rageman.pl
Muzyka

Piotr Stelmach Prezentuje: Offensywa 4

Offensywa-4_Warner-Music-Poland,images_big,29,5907812244668rok wydania: 2011

wydawca: Polskie Radio

 

Ponieważ jest to prywatny blog, w pełny niezależny w treści i opinii (przynajmniej do czasu – zna ktoś jakiegoś bogatego sponsora?), pozwolę sobie w ramach wstępu na odrobinę szczerości: otóż nie słucham radia. A przynajmniej nie „aktywnie”, czyli pomijam sytuacje typu jazda samochodem czy praca, a nawet w tych okolicznościach zdarza się to rzadko. Ostatnią słuchaną przeze mnie regularnie audycją była „Makakofonia” w Radiostacji – głównie zresztą ze względu na osobę prowadzącego aniżeli prezentowanej przez niego muzyki – czyli dosyć dawno temu. Może i trochę wstyd to, a nawet hipokryzja, biorąc pod uwagę fakt, że mam w swym życiorysie epizod prezentera radiowego. Zawsze jednak preferowałem samodzielne poszukiwania muzyczne i własnoręcznie układane playlisty od bycia skazanym na selekcję osoby drugiej. Nie chcę bawić się w proroka, ale jak na mój gust w dobie dominacji Internetu w naszym życiu, także w sferze konsumowania muzyki (Spotify, Deezer itp.), rola radia będzie systematycznie malała, zwłaszcza autorskich audycji. Zważcie na to, że obecnie najpopularniejszymi audycjami są te prowadzone przez zasłużone osobistości pokroju Piotra Kaczkowskiego czy celebrytów znanych bardziej z innej niż dziennikarskiej roli (vide audycje w Radiu Roxy). Ludzie słuchają w pierwszej kolejności prowadzących, potem dopiero prezentowanej przez nich muzyki. Smutne? Może trochę, ale taki koszt rozwoju technologicznego. Coś za coś.

Mimo powyższego naprawdę doceniam rolę, jaką pełni w naszej kulturze Program Trzeci Polskiego Radia, zwany popularnie Trójką i ich zasługi w popularyzacji tego ambitniejszego oblicza polskiej muzyki. W szczególności mam tu na myśli Piotra Stelmacha i jego „Offensywę”, którego gust muzyczny, nie ukrywam, jest mi trochę bliższy niż wspomnianego Piotra Kaczkowskiego (zwłaszcza jeśli wypomnimy mu promocję numetalów pokroju Limp Bizkit na łamach „XL’a” na przełomie wieków, hihi). Mianem „polskiego Johna Peel’a” wypadałoby nazwać jednak autora „Minimaxu”, patrząc jednak przez pryzmat nie długowieczności, a preferencji muzycznych, bliższy temu tytułowi jest zdecydowanie „Stelmi”. Także jeśli chodzi o zasługi – fonograficzne składanki „Minimaxu” trudno mi traktować jedynie jako dodatek do audycji (no i zapewne jest to jakaś gratka dla partycypujących w nich zespołów), podczas gdy kompilacje pod patronatem Offensywy jakąś jednak rolę w popularyzacji polskiej muzyki odegrały. Zwłaszcza modnego swego czasu odłamu indie.

Końcówka pierwszego dziesięciolecia to był najfajniejszy okres dla polskiego tzw. indie (tudzież „niezalu”), nawet jeśli odrobinę spóźniony. Reaktywacja trzymającej zawsze rękę na pulsie „Machiny”, krótki żywot „Pulp” jako lokalnej odpowiedzi na „NME”, największa żywotność Porcysa (zwłaszcza jeśli chodzi o forum), Screenagers.pl… A w tym wszystkim „Offensywa” właśnie, jako najistotniejszy reprezentant radiowego medium w całej tej zabawie. Czwarta część serii wydawnictw „Offensywa” ukazała się w 2011 roku, trzy lata po poprzedniczce, kiedy to już było trochę „po ptokach” (albo po prostu nurt indie nam spowszedniał). Z tego powodu nie miała takiego odzewu jak poprzednie albumy, mimo to to wciąż bez zarzutu skonstruowany przegląd tego, co najciekawszego w polskiej alternatywnej trawie piszczy. Chyba nawet bardziej wszechstronny niż serie „We Are From Poland” – co o tyle ciekawe, jako że Stelmi zawsze jednak kojarzył mi się jako preferujący w pierwszej kolejności gitary. Na „Offensywie 4” mamy nie tylko gitary podane na najprzeróżniejsze sposoby (jazgot u Dead Snow Monster, postrock Lovers In Uniform, akustyczne u Oh Ohio), ale i rzeczy z zupełnie innych bajer – elektronika Mooryc, hip hop Nu Kidz On The Glock czy Jazzpospolita, która spełnia podobną rolę co Pink Freud czy Medeski, Martin & Wood przenosząc jazz w XXI wiek.

Wątpliwości nie mam – każdy z tych 17 zespołów stać na artystycznie duże rzeczy, co nie zawsze było regułą w przypadku serii We Are From Poland (choć wynika to też z większej objętości wydawnictw firmowanych przez ten portal). Jeśli któreś z tych zespołów już zdążyły przepaść, to wynika to w pierwszej kolejności ze specyfiki i nieprzewidywalności naszego rynku muzycznego i gustu Polaków. Ale też właśnie – czy którykolwiek z tych zespołów pomógł sam sobie odnieść sukces także komercyjny? Ewidentnych hitów, nadających się nie tylko do Trójki ale także np do Eski Rock, tu brak. Największy potencjał komercyjny i, nie ukrywam, najlepiej brzmiący tu zespół to już odnoszący małe sukcesy Kamp! Proponowany tu przez nich „Heats” zachwyca bardziej kunsztem prowadzenia narracji aniżeli hookami, przez co stawiam go niżej niż np. „Cairo”. Choć niektórzy psioczą na ich najświeższe dokonania to wciąz moim zdaniem stać ich na to, by w przyszłości zostać poważną Taneczną Instytucją, której wciąż w tym kraju się nie doczekaliśmy. Tuż za Kampem (a być może dla niektórych nawet i przed, w zależności od przezwyciężających obiektywne spojrzenie sympatii muzycznych) lokuje się „The Hollow” The Washing Machine. Nawet jeśli za każdym odsłuchem zastanawiam się, czy te „oo oo oo” to celowy zabieg czy zwyczajnie zabrakło pomysłu na tekst.

Inna sprawa, że sporo tu przypadków, które nie potrzebują/ani myślą o tym, by przypodobać się masom. W końcu Braty Z Rakemna czy Dr. No to nie debiutanci, a obecność na tej składance potraktowały jako przypomnienie się po latach nieobecności. Nu Kidz On The Block to nowa nazwa, za którą stoją doskonale znani Emade i DJ Eprom, przez co „Boom Bap” nie ma chyba w zamierzeniu być  niczym więcej od hołdu dla źródeł hiphopowego gatunku. Snowman poszli na łatwiznę, proponując cover „It’s My Life” Talk Talk (skądinąd intrygujący), a Strefa Niskich Ciśnień to szczyt awangardy. Dla mnie, nie ukrywam, nie do przejścia…

Takie kompilacje z debiutantami mają na starcie przekichane pod względem sprzedaży. Trudno by było inaczej w kraju, w którym na koncertach młodych zespołów sprzedane bilety można policzyć na palcach dwóch rąk, a większość uczestników to znajomi „z listy”. Mimo to walczmy dalej – właściciele klubów, promotorzy, recenzenci, blogerzy.

 

najlepszy moment: KAMP! – HEATS

ocena: 7,5/10

Leave a Reply