rageman.pl
Muzyka

RAPport 7/99

rok wydania: ??

wydawca: Liryka

 

dobra, czas na totalny oldskul.

normalnie nie recenzuje tego typu plyt – insertow itp. ale tym razem musze popelnic wyjatek. jesli ta recenzja sprawie, ze choc jedna osoba zainteresuje sie stara szkola polskiego rapu, to bylo warto zlamac regule.

inna sprawa, ze propsy musza byc jednak troche umiarkowane. roznica jest taka, ze oldscholoowy rap amerykanski do dzisiaj jest w stanie przyspieszyc tetno sluchacza – ba, sa tacy ktorzy uwazaja ze na tamtym graniu hiphop powinien sie skonczyc, bo dzis juz komercja pop lancuchy dziwki itp. w przypadku poczatkow tego gatunku w Polsce sprawa niestety nie jest tak prosta. pierwszy Kalibry wciaz maja moc, „Nastukafszy” to niekwestiowany kamien milowy, Thinkadelic i Stare Miasto tez sie bronia do dzis. ale juz w przypadku wspomnianego pare dni temu „Skandalu” czy pierwszych krokow WYP3 badz Slums Attack spory wplyw na pozytywny odbior ma sentyment, ktory na osoby muzycznie wychowane w XXI wieku zupelnie nie dziala. co tu duzo mowic- technicznie bylo to parszywe w chuj. i mam nadzieje technike tak rejestracji muzycznej, jak i samych raperow. oczywiscie byly to rapy z potencjalem, dlatego do dzis Vienio, Borixon czy Peja funkcjonuja na rapscenie, ale chyba nikt na powaznie nie powie, ze skonczyli sie oni na ichniejszych „Kill’em All”.

i omawiana dzis plytka takze pokazuje, ze te pierwsze lata rapu w Polsce rozowe nie byly. 7 wykonawcow (wiekszosc dostala do zagospodarowania dwa indeksy), ale tylko paru slucha sie bez zazenowania. przyczyny takiej rekacji bywaja rozne – czasem to kwestia mixu (no chyba ze ten „przester” w „Robie to co kocham” Promilu to celowy jest – shoegaze rap?), przewaznie jednak problem tkwi w flow raperow. nie zamierzam sie nasmiewac z wad wymowy, zreszta przyklady Emil Blefa czy Afrojaxa pokazuja, ze mozna sobie z tym poradzic. ale jesli dla calego skladu takiego Zerojedenszesc wymowienie „r” jest nie do przeskoczenia, to sorry, ale albo czekamy z nagrywkami az sobie z ta przeszkoda poradzimy, albo eliminujemy z tekstow wyrazy zawierajace te literke, albo po prostu lepiej dac sobie spokoj z nawijaniem i przerzucic sie na ghostwriterstwo. samej muzyki tez nie ma co rozkminiac – rzadzi fruityloopsowy uliczny minimal, gdzieniegdzie posiekany Kalibrowym psychorapem i tylko w jednym przypadku opatrzony skreczami. wyjatki – „Dzien jak Dzien” Promilu (rehabilituja sie chlopaki za wczesniej wspomniany track), „Taki Los” P-13 i „To Wiecej (Moje 7-1)” Tymona. dwa ostatnie oparte na samplingu – ten pierwszy bujajacym, drugi kapitalnie udziwnionym, gdzie dopiero po kilkukrotnym odsluchu mozna wylapac znajome nuty z… „Careless Whisper” George M. rzut okiem na creditsy – no tak, Magiera. zreszta nie przypadkiem jest, ze to wlasnie on i Tymon jako jedyni z tworcow tej kompilacji wyplyneli na szersze wody. slychac jednak roznice klas. choc broni sie takze nastepujacy po nim bonusowy numer z fajowym popowym refrenem. tylko dlaczego podpisano go jedynie jako „Bonus”?

troche gorzkich slow padlo, ale jednak nie jestem w stanie dissowac tych numerow, tak jak zle mi mowiac cokolwiek zlego o „Akademii Policyjnej”. obiektywne, krytyczne spojrzenie to jedno, ale przeciez na tym sie chowalo, na tym sie wyrastalo, to niejako nadawalo ksztaltow dzisiejszemu gustowi. no i dochodzi tu jeszcze kwestia pionierstwa tych nagrywek. jakie by one nie byly, nalezy sie szacun za przecieranie szlakow, za fakt, ze to co bylo ich sila napedowa to tylko i wylacznie szczera pasja. nikt przeciez nie mial pojecia wtedy, czy kiedykolwiek da sie na rapowaniu w Polsce zarobic. i o tym warto pamietac sluchajac tego „Rapportu”.

 

najlepszy moment: TYMON – TO WIĘCEJ (MOJE 7-1) (MIX)

ocena: 6,5/10

Leave a Reply