rageman.pl
Muzyka

Flatbush Zombies – D.R.U.G.S.

00-cover flatbushrok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

Dziwnych składów hip-hopowych ciąg dalszy. Flatbush Zombies to skład, który mieliśmy okazję usłyszeć (o ile sprawdzacie albumy które polecam w tych notkach) na wczoraj omawianym wydawnictwie ASAP Mob w tracku „Bath Salt”. Dziś zatem będzie o ich ubiegłorocznym, jedynym jak dotąd ich mikstejpie (choć na ten rok zapowiadany jest następca w postaci „Better Off Dead”) o dość jednoznacznym tytule.

Ów tytuł plus dźwięki otwierające album sprawiły, że już po „Intro” miałem w głowie obraz całości, a nawet treść recenzji. Że oryginalne na tle sceny, klimatyczne, ale to wszystko już było, chociażby na… „Księdze Tajemniczej”. Tymczasem dalsza część materiału, mimo iż stworzona praktycznie przez jednego człowieka (należącego do składu Erick Arc Elliot’a), za dużo nietypowych dźwięków zawiera, by pozwolić sobie na tak automatyczne zaszufladkowanie płyty. Po pierwsze, artykulacja chłopaków nie pozwala ich zaliczyć w poczet chilloutowców, ale nie jest to aż tak nawiedzone jak u wczesnego Kalibra 44, nie mówiąc o rozkrzyczanym horrorcorze (z tym ostatnim łączy ich przede wszystkim tematyka tekstów). Po drugie, sposób składania bitów ewidentnie ewokuje trapową szkołę – vide „Laker Paper”, gdzie słychać także nierzadkie na tym albumie wokale chopped and screwed. No i po trzecie, najważniejsze – jak na tego typu koncept zaskakująco dużo tu mało strasznych, a bardziej uspokajających sampli. Już w drugim „Breakfast AT ePiffanies” takimi jesteśmy raczeni, a już pod koniec materiał zupełnie normalnieje – taki „Friday” brzmi jak podwędzony z obozu Soulquarians. Może to już etap zjazdu po narkotykach?

Zdecydowanie bardziej zwraca tu uwagę oryginalność (a i tak przecież nie tak stuprocentowa) formy aniżeli treść kompozycji, przez co do szaleńców rapu pokroju Das Racist, Deichkind czy Beastie Boys im dość daleko, ale kto tam wie co przyniesie przyszłość.

 

najlepszy moment: FRIDAY

ocena: 7/10

Leave a Reply