić o setliście w której znajdują się takie sztosy jak „Colony Of Birchmen”, „March Of The Fire Ants” czy zagrany na bis „Blood and Thunder”. Co tu dużo mówić – to był prawdziwy vulgar display of power. Kolejny znak jakości i przypieczętowanie statusu forpoczty metalu. Jestem pewien że widzimy się ponownie już wkrótce.

 

najlepszy moment: OBLIVION

ocena: 8,5/10

Leave a Reply