rageman.pl
Muzyka

Kate Bush – Aerial

rok wydania: 2005

wydawca: EMI

 

no i kolejna nowa postac do kolekcji. oczywiscie z Wielkiej Brytanii, kolebki zajebistej Muzyki. i wprawdzie moja Siostra niespecjalnie deklaruje sie jako gorliwa wielbicielka Kate Bush, to jej urodziny potraktujmy tez jako okazje do napisania o jej imienniczce.

Kate Bush? „Running Up That Hill”, jeden z najpiekniejszych utworow swiata. „Rocket Man”, jeden z najlepszych coverow rowniez tego swiata. „Babooshka”, z teledyskiem do dzis nie dajacym mi spokoju (ten stroj! te ruchy!). no i przede wszystkim – po prostu jedna z najwazniejszych, najbardziej oryginalnych, dysponujacych jednym z najpiekniejszych wokali artystek w historii muzyki popularnej. zreszta sam wokal Katarzyny to temat na osobna notke, choc boje sie go podjac. bo co mozna o nim napisac? ze jak zaden inny laczy ogien, kosmos, bajkowy klimat, teatr, dziecinna niewinnosc, kobieca indywidualnosc i (tu wstaw kolejne wymyslne pojecie)? no i jeszcze: mowimy tu o artystce samowystarczalnej, samej piszacej swoje piosenki, samej je od pewnego momentu produkujacej i w sporej mierze samej jej odgrywajacej. w stylu, ktory ktos calkiem ciekawie i wcale nie w dyskredytujacy sposob ujal jako rock progresywny bez elementow rocka. bo rzeczywiscie, jej numery nie gryza sie w playliscie z utworami wczoraj omawianego King Crimson czy Pink Floyd (zreszta, jak Wam zapewne wiadomo, to David Gilmour odkryl talent Kate). sama jednak zanadto inspiracja dla rozwoju gatunku nie byla. co innego ruch songwriterek plci zenskiej ostatnich dwoch dekad. posluchajcie tych wszystkich Florence And The Machine, Little Boots czy nawet Tori Amos – tu zrzynano z plyt Bush na potege.

czy „Aerial”, ktorym Kate powrocila po dwunastu (!) latach nieobecnosci moglby rowniez stanowic inspiracje dla nowych pokolen artystow. mam problem z odpowiedzia.

nie to, aby to byla zla plyta. a wlasciwie dwie plyty, zatytulowane kolejno ” A Sea Of Honey” i „A Sky Of Honey”. pod wzgledem muzycznym to spojne (na tyle, na ile eklektyzm wpisany w muzyczny genotyp Bush pozwala na spojnosc), az tak nie rozniace sie kolekcje utworow. co innego aspekt liryczny – pierwsza plytka pod tym wzgledem pozbawiona jest wspolnego mianownika (bo obok siebie mamy tu np wyznanie milosci do synka, zmarlej matki i opowiesc o Joannie D’Arc), tak juz druga plyta to jedna wielka new age’owa oda do natury, ze spiewem ptakow jako jej lejtmotywem (zreszta wydana niedawno reedycja laczy te 9 trackow w jeden indeks). tak, to ostatnie brzmi troche groznie. niebezpodstawnie.

bo przez kazda z tych 80 minut slychac, czyjego autorstwa jest ta plyta. nawet w samej wartstwie instrumentalnej (wsrod wspolpracownikow m.in. swietej pamieci Michael Kamen, Gary Brooker z Procol Harum czy jazzman Peter Erskine). natomiast jest to jednak inna plyta od „The Kick Inside” czy „Hounds Of Love”. bardziej wyciszona, mniej dynamiczna, „dojrzalsza” (cudzyslow, bo to bardzo umowna dojrzalosc), wrecz…. nudna. zwlaszcza biorac pod uwage, ze Bush potrafila te unikalnosc aranzacyjna i kompozycyjna laczyc z popowa nosnoscia windujaca ja na szczyty list sprzedazy.

ta innosc „Aerial” jest jednak jak najbardziej zrozumiala. trudno by 47-letnia kobieta nagrywala taka sama Muzyke co w wieku 20 czy 30. i to jest NORMALNE, w tym przypadku mozna mowic o Sztuce a nie o koniunkturalizmie. o tym kontekscie trzeba pamietac sluchajac „Aerial” – nawet jesli sama gospodyni sie nie zmienila, to swiat do ktorego zaprasza juz jak najbardziej. trzeba sie tylko cieszyc, ze opowiesci o tym swiecie, w ktorym tak duzy nacisk polozony jest na piekno przyrody czy radosc z robienia prania (fo’ real!) nie brzmia pretensjonalnie. patetycznie – tak, ale to akurat znany juz element w tworczosci K.B.

plyta do minimum kilkunastokrotnego uzytku, choc sa tu utwory ktore chwytaja od razu – jak otwierajacy calosc, singlowy „King Of The Mountain” (zreszta jedyny promujacy „Aerial”) czy genialny final w postaci jednoczesnie najbardziej eterycznego i najbardziej dynamicznego „Nocturn” (ponoc metafora milosci uprawianej na plazy – cos w tym jest) oraz utworu tytulowego (tylko ten kolejny wtret ze spiewem ptakow traci kiczem). a, no i „Bernie” – jesli milosc do drugiej osoby mierzyc jakoscia pisanych dla niej piosenek, to bohater zdecydowanie nie powinien narzekac na rodzicow. hej, mowimy tu o dziecku, ktore przyczynilo sie do przerwania jednej z najlepszych karier w swiecie muzyki.

warto przesluchac, a jeszcze bardziej warto poczekac na kolejny ruch Pani Artystki. ponoc ten nastapi juz niedlugo.

 

najlepszy moment: NOCTURN

ocena: 7,5/10

Leave a Reply