Coverland World – Polscy Artyści Śpiewają Zagraniczne Piosenki
rok wydania: 2011
wydawca: DIY
jak tylko napisalem wczoraj cos o niedosycie zwiazanym z mala iloscia coverow to skapnalem sie, ze przeciez tuz obok Coverlandu wczoraj omawianego lezy na stronie WAFP jeszcze druga czesc coverow. mialem wykasowac tamto zdanie, no i zem zapomnial, tak mi sie dobrze plynelo z tematem i tak mi zal bylo przerywac strumien swiadomosci, jaki mi sie przelewal na klawiature. teraz juz wiecie, dlatego notki na tym blogu czasem rozpaczliwie prosza o edycje.
w kazdym badz razie – drugi z mikstejpow to ta sama idea co na pierwszym z jedna roznica. tym razem obcujemy z coverami piosenek importowanych z zagranicy. dodatkowo zebrano tutaj troche mniej mainstreamowych wykonawcow anizeli w przypadku tamtego Coverlandu, przez co blizej calosci w duchu do firmowego cyklu skladanek We Are From Poland. choc i tak pare nazw(isk), jak Gaba Kulka, Tymon Tymanski czy Sexbomba, mogloby pociagnac sprzedaz skladanki. jesli oczywiscie bylaby ona na sprzedaz.
dobra, wiem na co czekacie. zanim przejdziemy do kulminacyjnego punktu wieczoru – moze tym razem tylu kandydatow do staniecia na podium nie bylo, choc paradoksalnie calosci slucha sie moze nawet przyjemniej niz Coverland Polska – nawet jesli rozrzut stylistyczny tez jest dosc potezny. zatem:
3 miejsce dla Black Tapes i ich „Sleeping In My Car”. wlasciwie jedyny cover „przekorny”, blizszy zartu anizeli konfrontacji z Absolutem. choc ja tam uwazam bez beki Roxette za kapitalny zespol poprockowy, ktory tez jest pod wzgledem artystycznym niedostatecznie doceniony. akurat „Sleeping In My Car” nigdy do moich faworytow nie nalezal (aj, jakbym chcial uslyszec kiedys jakis kopiacy po dupie cover „How Do You Do”!), ale i tak przy tej w sumie malo wysublimowanej przerobce pseudoszwedzkich punkow z Black Tapes ubawilem sie po same pachy. no i te klawisze, no kuuuuuuuuuuuuuuuuur*a.
2 miejsce dla Gaby Kulki. niesamowitej rzeczy kobitka tu dokonala – wywracajac aranzacyjnie „London Calling” do gory nogami (wlasciwie to totalnie go zrownujac z ziemia), stosujac diametralnie inne srodki wyrazu, nie tylko nie naruszyla ducha oryginalu, ale wrecz go uwypuklila. ten kolysankowy aranz rodem z „Koszmaru z ulicy Wiazow” idealnie wrecz komponuje sie z tekstem popelnionym przez lidera The Clash.
1 miejsce – ex equo dla Jana Malisza za „Precious” i MorF za „Stripped”. akurat to, ze w obu przypadkach chodzi o numery Depeche Mode to zbieg okolicznosci. zdecydowanie najbardziej odjechane covery na plycie, choc w skrajnie roznych kierunkach. „Stripped” to czysty baniojeb na modle najbardziej eksperymentalnych odpalow Waitsa ozenionych z psychodela. ale tez z magicznie uchowana w calym tym szalenstwie melodia oryginalu – przynajmniej w linii wokalnej. natomiast Malisz potraktowal perle najswiezszej dyskografii DM… na ludowo. jesli cos ma byc nazywane freak folkiem, to wlasnie takie wykonania.
musza byc wyroznienia. cieszy obecnosc reprezentantow Trojmiasta, zwlaszcza ze naprawde prezentuja sie wybornie na tle calej kompilacji. In The Name Of Name garazowoscia interpretacji „Brainstorm Hawkwinda moglby obdzielic pol polskiego undergroundu. Tymon robiacy z Trupami Fab Four’owe „I Want You (She’s So Heavy)” to zaginiony klasyk. Dick4Dick maltretujacy Bon Jovi w „Suckin’On” to tez juz legendarna sprawa, przynajmniej dla niektorych mieszkancow Gdanska pamietajace poczatki kapeli. przede wszystkim jednak chcialem tu o Gentlemanie napisac. tylko ze wzgledu na brak checi konfrontacji z zarzutem o kumoterstwo nie ma ich przerobki „Love Is A Battlefield” na podium. wiem, ze nie ma nic fajnego w tego typu porownaniach, ale nic na to nie poradze – zajebisty Interpol wam tu wyszedl, panowie. przeszacun.
najlepszy moment: THE BLACK TAPES – SLEEPING IN MY CAR (bo MorF’a nie ma na jutubie)
ocena: 7,5/10