rageman.pl
Film

On

rok: 1953

reżyseria: Luis Buñuel

Zazdrość o osobę z którą jest się w związku – któż tego nie zaznał? Uczucie które zabiło niejedną miłość. Buñuel poświęcił temu zagadnieniu cały film.

„On” w pierwszych kadrach może sugerować, że Hiszpan postanowił zmierzyć się z tematem rom-komu. Główny bohater podczas mszy świętej spostrzega młodą kobietę, w której natychmiastowo się zakochuje. Postanawia nawiązać z nią kontakt za wszelką cenę, więc raz po raz przychodzi do tego samego kościoła w nadziei, że i ona się w nim pojawi. I tak też się staje, w następnym kroku nawiązuje z nią kontakt werbalny. Okazuje się niestety, że Gloria  – bo tak pięknej nieznajomej na imię – spotyka się już z kimś. Co gorsza, jej wybrankiem jest doskonale znany naszemu protagoniście Raul. Bynajmniej nie zraża to Francisco, który aranżuje wydarzenia niczym pająk tkający sieci, w które Gloria oczywiście w końcu wpada. Napisy końcowe i „żyli długo i szczęśliwie”? Gdzieżby, tu dopiero zaczyna się prawdziwy film.

Ponoć Buñuel niespecjalnie był zadowolony ze swojego dzieła, choć zarazem był dumny z faktu, że psychoanalityk Jacques Lacan na jego przykładzie tłumaczył swym studentom czym jest paranoja. Bo „On” rzeczywiście idealnie obrazuje, jak cienka jest granica między zazdrością a paranoją. De facto podobną tematykę poruszała „Gra” Kawalerowicza – z tą różnicą, że Gloria, pozostając mimo wszystko wierną Francisco, jest w tej relacji stuprocentową ofiarą. Tym bardziej, że nas protagonista (choć raczej należałoby mówić o antagoniście), będąc przekonanym o winie Glorii, w ramach wymierzania jej kary jest skłonny do najgorszych czynów.

Zarazem jednak, mimo iż od pewnego momentu wydźwięk filmu nabiera zdecydowanie mroczniejszego wymiaru, to wciąż daleko mu do dzieł choćby takiego Smarzowskiego. Tragikomedia? Już bardziej, choć taka, która wyjątkowo ryje moralny błędnik widza. Któremu trudno przynajmniej nie uśmiechnąć się na widok coraz bardziej absurdalnych scen zazdrości, ale z drugiej strony pamiętającego (o ile rzeczywiście ten kompas moralny ma wyrobiony) o tym, że jest to nic innego jak przemoc, terror psychiczny.

Oceniając przez pryzmat wywołanych we mnie emocji „Zapomnianych” stawiam wyżej, także jako dzieło jednak ciut mniej konwencjonalne. Ale też rzeczywiście „On” to film, którego obejrzenie może posłużyć za pracę domową przy niejednej psychoterapii.

najlepszy moment: FINAŁOWY MONOLOG

ocena: 8,5/10