Chamillionaire – Major Pain 1.5
wydawca: DIY
Nowy tydzień, nowe rapy.
Chamillionaire to już zawodnik ani nie taki młody w rap grze (pierwszą płytę z ziomkiem Paul Wall’em wydał już 10 lat temu), anie też nie taki nieznany – solowy debiut zyskał w Stanach platynę. A mimo to jest postrzegany jako jeden z bardziej przeoczonych raperów.
Słusznie? Jeśli oceniać po omawianym dziś mixtejpie to nie do końca. Rapować chłopak umie, flow ma całkiem słuszne. Ale jakoś te rapy nie potrafią ani przez chwilę wybić się ponad przeciętność. Także pod względem przekazu – rozkminy godnej Schopenhauera czy nawet Coelho tu nie usłyszycie. Chłopakowi nie w głowie takie pierdoły – woli Wam opowiedzieć w „Never Come Down Break” dlaczego rozstał się z Universalem i nakłonić do zaglądania na jego profile na portalach społecznościowych. Ot, znak czasów.
Ciut lepiej natomiast wypada kwestia instrumentali. Oczywiście jak na mixtape i jak na kolesia, co do którego nie powinno się mieć wygórowanych oczekiwań. I tak, na ten przykład, bit w „Slow It Down” całkiem przytomnie opatulono w partię skrzypiec. „Slow City Down” zaczyna się bliskowschodnią wokalizą, by później przejść w ciekawego rytmicznie erotyka. „This My World” umiejscowiony jest gdzieś w połowie drogi między odmianą rapu uprawianą przez gospodarza a występującego tu gościnnie Big K.R.I.T.a (który przy okazji, zgodnie z przewidywaniami, kradnie swym rapem show). Prawdziwą bombą jest natomiast „When Ya On” z kolejnym z naszych znajomków, Nipsey’em Hussle’m. Patent jest banalnie prosty – wystarczy dać twardą stopę. Zawsze działa. Ale inne elementy aranżu też wypadają spoko. „Livin Better Now” ma nietypowo brzmiące, dysonansowe wręcz przyspieszenie w zwrotkach. „My Toy Soldier” wprowadza nietypowo downtempowy, trochę oniryczny nawet klimat. No i, last but not least, „Stay Screwed N Chopped”, w którym nie tylko słychać męski śpiew (i wcale nie taki arenbijowy), któremu w refrenach towarzyszy prawdziwe rockowe pierdolnięcie (no, przynajmniej tak by ono wypadało, gdyby amerykańscy raperzy kumali rocka i wiedzieli, jak go obsługiwać w mixach).
Kurczę, całkiem sporo tych momentów jak na mixtape, który aż takiego wrażenia na mnie nie wywarł.
najlepszy moment: THIS MY WORLD (FEAT. BIG K.R.I.T.)
ocena: 7,5/10
