Pill – The Epidemic
wydawca: DIY
Oooo, jak mi brakło rapu! Zobaczmy zatem co u starych znajomych… O, Pill nie próżnował od czasu, kiedy widzieliśmy sie ostatni raz w listopadzie. Obczajmy zatem co tam wymodził.
Zaczyna się zupełnie inaczej niż u Hitchcocka. Czyli raczej mocnym średniactwem. Miałem nadzieję, że chłopak, nie robiąc poprzednio na mnie wielkiego wrażenia, tym razem zaskoczy. Niestety. I nawet gościnna zwrotka Twisty w „Parkin’ Lot” niewiele pomaga.
I już tak przyzwyczajałem sie w trakcie odsłuchu do obrazu „Epidemic” jako kolejnego mixtape’u do zapomnienia, gdy wtem… Już „I’m So Player” z lekko nawiedzonym refrenem intryguje, choć to szufladka raczej crunkowa. Ale już kolejny „It’s So Hard”, oparty na kapitalnym, oldskulowym samplu każe zmienić perspektywę o 180 stopni. I trzymać się jej niemal do końca mikstejpu. Bo dzieją się tu przechuj rzeczy. Niemal truskulowe („Memories”), oparte na żywym instrumentarium („Why It Gotta Be Like This (Mama)”), z bitami typu „nie bierzemy jeńców” („Down For My Niggaz”) czy ujmująco pop-rapowe („Chill Out”). Nie ma co owijać w bawełnę – to już poziom legala. Być może coś jest na rzeczy i takie było pierwotne ich przeznaczenie, biorąc pod uwagę fakt, że Pill na początku roku znów został bez wytwórni.
Totalnie przyzwoity mixtape. Będą jednak z typa jeszcze ludzie.
najlepszy moment: CHILL OUT
ocena: 7,5/10
