Beastie Boys – The Mix-Up
rok wydania: 2007
wydawca: Capitol
odkopujemy kolejny watek sprzed dwoch lat.
o tym, ze MCA, Mike D i Ad-Rock poza paszczami lubia wydawac dzwieki poprzez instrumenty wiadamo bylo od prawie-zawsze, a najmocniej zasygnalizowali to chyba na „Check Your Head”. nigdy jednak to zywe granie nie bylo dominujacym, bedac fajnie balansowanym przez kawalki sticte hiphopowe. mozna powiedziec – i na odwrot, czego przykladem niemalze czysty hiphopowy, a przez to nie-az-tak-rajcujacy „To The 5 Boroughs”. w przyrodzie, jak jednak wiadomo, nic nie ginie i choc „The Mix-Up” powstal 3 lata po tamtej plycie, to sprawia silne wrazenie suplementu do tamtej plyty.
wiec tak – jesli ktos lubi beastie boys wylacznie za aspekt hiphopowo-rymotworczy (naprawde jest ktos taki?), to nie ma tu czego szukac. nie tylko dlatego, ze to plyta wylacznie instrumentalna. przede wszystkim w samym graniu nie ma tu nic z hiphopowego groove’u. znamiennym jest fakt, ze Mix Master Mike, de facto staly juz wspolpracownik zespolu, nie zostal tym razem zaproszony na plyte (ze stalych wspolpracownikow jest za to Money Mark). nie odnalazlby sie. jesli mialbym jednym gatunkowym tagiem okreslic ten album, bylby to „funk psychodeliczny”. plyta buja jak cholera, ale taniec wywolany tymi dzwiekami blizszy jest fizycznym majakom rodem z kwasnych koncertow przelomu ’60/’70 anizeli tym z klubu disco. czasem zreszta pierwiastek psychodeliczny bierze gore („The Gala Event”) i wtedy robi sie naprawde mocno „zielony” klimat. jedyny moment, ktory jest w stanie wyrwac z tego rozleniwionego klimatu jest opatrzony mocarna sekcja rytmiczna „Off The Grid”, skadinad najlepszy w zestawie.
punkowo-garazowa produkcja, jazz-fusionowa wyobraznia, jeden wielki jam, byc moze nawet w sporej mierze improwizowany – nie wiem… wiem jedno – slucha sie tego wybornie. mimo to trudno mi traktowac ten album inaczej niz jako kapitalna ciekawostke. niezobowiazujacy klimat tych nagran wywoluje niezobowiazujacy ich odbior. zaluje, ze nie widzialem kolesi na drugim, namiotowym, instrumentalnym koncercie na Openerze 2007, jednak z tego co slyszalem od osob ktore zaliczyli oba wystepy zespolu podczas tamtego festiwalu, wszyscy bardziej jarali sie tym glownym, „normalnym” gigiem. jednak najfajniejsze beastie to beastie rapujace.
najlepszy moment: OFF THE GRID
ocena: 7,5/10