Coverland Polska – Polscy Artyści Śpiewają Polskie Piosenki
rok wydania: 2011
wydawca: DIY
poklepywania sie po plecach ciag dalszy, hehe.
ekipa We Are From Poland, do ktorych websajta znajdziecie link gdzies po prawej stronie, wypuscili kolejnego skladaka. tym razem jednak zamiast kolekcji autorskich hitow mlodych wilkow polskiego altu dostajemy zbior coverow klasykow polskiej piosenki, i to popelnionych nie tylko przez mlodzieniaszkow, ale i firmy nawet bardzo uznane. bo kogo tu nie ma – Nosowska, Muchy, Scianka, Big Day, Myslovitz, by wymienic tylko te najbardziej oczywiste nazwy. trzeba znow przybic piateczke WAFP, bo selekcja jest przezajebista – praktycznie zadnych wtop (no, moze poza jedna, ale o tym pozniej), a poczatek (tak dla odmiany, bo na poprzednich skladankach najlepsze czekalo pod koniec) jest KILLERSKI. wyjatkowo tym razem po odsluchu calosci nie poczulem przesytu, a wrecz przeciwnie. w sumie szkoda, ze premier tu niewiele. a byc moze nawet w ogole ich nie ma – zrodlo pochodzenia nie zawsze jest podane. w kazdym badz razie przynajmniej polowa coverow byla mi znana.
i znow – na opisywanie kazdego covera z osobna troche czasu brak, wiec tradycyjnie zastosujemy klasyfikacje medalowa. damn, tyle ze tutaj prawie kazdy cover zasluguje na podium… jakos temu jednak zaradzimy. mam nadzieje ze laureaci wybacza, ze beda musieli dzielic sie laurami. co ciekawe, wedlug fajnego klucza sie one grupuja na tym podium. no, to jedziemy.
miejsce trzecie – ex equo Alien Autopsy „Lucciola” / Muchy „Papierowy Ksiezyc”. czyli mlodziez usmiecha sie do lat 80tych. i robi to w sposob arcyprzepyszny. byc moze wykon AA to najbardziej zaskakujacy cover calej komplikacji. totalnie wysuszony z Nowej Fali oryginalu Manaamu, za to naszpikowany najprawdziwszym indie-garazem. totalny luz – moze i wyprany z magii oryginalu, ale tez i pozbawiony pewnej jego pretensjonalnosci. jesli zas chodzi o Muchy… krotko – wlasciwie spokojnie moglby wejsc na „Terroromans” i robic za kolejny ich hit. wiem, znam takich dla ktorych to zadna rekomendacja. dla mnie – skrajnie przeciwnie.
miejsce drugie – ex equo Nosowska „Na Calych Jeziorach Ty” / Scianka „Juz Nigdy”. czyli legendy polskiego altu mierzy sie z Klasykami Totalnymi. jesli chodzi o Nosowska – poszukajcie w archiwum recki „Nosowska/Osiecka”. tam powinno byc wyjasnione, dlaczego drugie miejsce (a moze nawet i pierwsze, wciaz sie waham). co do Scianki i ich intepretacji klasyka rozslawionego przez Slawe Przybylska. wlasciwie tu nawet do uzasadnienia werdyktu wystarczylaby jedna litera: „Ł”. Najzajebisciej Zaspiewane „Ł” W Historii Polskiej Muzyki.
miejsce pierwsze – Big Day „Gdy Kiedys Znow Zawolam Cie” / Myslovitz „Historia Jednej Znajomosci”. czyli legendy polskiego rocka lat 90tych siegaja po ojcow gatunku – Czerwone Gitary. Myslovitz zawsze mieli dobra reke do coverow. niemniej depresja, jaka naszpikowali swoje wykonanie, nie do konca jednak rekompensuje mi zwiewnosc oryginalu. dlatego samego tego coveru nie nagrodzilbym zlotym medalem. co innego Big Day. powiedziec, ze to rockowa petarda to za malo. to jest jeden z tych numerow, ktore aktywuja we mnie syndrom Adasia Niezgodki. czyli innymi slowy – ODLOOOOOOOOOOOOOOOT. serce roscie, unosze sie do gory, podroz w czasoprzestrzeni, do Psiego Nieba, do czasow dziecinstwa. w ogole to mam nadzieje, ze kiedys doczekam sie Big Day revival. dorobek tego zespolu jest skandaliczne wrecz niedoceniony. powaznie, jak uslyszycie kiedys w radiu „W Dzien Goracego Lata” przystancie na chwile, skupcie sie i posluchajcie. i DOZNAJCIE.
moglbym znow przykomplementowac nasz polski alt movement, ten mlodszy i starszy, bo zasluguje na to – nie tylko zreszta tymi coverami. jednak to co bardziej nasuwa mi sie na mysl… ja pierdole, jakie polskie piosenki potrafia byc zajebiste!!!!!!
(aha, mialo byc o wtopie… nie jest ona tak oczywista, ale jednak – to nie chodzi o to, ze nie lubie Rentona, choc rzeczywiscie pare razy zdarzyly mi sie podsmiechujki w ich kierunku. ba – nawet doceniam fakt siegniecia po „Stan Pogody”, kolejny skandalicznie niedoceniony klasyk polskiej muzyki. szacun za kombinacje aranzacyjne, swietnie ze uwypuklili te przecudowna linie melodyczna we frazie „tak bym chciala miec prognoze naszych serc”. niemniej efekt finalny jest KOSZMARNY. uwazam ten numer Anny Jurksztowicz za PERFEKCYJNY NUMER POP W SKALI SWIATOWEJ, a do takich naprawde trzeba ultraostroznie podchodzic z gitarami, a najlepiej nie podchodzic wcale)
najlepszy moment: BIG DAY – GDY KIEDYŚ ZNÓW ZAWOŁAM CIĘ
ocena: 8/10