Voo Voo – Samo Voo Voo
wydawca: Pomaton
dobra, odpocznijmy juz troche od tego hiphopu.
przypuszczam, ze Voo Voo funkcjonuje w swiadomosci statystycznego polskiego sluchacza muzyki jako „ten dziwny zespol, co to laczy rock, jazz i w ogole nie idzie go skumac”. i choc okazalo sie, ze jednak istnieje spora ilosc ludzi ktorzy chca sluchac tej osobliwej mieszanki, to wyglada na to, ze sam lider zespolu w koncu znudzil sie takim wizerunkiem swej grupy. bo nie sadze, by zadecydowala koniunktura i chec przypodobania sie mlodszym sluchaczom, ktorym nazwisko Waglewski kojarzy sie glownie z autorem „Czerwonej Sukienki”.
w kazdym badz razie – Waglewski Senior w ramach „Samo Voo Voo” (a takze nowej, niedawno wydanej plyty „Wszyscy muzycy to wojownicy”) zdecydowanie postawil na rockowy aspekt swej tworczosci. zreszta juz sam tytul albumu jest dosc wymowny – nie ma tu nie tylko zadnych orkiestr, kolaboracji z wokalistkami czy calymi asamblami, ale tez i zadnych dodatkowych instrumentow. tylko kwartet Wagiel – Pospieszalski – Karim – s.p. Stopa. wahalbym sie jednak uzyc slowa esencja. wszak mimo wszystko to jest jakas nowa jakosc w dyskografii tej grupy. a przynajmniej na tyle dawno nie slyszana, ze najstarsi fani takowej nie pamietaja.
chociaz poczatek plyty w postaci „Dzisiaj jest ladna pogoda” moze byc mylacy. niby slyszalne sa popowe inklinacje, glownie za sprawa wokaliz, to juz rozbudowanie strukturalne kompozycji raczej przypomina te, z jakiej slyna koncertowe, improwizowane wersje najwiekszych przebojow grupy. ale juz kolejny, nie dobijajacy nawet do 3 minut „Nie fajnie” juz blizszy jest sedna pomyslu Wagla i kumpli na ten album. a ow sedno brzmi „riff”. i juz prawie (bo np druga polowa „To Ladnie Wychodzi” to stary, dobry rozspiewany Pospieszalski) cala reszta plyty pokazuje, ze wyznania milosci do potegi gitary na lamach rozmaitych czasopism muzycznych to nie byla chwilowe zamroczenie umyslu starszego Pana, a swiadectwo powaznego uczucia. niezaleznie jaka odmiana gitarowego grania to bedzie – czy pierwotny rockandroll singlowego „Leszek mi mowil”, lekko led zeppelinowy blues „Baranow”, kinksowaty „Nie podoba sie” badz nastrojowe plumkanie „Lan Lerd Lan Drim” i „Pan To Wie” – slychac, ze plyte stworzyli ludzie, ktorym przynajmniej w okresie jej nagrywania w zylach plynal rock. i spora czesc jego otoczki, glownie ta dotyczaca technik nagrywania. dosyc zabawna sprawa – calosc swietnie wkomponowuje sie w cala ta retro zajawke, na ktorej czele stoja The White Stripes czy The Black Keys, choc przeciez wiekowo blizej Voo Voo’wcom do kapelom, ktore ten ruch zainspirowaly.
kolejny dowod na to, ze ten sklad potrafi zagrac wszystko i czerpac zewszad inspiracje. mam nadzieje, ze takze smierc nieodzalowanego Piotra Zyzelewicza nic w tej kwestii nie zmieni.
najlepszy moment: BARANY
ocena: 7,5/10
