rageman.pl
Muzyka

ASAP Mob – Lord$ Never Worry

00-cover asaprok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

I znów o tym, co najlepiej nam tu w(y)chodzi – amerykańskie modne rapsy.

A czy jest obecnie raper bardziej przyspieszający tętno w anemicznych ciałach hipsterów niż A$AP Rocky? Przyznam, że skala zajawki tym młodzieńcem jest dla mnie dość zaskakująca, a momentami nawet przerażająca (polecam event-page na fejsbuku jego nadchodzącego koncertu w Polsce – poziom abstrakcji toczonej tam beki, nie ukrywam, trochę mnie przerasta). Owszem, „Live.Love.ASAP” (przyznaję bez bicia – oficjalny debiut „Long.Live.ASAP” wciąż widnieje na mojej to-listen-list) był ultra-świeżym, intrygującym wydawnictwem. Ale żeby AŻ TAK? Zadziwia mnie to o tyle, jako że wśród wielu epitetów, jakim można by opisać ten mixtape, na pewno nie znajduje się „przebojowy”. Fakt, że największa część fanbase’u Rocky’ego skupia się wokół placówek edukacyjnych może z jednej strony dobrze świadczyć o gustach nowych pokoleń, jak i ich bezrefleksyjnym podążaniu za tym, co #trendy, #modne i #godneotagowania. Oczywiście to kwestia gustu, ale czy A$AP Rocky rzeczywiście jest lepszym raperem od np. Machine Gun Kelly’ego czy Schoolboy Q, czy chodzi o ten magiczny swag-pierwiastek?

Nie wiem, jak A$AP zapatruje się na swój, raczej zresztą świadomie, kreowany wizerunek. Być może zaczął dostrzegać jego jednowymiarowość, na co lekarstwem miałby być skład ASAP Mob i ich debiutancki, omawiany dziś mixtape. Rzut okiem na okładkę i skojarzenia nasuwają się bez pardonu same – NWA, Onyx (choć trochę też Public Enemy). Gangsta rap? Ponoć tak, choć dla mnie ten termin jest tu sporym nadużyciem. Podobnie zresztą jak szufladkowanie tego albumu jako trapowego. Owszem, oba wpływy są tu słyszalne (najbardziej w „Black Man” i „Work”, jeśli chodzi o trap, a gangsterka w „Underground Killa$” z gościnnym udziałem experta od tematu, Raekwona), przede wszystkim jednak najbardziej zadowoleni będą dotychczasowi fani A$AP Rocky’ego. Przyznam, że dopiero dziś natknąłem się na termin „cloud rap” i przyznam, że jak na razie lepszego nie znalazłem dla kawałków typu „Purple Kisses”, „Freeze” czy „Thuggin Noise” – to jest tak upalony, duszny minimal, że kawałki potraktowane techniką chopped and screwed sprawiają przy nich wrażenie tanecznych bangerów.

Nie jest jednak przypadkiem, że najlepsze wrażenie wywołują wspomniane w poprzednim zdaniu trzy utwory (dorzuciłbym jeszcze „Coke & White Bitches: Chapter 2” ze świetną kolaboracją z Danny Brownem i Gunplay’em). Jeśli Rocky, którego rapowe możliwości średnio mnie przekonują, jest ewidentnie wyróżniającą się tutaj postacią, to nie najlepiej świadczy to o reszcie składu. Jeśli historia ASAP Mob znajdzie swą kontynuację na kolejnych wydawnictwach, czeka ich prawdopodobnie casus podobny do D12, gdzie cały skład stanowił tło dla jednego Eminema (i nie chodzi tylko o  popularność zyskaną solowymi albumami). Mimo wszystko „LNW” każe życzyć sobie, by w ogóle jakikolwiek ciąg dalszy nastąpił.

 

najlepszy moment: PURPLE KISSES

ocena: 7,5/10