rageman.pl
Muzyka

Massive Attack & Mad Professor – No Protection

rok wydania: 1995

wydawca: Circa

 

Zostajemy w pięknych latach 90tych, ale przenosimy się na kontynent europejski. Ostatnim razem o Massive Attack pisaliśmy tak dawno że hohoho, czas więc wrócić do tematu.

Aczkolwiek nie jest to zwyczajna pozycja w ich katalogu. Jak można domyśleć się po tytule, jest to wariacja na temat drugiej płyty Brytoli, „Protection”. A konkretnie wariacja dubowa, popełniona przez klasyka gatunku, Mad Professora.

Jeśli mam być całkowicie szczery, to początkowe dokonania MA darzę szacunkiem, mam tam kilka ulubionych fragmentów, ale nie są to albumy do których szczególnie często bym wracał. „Protection” niespecjalnie pamiętam jako całokształt. Zatem porównań do materiału wyjściowego nie będzie. Wiem, mało to profesjonalne. Ale zobaczcie po prawej, ile już płyt opisałem. No kurwa, mają prawo już mi się mieszać i wylatywać z pamięci.

Hmmm, analiza muzyki… Płyta jest dubowa. Wspominałem? No dobra, żarty na bok. Przecież wiadomo o co chodzi – spogłosowanie do granic przyzwoitości, ciężki reverb, wokale – jeśli już się pojawiają (np Tricky nie miał szczęścia i jego rapsy Profesor z remixu „Karmacomy” wyrzucił) – to są tak wtopione w aranż, że właściwie tracą całą moc przywódczą i stają się jednym z wielu elementów struktury kompozycji. Siła „Protection” nigdy nie leżała w Melodiach, ale tutaj zostały one potraktowane fragmentarycznie. Chodzi o GROOVE, w najszlachetniejszej postaci.

Ulubiony fragment? Nightriderowa atmosfera „Trinity Dub” (czyli „Three”), konwersacja bassu z fortepianem w „Weather Storm”/”Cool Monsoon”, wyrazistość beatu „Eternal Feedback”/”Sly”, bass „Moving Dub”/”Better Things” i w „I Spy”/”Spying Glass”… Ciekawym osiągnięciem „No Protection” jest to, że o ile z „Protection” selekcja ulubionych kompozycji nie sprawia większego problemu, tak tutaj jakikolwiek przesiew z gorszych fragmentów byłby grzechem. Słowo-klucz: MONOLIT.

Jedna z nielicznych płyt z szeroko pojętych okolic około-reggaeowych, które nie tylko jestem w stanie wysłuchać w całości, ale i robię to nawet z tak zwaną przyjemnością.

 

najlepszy moment: COOL MONSOON (WEATHER STORM)

ocena: 8/10

Leave a Reply