rageman.pl
Muzyka

Nas – It Was Written

rok wydania: 1996

wydawca: Columbia

 

nagrywanie Najlepszych Plyt W Dziejach Muzyki, wbrew pozoram, nie jest fajna rzecza. jeszcze gorzej, kiedy takowym dzielem sie debiutuje. jest to jednoczesnie dar i klatwa. Nas, ja zaden inny raper, bolesnie sie o tym przekonal.

no co ten biedny chlopak mogl zrobic po wydaniu „Illmatica”? zerwac z muzyka? w wieku 20 lat? nielogiczne. ale wydanie „Illmatica 2” tez nie zapowiadalo sie na najlepsze rozwiazanie. tak z komercyjnego, jak i artystycznego punktu widzenia. warto przypomniec, ze masowa popularnosc ten album zdobywal stopniowo dopiero po latach. natomiast ci, ktorzy zajawili sie nim od razu na pewno gdzies przeczuwali, ze ten album jest arcydzielem kompletnym, w ktorego temacie nic wiecej nie mozna powiedziec.

z „pomoca” przyszli w koncu wlodarze Columbii, sugerujac raperowi by nagral moze cos bardziej przemawiajacego do tlumow, bo z tych jego ulicznych opowiastek to oni za bardzo nie wyzyja. a ze inteligencja nie musi byc w kontrze do pazernosci, tak tez Nas posluchal i…

w przypadku plyt Nasira wystepuje ciekawa przypadlosc polegajaca na tym, ze docenia sie je wtedy, kiedy uslyszy sie jego nastepce. i tak „It Was Written” prowokuje przede wszystkim kolejne refleksje na temat geniuszu „Illmatica”, jego piekielnej spojnosci klimatyczno-produkcyjno-narracyjnej. ale „It Was Written” tez moze sie podobac, nie tylko w kontekscie kolejnych wydawnictw (o tym juz w najblizszych notkach!). bo generalnie rzecz ujmujac, jest to album typu „w polowie drogi”. bo z jednej strony – slychac tu komercyjny sznyt, za ktory odpowiada w glownej mierze ekipa Trackmasters (powiedzmy ze tacy Neptunes lat 90tych). ale albo sami sie opamietali, albo nie do konca projekt upopowienia Nasa im nie do konca wyszedl. bo spod tych14 trackow (plus jeden w bonusie dla wersji europejskiej CD) co rusz wyziera pewna illmatikowosc. wezmy przykladowo taki „The Message”. z jednej strony ultrachwytliwy sampel gitary z „Shape Of My Heart” Stinga. ale wciaz ma to wiecej wspolnego z, powiedzmy, Grammatikiem niz Puff Daddy’m, a porownywanie go do „I’ll be missing you” zakrawa na zupelna paranoje. niby juz bardziej do podboju MTV nadaje sie nastepny w kolejce „Street Dreams”, z linia wokalna i tekstem nawiazujacym do „Sweet Dreams” Eurythmics, ale wciaz mowienie o „sprzedaniu sie” w kontekscie tych kompozycji wydaje sie gruba przesada.

to, co przede wszystkim przeszkadza w tej plycie to brak spojnosci pod wzgledem jakosciowym. kto wie, moze po jakiejs konkretnej selecji moglibysmy mowic o naprawde godnym nastepcy „Illmatica”, choc zupelnie od niego innym. a tak… trzeba wylawiac. no to wylawiajmy. przede… PRZEDE wszystkim „If I Ruled The World”. ja wiem – hicior. ja wiem – na dodatek mocno opierajacy sie na cudzesach Kurtisa Blowa i Whodini’ego. pieprzyc, uwielbiam, dla mnie Nasowe TOP3, fo’ real. jeszcze wspomnijmy o dwoch aspektach sprawy. no 1: teledysk, ktory obok „California Love” 2paca natychmiastowo przychodzi mi na mysl o hiphopowym MTV czasu dorastania. symbol wrecz. no 2: Lauryn Hill, rzadzaca na pelnym totalu w refrenie. ogien.

skoro o gosciach mowa – wydarzeniem byl udzial producencki Dr Dre w „Nas Is Coming”, biorac pod uwage odbywajacy sie w miedzyczasie wielki coastowy beef. ale Doktor zawsze deklarowal szwajcarskosc w tej kwestii, dlatego zamiast pakowac mlodzienca z NY na mine dal mu jeden z lepszych swych beatow, mocno w swoim g-funkowym stylu. braci sie nie traci, wiec z dosc konkretna pomoca producencko-rapowana przyszly ziomy z Mobb Deep. podobnie jak znany nam juz z „Illmatica” AZ, ktory wraz z Nasem, Foxy Brown i Cormega rapuje w „Affirmative Action”, dajac oficjalny poczatek supergrupie The Firm (ktora zakonczyla zywot po zaledwie jednym wydanym albumie rok pozniej). przeciwwaga dla tych ficzurow jest udzial Jo-Jo w „Black Lost Girl”. slyszalem bardziej fajansiarskie r’n’b, ale jednak na plycie kolesia od „World IS Yours” musi cos takiego razic.

no wlasnie. paradoksalnie najwiekszy problem jest z samym gospodarzem. oczywiscie do rapu nie da sie przyczepic – takich rzeczy sie nie zapomina. rowniez jesli chodzi o konstrukcje tekstow nic sie nie zmienilo – dalej slowniki sa niezbedne, nie tylko angielsko-polskie. ale juz sama tresc… jesli czlowiek, ktory ledwo po osiagnieciu pelnoletnosci przeprowadza tak udana krytyczna rozkmine srodowiska w ktorym mu przyszlo zyc i po dwoch latach wciela sie w mafioza i powoluje sie na barona narkotykowego jako swego duchowego przywodce to jednak trudno nie mowic o blamazu. i nie lykam ze byc moze „koncept”. tyle tych konceptow krazy po swiecie i musial siegnac po akurat taki?

jednak summa sumarum – znac ten album trzeba. prawda jest taka, ze w przypadku dyskografii wiekszosci rap artystow moglo by to byc szczytowe ich osiagniecie.

 

najlepszy moment: IF I RULED THE WORLD (IMAGINE THAT) (FEAT. LAURYN HILL)

ocena: 8/10

Leave a Reply